<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781</id><updated>2012-02-11T01:15:54.390-08:00</updated><title type='text'>na uboczu</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>78</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-5875395015637811267</id><published>2012-02-08T07:34:00.000-08:00</published><updated>2012-02-08T08:19:31.975-08:00</updated><title type='text'>nerwowo tu trochę</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-O665t0n919o/TzKgcJrhV1I/AAAAAAAABYI/jxbjWIKbAsM/s1600/005.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 300px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-O665t0n919o/TzKgcJrhV1I/AAAAAAAABYI/jxbjWIKbAsM/s400/005.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5706800083327080274" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;(okienko trochę makabryczne)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ledwie środa, a czuję się jakbym była po całym tygodniu ciężkich robót. A wszystko przez kilka małych spraw, które skomplikowały życie. Niby nic takiego: mała zmiana planu dnia, a cały domek z kart, pracowicie ułożony wcześniej przy wspólnym wysiłku Tomka i moim, sypie się z hukiem. &lt;br /&gt;Może to znacie? Bo, sfrustrowana, pytałam kilku bardzo zajętych młodych matek i wyznały, że zdarza im się podobnie. To mnie trochę pocieszyło, bo już myślałam, że nie nadaję się do takiego trybu życia, jaki prowadzę.&lt;br /&gt;To takie małe wpadki: przeoczenie wizyty kontrolnej u dentysty dziewczynek, z dużym wyprzedzeniem umówionej. Bo to nie mieści się w codziennej, karkołomnej rutynie. Zapomnienie, że trzeba wpaść po dziewczyny do szkoły i uświadomienie sobie tego już pod drzwiami mieszkania. Zmiana planu lekcji którejkolwiek z trzech panienek powoduje efekt domina: kto odbiera ze szkoły, w jakiej kolejności, kto na kogo czeka. Ustalamy to rano, jakoś się nawet udaje aż do momentu, gdy - znowu wpadka - okazuje się, że nie przełożyliśmy klucza od domu do plecaka tej dziewczynki, która miała być pierwsza i oto stoją z opiekunką przed drzwiami na mrozie, a my oboje w pracy. Kolejna sytuacja: odbieram pocztę wieczorem, czytam, że domowa lekcja angielskiego Dorotki przełożona, bo nauczycielka nie może przyjść. Umyka mi tylko, bo jestem zmęczona i zafiksowana na jutrzejszym dniu, że to nie ten tydzień! Jakimś cudem Dorotka jednak jest w domu w czasie rzekomo odwołanej lekcji, nie ma jednak odrobionej pracy domowej i pieniędzy, by zapłacić. I wreszcie mój numer popisowy z ostatniej chwili: mimo, że z powodu choroby koleżanki pracujemy w bibliotece od ponad tygodnia na jedną zmianę, przychodzę zupełnie automatycznie na wcześniejszą godzinę. Otwieram drzwi, gapiąc się bezmyślnie na własnoręcznie powieszone parę dni wcześniej ogłoszenie, że otwieramy o drugiej i nic jeszcze nie zaskakuje. Pracuję przez godzinę (prace wewnętrzne), dziwiąc się trochę nieobecności kierowniczki. Spostrzegam się dopiero, gdy ktoś dzwoni i pyta, czy biblioteka znowu dzisiaj otwarta tylko po południu. Nie.. Tak, tak po południu, o Boże, a ja właśnie szłam otworzyć! A to wszystko przez ten automatyzm, odruch Pawłowa, który, ratując mnie przed zagubieniem się w wielości spraw, wykopsał mnie do pracy o zwykłej porze. I, niestety, musiałam zadzwonić do Tomka i zawrócić go prawie sprzed drzwi pływalni, dokąd jechał zażyć zasłużonego relaksu. Bo jeśli ja po południu w pracy, to on musi odebrać Jankę ze szkoły. Domino się sypie, nerwy puszczają. Mój mąż, który tego dnia już dwa razy był w szkole rano, odprowadzając dzieci, nie zdzierżył i wybuchnął. W sumie mu się nie dziwię. &lt;br /&gt;To wszystko są drobiazgi, tak naprawdę, w najgorszym razie kończyło się na nerwach naszych, czy dzieci. Przypomina mi się jednak bardzo smutna historia, jaka wydrzyła się we Włoszech kilka lat temu, jeszcze, gdy tam mieszkaliśmy. Pewna matka zapomniała o dziecku, które zostało w samochodzie zaparkowanym pod szkołą. Spało. Matka była nauczycielką, weszła do budynku, pewnie jeszcze przez chwilę pamiętając, ze dziecko zostało, dopóki nie wchłonęła ją szkoła wraz z całą masą spraw. Problem był jednak taki, że działo się to w lipcu, w trakcie strasznych upałów. Zamknięte w samochodzie dziecko po niezbyt długim czasie zmarło z powodu niewydolności krążenia spowodowanej przegrzaniem w zamkniętym samochodzie. Opiekunka, z która matka była umówiona na "przejęcie" dziecka, nie dodzwoniła się, bo telefon matki się rozładował (a może był wyłączony, nie pamiętam). A pewnie chodziło o jakąś małą zmianę planów, przekazanie dziecka nie w domu, tylko pod szkołą. I telefon, który akurat nie działał.Ta matka nie była zwyrodniałą osobą, lecz normalną kobietą, która musiała pamiętać o tysiącu spraw. Z ogromnym współczuciem i grozą wyobrażałam sobie, jak straszne stało się jej życie po ty wszystkim, czy sobie wybaczy? A przecież pewnie starała się tego dnia, by podołać wszystkiemu jak najlepiej, spakowała zeszyty szkolne i konspekty zajęć, zapasowe ubranie i pieluszki dla dziecka, musiała pamiętać o jedzeniu w domu dla malucha i pewnie jeszcze o innych rzeczach. Ktoś, kto komentował tę historię w gazecie, opisał zjawisko matek - akrobatek, najczęściej pracujących i z dziećmi, które próbują rozpaczliwie poradzić sobie ze wszystkim. Moje porównanie do rozciągania krótkiej kołdry w sumie opisuje to samo. Jest trudno, ale sobie radzimy. Zmieni się coś niespodziewanie i zakłóci z trudem wypracowany rytm - może się wszystko sypnąć. Nie zawsze, ale czasem, bardzo niespodziewanie, może. Gdyby w tym samochodzie były zakupy z mrożonkami, można by tylko zakląć pod nosem, trudno, zdarza, się. Było dziecko. Tragiczna historia. Dziękuję Bogu, że mam tylko takie problemy, jakie mam.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-5875395015637811267?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/5875395015637811267/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2012/02/nerwowo-tu-troche.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/5875395015637811267'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/5875395015637811267'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2012/02/nerwowo-tu-troche.html' title='nerwowo tu trochę'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-O665t0n919o/TzKgcJrhV1I/AAAAAAAABYI/jxbjWIKbAsM/s72-c/005.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-9188512079931450427</id><published>2012-02-05T22:57:00.001-08:00</published><updated>2012-02-05T23:29:14.202-08:00</updated><title type='text'>jemy...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-dafv6V_rMNs/Ty-BBKWkB2I/AAAAAAAABX8/QoXP4nrxk0A/s1600/IMG_0611.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 267px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-dafv6V_rMNs/Ty-BBKWkB2I/AAAAAAAABX8/QoXP4nrxk0A/s400/IMG_0611.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5705921109860550498" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Zimno jest, więc jemy. Więcej. W weekend przyrządziłam pierwszy raz prawdziwy hummus (z ciecierzycy, pasty sezamowej tahini, czosnku, oliwy, soku z cytryny itd.), a najstarsza moja córka, sama z własnej woli, usmażyła tortille. I mieliśmy potem taką kolację pomieszaną: północna Afryka z Meksykiem, pycha!&lt;br /&gt;Nie można tylko tego tego hummusu za dużo na raz zjeść, cieciorka to w końcu groch, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;a od grochu boli brzuch&lt;/span&gt; I trochę mnie bolał, niestety. Warto się jednak poćwiczyć w umiarze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przy okazji dzieciom się zebrało na wspominki szkolnych obiadów. Moją sytuację określam jako komfortową między innymi dlatego, że nie muszę codziennie gotować - dzieci jedzą obiady w szkolnej stołówce. Zazwyczaj nie ma mnie w domu w porze obiadu, a one powinny zjeść coś ciepłego. I jedzą, aczkolwiek nie bez pewnej niechęci dla zbiorowego żywienia(którą podzielam). Zwłaszcza Janeczka stęskniona jest domowej kuchni i często mnie prosi o zupę czy ciasto. Wczoraj zaś dziewczyny wymyśliły ranking najbardziej nielubianych potraw ze szkolnej stołówki. Wygrał tzw. Gruby Kotlet, cokolwiek by to znaczyło, z szarymi ziemniakami, całość rozmoczona w wyciekającym z surówki sosie. Kolejne miejsce zajmowała "papka z marchwi i kawałków mięsa", do tego, naturalnie sos. Dalej nie pamiętam, wiem tylko, że piąte miejsce zajęło jabłko z pleśnią ("to nie było danie, mamo, ale raz to widziałam na stołówce").&lt;br /&gt;Z kolei przypomnieliśmy sobie też kuchnię w szkole włoskiej, gdzie dwie starsze dziewczyny uczęszczały przez rok. O dziwo, Dorotce też tam niewiele smakowało, chociaż to była jednak inna jakość. Strasznie wtedy wydziwiała na to jedzenie. Janeczka zaś, mimo oporu wobec szkoły, tamtą kuchnię polubiła nawet w stołówkowym wydaniu. Może czuła się tam tak niepewnie, że chwile przy posiłku były jedynymi, które jej się dobrze kojarzyły? No, i zawsze, jak się czegoś nie lubiło, można było powiedzieć, że boli brzuch, przygotowywali wtedy dla delikwenta talerz z &lt;span style="font-style:italic;"&gt;pasta bianca&lt;/span&gt;, a to już było absolutnie bezpieczne i smaczne. I lody na deser! &lt;span style="font-style:italic;"&gt;To se ne vrati!&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-9188512079931450427?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/9188512079931450427/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2012/02/jemy.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/9188512079931450427'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/9188512079931450427'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2012/02/jemy.html' title='jemy...'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-dafv6V_rMNs/Ty-BBKWkB2I/AAAAAAAABX8/QoXP4nrxk0A/s72-c/IMG_0611.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-5190921050710370069</id><published>2012-02-03T00:00:00.000-08:00</published><updated>2012-02-03T11:20:46.400-08:00</updated><title type='text'>trochę tu zimno</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-xLi4jH1_odU/TyuacwutmwI/AAAAAAAABWo/FwgA0W6-cGM/s1600/P7070340.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-xLi4jH1_odU/TyuacwutmwI/AAAAAAAABWo/FwgA0W6-cGM/s400/P7070340.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5704823171902708482" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Minus 23 stopnie tego ranka. To powinno być zabronione. Z trudem przemykam po dworze między pracą, domem, szkołą, sklepami i innymi miejscami, w których muszę czasem być. A szkoda, jest niewyobrażalnie pięknie z tym słońcem i śniegiem, a ja tak nie wytrzymuję tego zimna. Niewiarygodne, gdy pomyśleć, że niewielkie na skalę kosmosu wahnięcie naszej planety w jedną czy drugą stronę powoduje aż takie zmiany, stawiające człowieka i całe życie oparte na związkach węgla właściwie na granicy przeżycia. Trochę bliżej czy dalej od słońca - nie dałoby się i już. Z jednej strony syberyjskie mrozy, z drugiej - Sahara, brak wody, itp. Ziemia znajduje się w jedynym i unikalnym punkcie naszego układu słonecznego, w którym człowiek w ogóle może zaistnieć. Nie wnikając już w inne okoliczności korzystne, które zaistniały, jak na przykład atmosfera. &lt;br /&gt;Niedawno oglądałam z dziećmi fascynującą książkę o kosmosie znakomitego duetu Mizielińskich: "Tu jesteśmy. Kosmiczne wyprawy, wizje i eksperymenty". Działa na wyobraźnię, zwłaszcza wizja ocieplenia Marsa, czy kopalni na księżycu. Strasznie się ten człowiek pcha wszędzie. Zdążył już zaśmiecić orbitę, teraz się zabiera za resztę, szczęśliwie jeszcze nie zepsutą. Zupełnie mi to obce takie ekspansyjne dążenia i inwazyjne skłonności, z całym szacunkiem dla tęgich mózgów badaczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-iJ0lS_pWPq0/TyuXdQZNIRI/AAAAAAAABWc/16RR1vpxaIY/s1600/Tu-jestesmy-Kosmiczne-wyprawy-wizje-i-eksperymenty_Daniel-Mizielinski-Aleksandra%252Cimages_product%252C21%252C978-83-240-1748-5.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 212px; height: 280px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-iJ0lS_pWPq0/TyuXdQZNIRI/AAAAAAAABWc/16RR1vpxaIY/s400/Tu-jestesmy-Kosmiczne-wyprawy-wizje-i-eksperymenty_Daniel-Mizielinski-Aleksandra%252Cimages_product%252C21%252C978-83-240-1748-5.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5704819881867550994" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A ja, działając na znacznie skromniejszym, domowym polu, ugotowałam wczoraj zupę-krem z marchwi i kolendry (ziarnista zmielona i natka do posypania). Z własnej inicjatywy dodałam rozgrzewającego imbiru. Taka domowa poezja, chwila błogości nad pachnącą miseczką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiaj zaś mam swoją pierwszą w życiu lekcję francuskiego. Moim cichym marzeniem od wczesnego dzieciństwa było uczyć się tego właśnie języka. Jakoś się nie złożyło, rodzice nawet nie domyślili się, że strasznie tego chciałam, pamiętam, że próbowałam sama się uczyć (jako ośmiolatka!) z książek i płyt, ale poległam, jednak do tego trzeba nauczyciela, zwłaszcza, jak się jest dzieckiem. Potem życie potoczyło się swoją drogą, nauczyłam się innych języków, ale jakieś niespełnienie mi pozostało. Rozmawiając kiedyś z koleżanką doszłam do wniosku, że pewne języki obce mogą wyrażać jakąś część osobowości, która manifestuje się właśnie poprzez konkretną strukturę językową i brzmienie. Tak jest przynajmniej w przypadku koleżanki (germanistki z doświadczeniem) i moim. Już wiem, dlaczego mówienie po włosku sprawia mi taką przyjemność, mam też przemyślenia na temat innych języków, którymi lepiej lub gorzej władam (to temat na osobny wpis albo raczej zwierzenie). I teraz bardzo jestem ciekawa, o co chodzi z tym francuskim, jaka część mnie czeka na ekspresję w tej niełatwej mowie. Co mam do powiedzenia po francusku, jednym słowem. Zobaczymy, czekam z radością i niecierpliwością.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-5190921050710370069?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/5190921050710370069/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2012/02/troche-tu-zimno.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/5190921050710370069'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/5190921050710370069'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2012/02/troche-tu-zimno.html' title='trochę tu zimno'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-xLi4jH1_odU/TyuacwutmwI/AAAAAAAABWo/FwgA0W6-cGM/s72-c/P7070340.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-5174354077772073736</id><published>2012-01-29T23:50:00.000-08:00</published><updated>2012-01-30T00:22:46.648-08:00</updated><title type='text'>w poniedziałek rano</title><content type='html'>&lt;div style='text-align:center;margin:0px auto 10px;'&gt;&lt;a href='http://1.bp.blogspot.com/-w2kOiiKP1GM/TyZPUcd3EXI/AAAAAAAABWE/BoKaypjjjhE/s1600/IMG_7709.JPG'&gt;&lt;img src='http://1.bp.blogspot.com/-w2kOiiKP1GM/TyZPUcd3EXI/AAAAAAAABWE/BoKaypjjjhE/s400/IMG_7709.JPG' border='0' alt='' /&gt;&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style='clear:both; text-align:CENTER'&gt;&lt;a href='http://picasa.google.com/blogger/' target='ext'&gt;&lt;img src='http://photos1.blogger.com/pbp.gif' alt='Posted by Picasa' style='border: 0px none ; padding: 0px; background: transparent none repeat scroll 0% 50%; -moz-background-clip: initial; -moz-background-origin: initial; -moz-background-inline-policy: initial;' align='middle' border='0' /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I wrócili już moi wszyscy, w domu znowu gwar. Wyjazd się udał, w górach bardzo dużo śniegu, dzieci praktycznie cały możliwy czas były na dworze. Poczułam ulgę, że już są, dobrze mi było samej, ale z nimi - lepiej. Co nie zmienia faktu, że trzeba być samej od czasu do czasu, po prostu, nie potrafię inaczej.&lt;br /&gt;Przez ten tydzień  udało mi się spotkać kilka osób, zrobić parę odłożonych z braku czasu rzeczy, ale zasadniczo pławiłam się w samotności i spokoju. Czułam się jakaś dziwnie słaba, nie mogłam dospać do syta, z pracy wracałam zmarnowana - już się zastanawiałam nawet, czy to nie jakieś kryptochoróbsko się do mnie dobiera. Normalnie przecież potrzebowałam dwóch dni na regenerację (wyspać się, zjeść kilka ciepłych posiłków, nie spieszyć się, pomilczeć), a teraz ciągle dętka ze mnie. Może taki czas teraz trudniejszy, może za szybkie tempo jednak.&lt;br /&gt;W wakacje wędrowaliśmy wzdłuż wybrzeża Bałtyku, od Gdańska do Greiswaldu. Czytałam wtedy "Potęgę teraźniejszości" Ekharda Tolle. Nie z całą treścią się zgadzam, nie odpowiada mi do końca jego holistyczna filozofia, ale wiele było trafnych myśli i uwag. Między innymi o zakorzenieniu w chwili, o głębokiej obecności i wyciszeniu gwaru swojego &lt;span style="font-style:italic;"&gt;ego&lt;/span&gt;, czyli całej szrpaniny emocjonalnej, kompleksów, ocen. Bardzo dobra lektura na taki czas, coś we mnie jeszcze z niej zostało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-wRF7AExedcA/TyZRYjOvHvI/AAAAAAAABWQ/6Sfn4N7hZ1U/s1600/P7090435.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-wRF7AExedcA/TyZRYjOvHvI/AAAAAAAABWQ/6Sfn4N7hZ1U/s400/P7090435.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5703335460327071474" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze mi przyszedł na myśl jeden cenny fragment, który przekopiowałam kiedyś z bloga Anety (jak go jeszcze pisała). Dla mnie bardzo pomocny:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Spokój jest możliwy tylko w chwili obecnej.&lt;br /&gt;Mówienie: "Niech tylko skończę to i tamto,&lt;br /&gt;wtedy będę żyć spokojnie" jest śmieszne.&lt;br /&gt;Co się kryje za słowami: "to i tamto"?&lt;br /&gt;Dyplom, praca, spłata długów?&lt;br /&gt;Jeśli myślisz w ten sposób, spokój nigdy dla Ciebie nie nastanie.&lt;br /&gt;Po każdym "tym i tamtym" zawsze następuje jakieś kolejne. &lt;br /&gt;Jeśli nie żyjesz w spokoju w tej chwili, nigdy nie będziesz do niego zdolny.&lt;br /&gt;Jeśli naprawdę pragniesz mieć w sobie spokój, musisz go mieć właśnie teraz.&lt;br /&gt;Inaczej pozostanie Ci tylko "nadzieja na spokój kiedyś w przyszłości".&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Thich Nhat Hanh&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-5174354077772073736?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/5174354077772073736/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2012/01/w-poniedziaek-rano.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/5174354077772073736'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/5174354077772073736'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2012/01/w-poniedziaek-rano.html' title='w poniedziałek rano'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-w2kOiiKP1GM/TyZPUcd3EXI/AAAAAAAABWE/BoKaypjjjhE/s72-c/IMG_7709.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-7028905410794934083</id><published>2012-01-25T10:27:00.001-08:00</published><updated>2012-01-25T10:39:02.236-08:00</updated><title type='text'>zatrzymać się przy jasnym polu</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-ziFsCVcZDVM/TyBJ2vSvzyI/AAAAAAAABUk/eJDU9jpgfRs/s1600/021.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-ziFsCVcZDVM/TyBJ2vSvzyI/AAAAAAAABUk/eJDU9jpgfRs/s400/021.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5701638333007908642" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na temat snucia się i zagłębienia w teraźniejszości dopisałam jeszcze komentarz w poprzednim wpisie. Ale myślałam sobie jeszcze dużo o codziennym biegu z przeszkodami i próbach zatrzymania się na chwilę. Przypomniał mi się taki piękny wiersz (wpisuję dla tych, którzy lubią i cenią poezję), który o tym mówi:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;JASNE POLE&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;br /&gt;Widziałem, jak słońce przedarło się&lt;br /&gt;przez chmury, by rozświetlić&lt;br /&gt;małe pole i poszedłem swoją drogą&lt;br /&gt;i zapomniałem o nim. A przecież była to&lt;br /&gt;perła wielkiej wartości, jedyne pole&lt;br /&gt;kryjące taki skarb. Teraz wiem, że muszę&lt;br /&gt;wyrzec się wszystkiego, by je odzyskać.&lt;br /&gt;Życie to nie gonitwa za&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;niedoścignioną przeszłością, to nie tęsknota&lt;br /&gt;za ułudą przyszłości. Żyć to wpatrywać się&lt;br /&gt;jak Mojżesz na pustkowiu w cud gorejącego krzaka, w jasność, co kiedyś&lt;br /&gt;zdała się tak ulotna jak twoja młodość&lt;br /&gt;a jest wiecznością, która na ciebie czeka&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;R.S. THOMAS&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-7028905410794934083?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/7028905410794934083/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2012/01/zatrzymac-sie-przy-jasnym-polu.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/7028905410794934083'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/7028905410794934083'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2012/01/zatrzymac-sie-przy-jasnym-polu.html' title='zatrzymać się przy jasnym polu'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-ziFsCVcZDVM/TyBJ2vSvzyI/AAAAAAAABUk/eJDU9jpgfRs/s72-c/021.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-3099712629911293155</id><published>2012-01-24T12:41:00.000-08:00</published><updated>2012-01-24T12:59:43.690-08:00</updated><title type='text'>Snuję się</title><content type='html'>&lt;div style='text-align:center;margin:0px auto 10px;'&gt;&lt;a href='http://1.bp.blogspot.com/-38E9Sh4NOU0/Tx8XbAX_KfI/AAAAAAAABUM/h4nswvlh0TQ/s1600/032.JPG'&gt;&lt;img src='http://1.bp.blogspot.com/-38E9Sh4NOU0/Tx8XbAX_KfI/AAAAAAAABUM/h4nswvlh0TQ/s400/032.JPG' border='0' alt='' /&gt;&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style='clear:both; text-align:CENTER'&gt;&lt;a href='http://picasa.google.com/blogger/' target='ext'&gt;&lt;img src='http://photos1.blogger.com/pbp.gif' alt='Posted by Picasa' style='border: 0px none ; padding: 0px; background: transparent none repeat scroll 0% 50%; -moz-background-clip: initial; -moz-background-origin: initial; -moz-background-inline-policy: initial;' align='middle' border='0' /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wróciłam z pracy późno, jeszcze wypadła wizyta u znajomych, zaraz się położę spać, bo mam niedobory snu, a tymczasem...&lt;br /&gt;... SNUJĘ SIĘ. To jest to, czego mi teraz potrzeba. Przez większość mojego zwykłego czasu robię różne rzeczy celowo, w czasie na nie wydzielonym. Bardziej robię, niż jestem. Nie da się snuć w przedziale od dziesiątej do jedenastej dwadzieścia. Wiedząc, że zaraz trzeba skończyć, że tylko jeszcze 10 minut. Moja dusza zaś kocha snuć się, zagapić,zawiesić na jakiejś czynności. Wczoraj długo wycierałam szklanki, jaka satysfakcja! Ale nie dlatego, że to była kolejna czynność odhaczona na liście, po prostu, zamyślona zaczęłam wycierać i robiłam sobie tylko to, starannie, niby-bezmyślnie, zadowolona, że takie są przejrzyste i błyszczące.&lt;br /&gt;Jest taki stan twórczego zaangażowania się w jakąś czynność, którą psycholodzy określają nazwą &lt;span style="font-style:italic;"&gt;flow&lt;/span&gt;. Przepływ. Nie czuje się wtedy w ogóle upływu czasu. Nie sposób osiągnąć taki stan (ani nawet zbliżyć się do niego) pracując jak maszyna, dzieląc czas na kawałki. Przynajmniej ja tego nie potrafię.&lt;br /&gt;Nie da się też snuć bez przerwy, jakkolwiek by to było twórcze i budujące. Ale dzisiaj mogę. I chcę więcej.&lt;br /&gt;Tymczasem znajomi dowiedzieli się już, że mam wolne i ... dostałam propozycję, uwaga, zajęcia się ich dziećmi wieczorem. Ludzie. Dlaczego właśnie teraz, gdy przez chwilę jestem sama? Słowo daję, wytrzymam jeszcze te kilka dni bez dzieci. Jakichkolwiek.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-3099712629911293155?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/3099712629911293155/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2012/01/snuje-sie.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/3099712629911293155'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/3099712629911293155'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2012/01/snuje-sie.html' title='Snuję się'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-38E9Sh4NOU0/Tx8XbAX_KfI/AAAAAAAABUM/h4nswvlh0TQ/s72-c/032.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-6374064967609787265</id><published>2012-01-22T06:37:00.000-08:00</published><updated>2012-01-22T06:50:58.953-08:00</updated><title type='text'>pusto...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-OzrQxpJyFrM/Txwg7ZdUkwI/AAAAAAAABUA/djiJcGrIXFA/s1600/IMG_7396.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 267px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-OzrQxpJyFrM/Txwg7ZdUkwI/AAAAAAAABUA/djiJcGrIXFA/s400/IMG_7396.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5700467433162445570" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;(jeszcze jedno okienko, bardzo je lubię)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I znowu moi bliscy wyjeżdżają - Janeczka na obóz, Tomek z resztą dzieci - w góry. Piszę: znowu, a tymczasem taka sytuacja miała miejsce ostatnio dwa lata temu, gdy zaczynałam pisać tego bloga. Zostaję sama, będę, jak zwykle, chodzić do pracy. Mam co robić z czasem wolnym, nawet chyba się za dużo nie spodziewam, bo i tak szybko ucieknie. Jakie to niesamowite będzie, wstać rano i tylko dla siebie zrobić śniadanie. I wszystko inne też pojedynczo, chociaż nie, pranie, prasowanie zostaje, mimo wszystko, w liczbie mnogiej, w końcu nie będzie ich zaledwie parę dni. &lt;br /&gt;Jestem jeszcze z Janką, którą jutro rano wyprawiam na wyjazd. Dziwna ta niedziela. Za chwilę pojedziemy do mojej siostry zanocować, cieszę się, bo pusto w domu, jakoś tak nienaturalnie. Nie przywykłam.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-6374064967609787265?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/6374064967609787265/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2012/01/pusto.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/6374064967609787265'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/6374064967609787265'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2012/01/pusto.html' title='pusto...'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-OzrQxpJyFrM/Txwg7ZdUkwI/AAAAAAAABUA/djiJcGrIXFA/s72-c/IMG_7396.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-4417749117015735929</id><published>2012-01-15T04:27:00.000-08:00</published><updated>2012-01-15T12:17:09.871-08:00</updated><title type='text'>Głowa Lenina znad pianina...</title><content type='html'>&lt;div style='text-align:center;margin:0px auto 10px;'&gt;&lt;a href='http://2.bp.blogspot.com/-9Uiow8vL-gU/TxLGJdjMgwI/AAAAAAAABTc/UwLYAVk4x-0/s1600/P7090441.JPG'&gt;&lt;img src='http://2.bp.blogspot.com/-9Uiow8vL-gU/TxLGJdjMgwI/AAAAAAAABTc/UwLYAVk4x-0/s400/P7090441.JPG' border='0' alt='' /&gt;&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style='clear:both; text-align:CENTER'&gt;&lt;a href='http://picasa.google.com/blogger/' target='ext'&gt;&lt;img src='http://photos1.blogger.com/pbp.gif' alt='Posted by Picasa' style='border: 0px none ; padding: 0px; background: transparent none repeat scroll 0% 50%; -moz-background-clip: initial; -moz-background-origin: initial; -moz-background-inline-policy: initial;' align='middle' border='0' /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(jeszcze jedno okienko)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zima jednak śnieżna - dzieci wróciły ze spaceru z czerwonymi policzkami, bałwan zaliczony i zjeżdżanie na sankach. Wczoraj wieczorem wracałam samochodem spoza Warszawy: gdy włączałam się do ruchu z bocznej drogi, koła mi zatańczyły, dobrze, że szosa była pusta. Do Puławskiej, już wysypanej solą, dojechałam z duszą na ramieniu, czterdzieści na godzinę. Dzisiaj, na szczęście, nawet się nie musiałam zbliżać do samochodu.&lt;br /&gt;Weekend upłynął nam towarzysko i przyjemnie, teraz powoli się zastanawiamy, jak zorganizować ten tydzień - są ferie, a my pracujemy, co by tu dzieciom zorganizować. Czyli wszystko po staremu, rozciąganie za krótkiej kołdry, trójpolówka i inne sprawy, o których kiedyś tu pisywałam ;-)&lt;br /&gt;Czasem uda się jednak wyrwać, we czwartek poszłam sobie do pobliskiej Królikarni, miejsca, które lubię bardzo, szczególnie ze względu na rozległą panoramę ze skarpy w parku. Dobrze jest czasem popatrzeć na daleki horyzont, którego nie ograniczają szare bryły bloków. W pałacyku zaś była (i chyba jeszcze stale jest) wystawa pt. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Skontrum, czyli to, co jest&lt;/span&gt;. Nazwa skojarzyła mi się w pierwszej chwili z moją pracą - skontrum to gruntowny remanent księgozbioru. Ciekawa byłam, o co chodzi. W pierwszej sali już mogłam się zorientować: ekspozycja zawierała rzeźby, całą masę, gromadę postaci, ustawionych obok siebie w pozornym bezładzie. Osłupiałam. Jak to można oglądać? W takim natłoku, jedno zasłania drugie, jakieś leżące głowy, rozmaitość faktur i materiałów. Magazyn?! Jako pomoc w zwiedzaniu - tylko broszurka z czarno-białymi (czytaj: szarymi) miniaturkami rzeźb, z których się można ledwo domyśleć, do jakiego artefaktu się odnoszą. Przy okazji odkryłam ze trzy głowy Lenina dłuta Dunikowskiego. Moja konsternacja pod ospałym, ironicznym wzrokiem kobiety pilnującej sali. &lt;br /&gt;I nagle zrozumiałam, o co chodzi. Przestało mi przeszkadzać, że nie wiem, kto, co i kiedy. Drugie życie rzeźb, wyjętych z kontekstu - to było uderzające. Marmurowe popiersie mężczyzny o dumnej, władczej twarzy, w czułym geście opierające czoło o ramię damy z innej bajki, z innej epoki. Twarze patrzące w dal, w której odnajdują inne twarze, inne postacie. Gesty, które zmieniają znaczenie. Przestrzeń przedefiniowana, konwencja przełamana. &lt;br /&gt;Zdałam sobie sprawę, że zawsze mnie to fascynowało, gdy jakiś wytwór ludzkiej kreatywności wymykał się swemu przeznaczeniu i objawiał się w nowej, zaskakującej postaci. Na moim blogu widzicie obrazek - fragment fresku z domu cesarzowej Livii, żony Oktawiana Augusta. Patrzyła się na niego dwa tysiące lat temu, być może obmyślając kolejne swoje intrygi. Na poprzednim &lt;a href="http://nauboczu.bloog.pl/?ticaid=6dbed"&gt;blogu&lt;/a&gt; powiesiłam wizerunek gołąbka z katakumb. Czy komuś, kto miał zlecenie wyrzeźbić w kamieniu symbol Zmartwychwstania na grobie, być może, męczennika, przyszłoby do głowy, że niewprawny rysunek (gołąb przypomina kurę, tak między nami) trafi na mój komputer?  &lt;br /&gt;Pamiętam też, jak raz stanęłam zdumiona przed niepozornym fragmentem rzeźby w rzymskim &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Museo Baracco&lt;/span&gt;. Był to fragment rzymskiej kopii &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Dyskobolu&lt;/span&gt; Myrona. Sama dłoń z dyskiem. Napięte ścięgna, skoncentrowana siła, palce zaciśnięte. Uchwycony moment sprzed dwóch i pół tysiąca lat, chwila decydująca o zwycięstwie jakiegoś konkretnego człowieka. Utrwalona w kamieniu, skopiowana przez Rzymian, wreszcie tutaj, tak okaleczona, ale jednak przemawiająca bardziej, niż cała postać. Ogromne wrażenie, nie do opowiedzenia.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-4417749117015735929?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/4417749117015735929/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2012/01/gowa-lenina-znad-pianina.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/4417749117015735929'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/4417749117015735929'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2012/01/gowa-lenina-znad-pianina.html' title='Głowa Lenina znad pianina...'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-9Uiow8vL-gU/TxLGJdjMgwI/AAAAAAAABTc/UwLYAVk4x-0/s72-c/P7090441.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-9184301309850057748</id><published>2012-01-10T11:13:00.000-08:00</published><updated>2012-01-10T11:25:36.538-08:00</updated><title type='text'>Okienko</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-eOlnfPl6kRc/TwyQlS3i63I/AAAAAAAABS4/YDZfFjWatlE/s1600/010.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 267px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-eOlnfPl6kRc/TwyQlS3i63I/AAAAAAAABS4/YDZfFjWatlE/s400/010.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5696086599111207794" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Minęło ponad pół roku, odkąd tu ostatnio pisałam. Nie sądziłam przez ten czas, że jeszcze jeszcze wrócę, ta wewnętrzna emigracja była mi bardzo potrzebna i służyła dobrze. Ostatnio jednak kilka okoliczności się złożyło tak, że znów tu jestem, może będę pisać regularnie, w każdym razie spróbuję otworzyć znowu to okienko i wyjrzeć. Świat jest w sumie bardzo ciekawy.&lt;br /&gt;Przez ten czas wiele się u mnie działo, ale nawet nie próbuję tutaj tego ogarnąć. Blog ma być przede wszystkim &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;tu i teraz&lt;/span&gt;. Jest zatem początek roku, bezśnieżna zima w Warszawie, za ścianą córeczka ćwiczy na pianinie na jutrzejszy egzamin. Zaraz pójdę poczytać dzieciom przed snem. Tyle na dzisiaj, na zachętę dla mnie, że jednak się odważyłam znowu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-9184301309850057748?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/9184301309850057748/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2012/01/okienko.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/9184301309850057748'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/9184301309850057748'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2012/01/okienko.html' title='Okienko'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-eOlnfPl6kRc/TwyQlS3i63I/AAAAAAAABS4/YDZfFjWatlE/s72-c/010.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-6282994751198698806</id><published>2011-06-19T11:47:00.000-07:00</published><updated>2011-06-19T12:01:30.737-07:00</updated><title type='text'>:-/</title><content type='html'>Nie popadłam jednak w obłęd.&lt;br /&gt;W sumie to przecież tylko drobiazgi, trochę utrudniające życie. &lt;br /&gt;Są inne rzeczy, które mnie trapią, jakoś sobie próbuję radzić, zobaczymy. &lt;br /&gt;Ostatni tydzień był szczególnie trudny, miałam wrażenie, że jestem falochronem dla emocji, w domu zmęczonych szkołą dzieci, a w pracy - koleżanek, które też już z trudem wytrzymują atmosferę tuż przed otwarciem placówki po remoncie. Mamy za sobą kawał nieprawdopodobnej pracy, termin otwarcia ustalony i podany w sieci, a tymczasem nie wszystko gotowe, wiele rzeczy wciąż się jeszcze decyduje. &lt;br /&gt;Kiepski ze mnie falochron, na dodatek targany jeszcze od środka swoimi własnymi emocjami. &lt;br /&gt;Trochę się zresetowałam przez ostatnie dwa dni, pojechaliśmy sobie z Tomkiem do Poznania na Ethno Port, a właściwie na jeden, jedyny koncert, który nas tam interesował - występ korsykańskiej grupy wokalnej 'A Filetta'. Do tej pory znałam ich z nagrań i z you tuba, na żywo to zupełnie inna jakość. Kupiłam nowa płytę, więc parę pięknych wieczorów przed nami.&lt;br /&gt;Jak się pozbieram, to może jeszcze coś napiszę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-6282994751198698806?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/6282994751198698806/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2011/06/blog-post.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/6282994751198698806'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/6282994751198698806'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2011/06/blog-post.html' title=':-/'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-564600747894094824</id><published>2011-06-01T23:35:00.000-07:00</published><updated>2011-06-01T23:45:05.352-07:00</updated><title type='text'>dzień świra</title><content type='html'>Tak właśnie to wyglądało wczoraj. Rury już zmienione, z przygodami, co tu dużo opowiadać. Ale zamieszania sporo, komunikacyjne problemy z fachowcami, którzy, gdy coś do nich mówiliśmy, w połowie zdania wychodzili, trzaskając drzwiami. Nie wszyscy jednak, trzeba oddać sprawiedliwość. Niestety, co zepsują, to naprawiaj sobie lokatorze sam, za własne pieniądze (np. kafelki, ściany gipsowe, malowanie, itp).&lt;br /&gt;W pracy też absurdalna rozmowa z informatykiem, po prostu osłupiałam, jak można być tak bezczelnym! Napięcie remontowo - przeprowadzkowe rośnie, osiąga już chyba kulminację. Byle jeszcze trochę wytrzymać.&lt;br /&gt;Przedszkole z naprzeciwka z okazji dnia dziecka nie zawiodło, a jakże, odpalili badziewną muzę już o dziewiątej rano. Panowie z bloku naprzeciwko pracują jak zawsze, kosiarki ryczą, ktoś coś jeszcze poprawia w rurach u sąsiada, czyli wali w nie z całej siły czymś metalowym... Obłęd jest blisko :-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-564600747894094824?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/564600747894094824/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2011/06/dzien-swira.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/564600747894094824'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/564600747894094824'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2011/06/dzien-swira.html' title='dzień świra'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-261885160915823813</id><published>2011-05-30T23:11:00.000-07:00</published><updated>2011-05-30T23:27:16.532-07:00</updated><title type='text'>wiercą...</title><content type='html'>Naokoło wszyscy świdrują i wiercą, przypominając mi o jutrzejszej wymianie rur. Remontowany jest blok naprzeciwko, a trwa to od poprzedniego lata, codziennie od siódmej rano do ósmej wieczorem. Od czasu do czasu jakiś bliski sąsiad przejedzie udarem po ścianie albo trzaśnie młotkiem, ot tak, by nie wyjść z wprawy. A jak już robi się na chwilę cicho, na scenę wjeżdża kosiarka do trawy. Zwykłe rozkosze codzienności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Weekend miałyśmy leniwy, jak trzeba. Najpierw w sobotę pół dnia w piżamach (na szczególne życzenie dziewczyn), potem wyprawa do Lilki na działkę, gdzie były hamaki, chrupiące gofry i cała masa pachnących kwiatów dookoła. Do tego miałyśmy całkiem konkretny spacer, gdyż z lęku przed utrudnieniami w ruchu (prezydenci w Warszawie!) nie wzięłam samochodu. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Po co ta obama przyjeżdża, kto jej tu potrzebuje&lt;/span&gt; burczała trochę z początku niezadowolona z takiego stanu rzeczy Janeczka, coś tam piąte przez dziesiąte przedtem na temat usłyszawszy. Bo i basen przepadł, jako że położony niebezpiecznie blisko przelotowej trasy na lotnisko. Ale ostatecznie wszystkie byłyśmy zadowolone. A w niedzielę chrzciny synka znajomych, spotkanie w ogrodzie z dawno niewidzianymi ludźmi... a potem wrócił już Tomek. Całkiem miłe dwa dni :-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-261885160915823813?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/261885160915823813/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2011/05/wierca.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/261885160915823813'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/261885160915823813'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2011/05/wierca.html' title='wiercą...'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-8848398118644806397</id><published>2011-05-26T11:06:00.000-07:00</published><updated>2011-05-26T11:36:53.872-07:00</updated><title type='text'>po walijsku - bańki!</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-gGXP3w5IubY/Td6Yd04FtkI/AAAAAAAAAYU/f5q6hjR3k90/s1600/20110522%2BKomunia%2BJanci%2B122.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-gGXP3w5IubY/Td6Yd04FtkI/AAAAAAAAAYU/f5q6hjR3k90/s400/20110522%2BKomunia%2BJanci%2B122.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5611089823927744066" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bańki na Ursynowie - udały się. W niedzielę, po komunijnym obiedzie z okazji Janeczkowego święta poszliśmy sobie wszyscy razem z gośćmi na pobliską górę (zwaną Górą Latawcową albo Trzech Szczytów) i tam urządziliśmy zabawę. Tak to wyglądało:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/--L3fMmdUf-4/Td6XUozzTbI/AAAAAAAAAX0/3621uvhNuMA/s1600/20110522%2BKomunia%2BJanci%2B120.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://2.bp.blogspot.com/--L3fMmdUf-4/Td6XUozzTbI/AAAAAAAAAX0/3621uvhNuMA/s400/20110522%2BKomunia%2BJanci%2B120.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5611088566558084530" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-zKTjBXyQtz4/Td6XkhR8-AI/AAAAAAAAAX8/t0nr0AfskSY/s1600/20110522%2BKomunia%2BJanci%2B110.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-zKTjBXyQtz4/Td6XkhR8-AI/AAAAAAAAAX8/t0nr0AfskSY/s400/20110522%2BKomunia%2BJanci%2B110.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5611088839414970370" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-tdAuHOuIFxg/Td6YNlecQEI/AAAAAAAAAYM/fvqKidgGYSI/s1600/20110522%2BKomunia%2BJanci%2B054.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-tdAuHOuIFxg/Td6YNlecQEI/AAAAAAAAAYM/fvqKidgGYSI/s400/20110522%2BKomunia%2BJanci%2B054.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5611089544915730498" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-rctKzXxLsUs/Td6X5PjM0NI/AAAAAAAAAYE/gB6xf-hh_xU/s1600/20110522%2BKomunia%2BJanci%2B065.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-rctKzXxLsUs/Td6X5PjM0NI/AAAAAAAAAYE/gB6xf-hh_xU/s400/20110522%2BKomunia%2BJanci%2B065.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5611089195432726738" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na górze jest zawsze dobry wiatr, kiedyś puszczaliśmy tam latawce (co nie wyszło jednak zbyt spektakularnie, może z powodu wady w konstrukcji? Czy ktoś umie robić dobre latawce i mógłby nas nauczyć?). &lt;br /&gt;Dzień komunijny minął nam w spokoju, cieszyłam się też z odwiedzin i spotkań z ludźmi. Janeczka przejęta, ale w normie. Trochę mnie nachodziło spontanicznych wątpliwości, gdy patrzyłam na falujący tłumek białych postaci pod kościołem - takie małe te dzieci, jak daleko im do dojrzałości, co one z tego wszystkiego rozumieją? Ale i wielu dorosłych nie wykazuje się przecież dojrzałością w życiu duchowym, część zatrzymała się na takim właśnie poziomie przeżywania swojej wiary (?), jak te dzieciaki. A, jak słusznie zauważyła moja koleżanka, to wydarzenie ma być pomocą, a nie kolejnym stopniem do zaliczenia na drabinie do nieba. A pomocy najbardziej potrzebują słabi, niedojrzali, nierozumiejący właśnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz mamy tzw. biały tydzień, który ma się już ku końcowi, Dorotka jest na szkolnej wycieczce, a Tomek jedzie do Wenecji. W pracy nadal sytuacja zawieszona, jesteśmy ciągle w trakcie przeprowadzki (kończy się remont nowych pomieszczeń, budowane są regały). Siedzimy, póki co, przeważnie nad papierkową robotą, wybitnie anty-koncepcyjną, mechaniczną. Nie mogę się już doczekać powrotu do pracy przy wypożyczaniu, brakuje mi kontaktu z czytelnikami, ruchu, wymiany informacji. Zamiast tego zajmujemy się tzw. ubytkami, czyli książkami, których już fizycznie nie ma (nieraz od dawna), a trzeba uporządkować ich status formalny. Więc są to takie książki - fantomy, widma, jednym słowem. Dobrze, że niedawno przyszedł zakup majowy, ponad sto nowych, świeżych pozycji, bo inaczej byłoby smutno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I żeby nie było tak całkiem idyllicznie, przed paroma dniami dostałam informację, że będą nam wymieniać rury w bloku. Szlag mnie trafił na miejscu - moje udręczenie remontami i histerię na ten temat opisywałam niedawno, ledwo zdążyłam posprzątać, doprać i doczyścić wszystko z pyłu (co nie jest takie proste, gdy się pracuje na etacie, biega na biały tydzień i ma sporo zajęć), dostaję informację, że mi rozpirzą rury, podłogę, ścianę w łazience, itp. Przecież, gdybym to wcześniej wiedziała, nie planowałabym malowania mieszkania na maj, tylko na czerwiec! Czy to tak trudno informować z wyprzedzeniem?? Jakiś roczny plan lokatorom przedstawić? &lt;br /&gt;(Jac, miej się na baczności, bo pewnie Wam to też zrobią!)&lt;br /&gt;Mam nadzieję, ze jakoś to przeżyjemy. W sumie, w skali ogólnożyciowej to pestka. Trochę pewnie tu pomarudzę i tyle.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-8848398118644806397?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/8848398118644806397/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2011/05/po-walijsku-banki.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/8848398118644806397'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/8848398118644806397'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2011/05/po-walijsku-banki.html' title='po walijsku - bańki!'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-gGXP3w5IubY/Td6Yd04FtkI/AAAAAAAAAYU/f5q6hjR3k90/s72-c/20110522%2BKomunia%2BJanci%2B122.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-2736743618100450013</id><published>2011-05-21T12:44:00.000-07:00</published><updated>2011-05-21T13:21:58.365-07:00</updated><title type='text'>ułańska fantazja</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-mQhbAuPz8JA/Tdgcu1oY65I/AAAAAAAAAXk/7SyR2RdHw8o/s1600/IMG_7610.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-mQhbAuPz8JA/Tdgcu1oY65I/AAAAAAAAAXk/7SyR2RdHw8o/s400/IMG_7610.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5609264926885997458" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jutro Pierwsza Komunia Janeczki,przygotowania trwają,chociaż bardzo się staramy nie robić więcej szumu wokół rzeczy nieistotnych, niż to absolutnie konieczne. Aby uniknąć klimatu festynu z udziałem tłumów, na uroczystość i obiad zaprosiliśmy tylko niektórych z najbliższych (chociaż szkoda nam było). Wiemy też, że będziemy unikać tzw. nabożeństwa po południu (w rzeczywistości - sesji fotograficznej w kościele, jak się przekonaliśmy przy okazji święta Dorotki dwa lata temu). W ogóle, człowiek się uczy różnych rzeczy, przy trzeciej córce będę już kuta na cztery nogi, jak to się obrazowo mówi.&lt;br /&gt;A skąd taki tytuł posta? Otóż spotkaliśmy dzisiaj przypadkiem i w przelocie dawno niewidzianego przyjaciela Tomka. Był z rodziną i właśnie kończyli jeść. Krótko zamieniliśmy parę zdań, na ile sytuacja stolikowa pozwalała i pożegnaliśmy się z obietnicą rychłego spotkania, gdy czas pozwoli, przeminą komunie, wyjazdy, remonty, itp. Wkrótce i my zjedliśmy, poprosiliśmy o rachunek. Kelnerka przynosi nam książeczkę z kwitkiem w środku, zaglądamy, a tam... list z pozdrowieniami od Tomkowego przyjaciela, który, jak się okazało, zapłacił za nas. Gest z fantazją, doceniam z prawdziwą wdzięcznością!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze wrzucę parę walijskich zdjęć, z przedsionka Snowdonii, najstarszego parku narodowego w Walii, gdzie byłam z Agą i z Paolą: &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-TKo2xJQZFZI/TdgaOrYbExI/AAAAAAAAAWs/CamvQYxzh9s/s1600/IMG_7606.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-TKo2xJQZFZI/TdgaOrYbExI/AAAAAAAAAWs/CamvQYxzh9s/s400/IMG_7606.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5609262175355605778" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-udvDEVcIZe8/Tdgag-U002I/AAAAAAAAAW0/H9upG9B46x0/s1600/IMG_7609.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-udvDEVcIZe8/Tdgag-U002I/AAAAAAAAAW0/H9upG9B46x0/s400/IMG_7609.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5609262489678435170" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-9BuVxW0Z4Sc/TdgaxCbJ8rI/AAAAAAAAAW8/Pmer73DVLw4/s1600/IMG_7644.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-9BuVxW0Z4Sc/TdgaxCbJ8rI/AAAAAAAAAW8/Pmer73DVLw4/s400/IMG_7644.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5609262765656634034" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(góry trochę jak w Rondane w Norwegii - piękne, trochę skaliste, trochę połoninowe, tylko z trawą, bez mchów. Warto kliknąć na zdjęcie, to się powinno otworzyć w powiększeniu)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-6Jw0WlAQ8mI/Tdga_TYFl6I/AAAAAAAAAXE/cvX2SVrpLJ0/s1600/IMG_7633%2B-%2BKopia.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-6Jw0WlAQ8mI/Tdga_TYFl6I/AAAAAAAAAXE/cvX2SVrpLJ0/s400/IMG_7633%2B-%2BKopia.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5609263010725336994" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(Aga i wielkie bańki mydlane - rodzina, u której byłyśmy, zajmuje się całkiem na poważnie produkcją i dystrybucją sprzętu i tajemniczych płynów, dzięki którym zrobić można takie cuda (najpiękniejsze wychodzą w takich niezwykłych miejscach, jak to górskie snowdońkie jezioro!):&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-dfjs2uJaqtc/TdgcbsjLkdI/AAAAAAAAAXc/0KAUkaPjr4o/s1600/IMG_7641%2B-%2BKopia.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-dfjs2uJaqtc/TdgcbsjLkdI/AAAAAAAAAXc/0KAUkaPjr4o/s400/IMG_7641%2B-%2BKopia.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5609264598030717394" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-UeAhJN9_vbI/TdgcFAYIHYI/AAAAAAAAAXU/77T0Ez1rBAw/s1600/IMG_7638%2B-%2BKopia.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-UeAhJN9_vbI/TdgcFAYIHYI/AAAAAAAAAXU/77T0Ez1rBAw/s400/IMG_7638%2B-%2BKopia.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5609264208216071554" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może jutro spróbujemy, jak wyglądają bańki na Ursynowie?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-2736743618100450013?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/2736743618100450013/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2011/05/uanska-fantazja.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/2736743618100450013'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/2736743618100450013'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2011/05/uanska-fantazja.html' title='ułańska fantazja'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-mQhbAuPz8JA/Tdgcu1oY65I/AAAAAAAAAXk/7SyR2RdHw8o/s72-c/IMG_7610.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-718560827491189709</id><published>2011-05-16T12:22:00.000-07:00</published><updated>2011-05-16T13:16:11.521-07:00</updated><title type='text'>po walijsku - wspomnienie</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-SemBGUaHhI8/TdGDrRgQbLI/AAAAAAAAAWk/QKI_Qnc3jkM/s1600/IMG_7572.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-SemBGUaHhI8/TdGDrRgQbLI/AAAAAAAAAWk/QKI_Qnc3jkM/s400/IMG_7572.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5607407790509288626" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Weekend minął niepostrzeżenie, byłam na wyjeździe integracyjnym z pracy, a w niedzielę na rodzinnych imieninach i przyjęciu komunijnym. W ostatniej chwili odpadła jakaś dodatkowa dziecięca atrakcja (urodziny w parku linowym w Powsinie, na które mieliśmy dowieźć Hanię) - chyba z powodu nagle załamanej pogody. I dobrze.&lt;br /&gt;W domu remont się skończył. Odbył się w trzech rzutach, o pierwszym wzmiankowałam przed wyjazdem, drugi mnie szczęśliwie ominął, a trzeci - niewinne wstawienie szaf - miał miejsce w zeszłym tygodniu. Nikt nas jednak nie uprzedził, że to nie będzie wcale czysta robota, ot, przewiercenie kilku dziur w ścianie. Pod koniec dnia poziom syfu, pyłu i kurzu w niczym niezabezpieczonym mieszkaniu osiągnął apogeum, wyszłam z siebie i stanęłam obok, nakrzyczałam na bogu ducha winnych robotników, którzy i tak wykazali się przedtem hartem ducha, transportując niewymiarowe elementy przez okno balkonowe (nie zmieściły się na schodach). Panowie przyjęli moją histerię spokojnie, nawet wyrazili współczucie z powodu czekającego mnie sprzątania. Uspokoiłam się więc, a na odchodnym nawiązałam z jednym z nich całkiem przyjacielską rozmowę.Spontanicznie pożaliłam się na trwający od jakiegoś czasu chaos w domu i w pracy, wspomniałam o przeprowadzce biblioteki. Reakcja pana była ciekawa:&lt;br /&gt;- &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Książki, mówi pani? Ja w moim życiu to może jakieś pięć książek przeczytałem!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;- &lt;span style="font-style:italic;"&gt;A jakie to były, pamięta pan?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;- (skupienie i namysł, wreszcie ulga) &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Janko  muzykant to był!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;- O, to ja zapraszam do naszych bibliotek, może coś panu znajdziemy, na początek może jakaś sensacja albo kryminał, polubiłby pan na pewno!&lt;br /&gt;- (zdumienie i niedowierzanie)&lt;span style="font-style:italic;"&gt;To są takie książki? Bo ja myślałem, że tylko takie filmy są!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Ciekawe, dla ilu ludzi książka kojarzy się z czymś więcej, niż z Jankiem Muzykantem (skądinąd sympatyczną nowelką)?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz zdjęcia z Walii, gdzie wyjechałyśmy z Agą trzeciego dnia z Oxfordu. Celem naszym był Bangor, miasto niewielkie i kameralne, za to z katedrą. Podróżowałyśmy pociągiem, bardzo komfortowo, gadając i oglądając widoki. I nagle zaskoczył nas widok morza - jechałyśmy wzdłuż wybrzeża, oglądając zachód słońca, dopóki nie zrobiło się całkiem ciemno. Odebrała nas z dworca już nocą kuzynka Agi i zawiozła do domu - charakterystycznego dla tych okolic, zbudowanego z czarnego kamienia, z łupkowym dachem. Odrębność Walii jest zauważalna właśnie w budownictwie chociażby, uwagę zwracają też dwujęzyczne napisy, czasem słychać też ludzi mówiących po walijsku. Jest to celtycki język, który ma nieco poniżej miliona aktywnych użytkowników, wszyscy są jednak bilingwalni i chętnie przerzucają się zaraz na angielski. Dowiedziałam się, że chociaż walijski nie ma statusu języka państwowego, jest intensywnie nauczany w szkołach i kultywowany w literaturze, oczywiście na niewielką skalę. To mnie bardzo ucieszyło, bo bardzo mi się taka różnorodność językowa podoba. Dowiedziałam się kiedyś o zastraszającym tempie zanikania w skali światowej rdzennych dialektów i języków - taka odwrotność wieży Babel jakby - i jest to smutna informacja. Na szczęście są ciekawe inicjatywy, również w Europie, by propagować i wspierać kulturę "małych" języków. Może się tak kiedyś nauczyć po walijsku? Jeśli bym miała okazję tam jeszcze jeździć, czemu nie? :-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A oto zdjęcia z następnego dnia. Pogoda piękna, tylko wiatr wiał. Pojechałyśmy z Paolą i jej małym synkiem na wyspę Anglesey, krętymi drogami wśród wzgórz, aż nad zatokę. Widoki zmieniały się, pojawiła się charakterystyczna roślinność, owce i kamienne murki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-Ukd2wdtxny8/TdGBzgPz7uI/AAAAAAAAAVk/NoInK8IpPqA/s1600/IMG_7553.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-Ukd2wdtxny8/TdGBzgPz7uI/AAAAAAAAAVk/NoInK8IpPqA/s400/IMG_7553.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5607405732882542306" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za chwilę dotarłyśmy na brzeg i poszłyśmy na długi spacer. Wiatr prawie urywał głowę, słońce świeciło, było cudnie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-TSvK4JYEoG8/TdGCN7e3wkI/AAAAAAAAAVs/A1pRPMlJmzk/s1600/IMG_7537%2B-%2BKopia.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-TSvK4JYEoG8/TdGCN7e3wkI/AAAAAAAAAVs/A1pRPMlJmzk/s400/IMG_7537%2B-%2BKopia.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5607406186870063682" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-LcN8TZll37c/TdGCeRiDbyI/AAAAAAAAAV0/EiOvMEb7NU0/s1600/IMG_7550.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-LcN8TZll37c/TdGCeRiDbyI/AAAAAAAAAV0/EiOvMEb7NU0/s400/IMG_7550.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5607406467666898722" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-0KHCBdB_wX0/TdGCv9OpSiI/AAAAAAAAAV8/2JxaNx8OhXU/s1600/IMG_7560.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-0KHCBdB_wX0/TdGCv9OpSiI/AAAAAAAAAV8/2JxaNx8OhXU/s400/IMG_7560.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5607406771454429730" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-qpkILJvZlqE/TdGC7kpJ0wI/AAAAAAAAAWE/N3PAHqpYRa8/s1600/IMG_7563.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-qpkILJvZlqE/TdGC7kpJ0wI/AAAAAAAAAWE/N3PAHqpYRa8/s400/IMG_7563.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5607406971013157634" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-SH_0ePBfMCc/TdGDH8cia5I/AAAAAAAAAWM/C8h4vTa6KIQ/s1600/IMG_7557%2B-%2BKopia.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-SH_0ePBfMCc/TdGDH8cia5I/AAAAAAAAAWM/C8h4vTa6KIQ/s400/IMG_7557%2B-%2BKopia.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5607407183561124754" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-WCJJyl4XP7s/TdGDXM9bNYI/AAAAAAAAAWU/9ffAcPKsfro/s1600/IMG_7579.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-WCJJyl4XP7s/TdGDXM9bNYI/AAAAAAAAAWU/9ffAcPKsfro/s400/IMG_7579.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5607407445692069250" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-_F9moY6alAc/TdGDj76R9yI/AAAAAAAAAWc/WJW5v3phcOk/s1600/IMG_7574.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 267px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-_F9moY6alAc/TdGDj76R9yI/AAAAAAAAAWc/WJW5v3phcOk/s400/IMG_7574.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5607407664453777186" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mogłabym jeszcze wrzucać i wrzucać fotografie, nie mogłam się powstrzymać i narobiłam masę zdjęć. Walia nas powaliła - nomen omen - rozmachem i przestrzenią. Ten krajobraz zachwycił mnie - na pewno tam kiedyś wrócę. &lt;br /&gt;(nie był to jeszcze koniec tego dnia, reszta potem)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-718560827491189709?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/718560827491189709/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2011/05/po-walijsku-wspomnienie.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/718560827491189709'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/718560827491189709'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2011/05/po-walijsku-wspomnienie.html' title='po walijsku - wspomnienie'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-SemBGUaHhI8/TdGDrRgQbLI/AAAAAAAAAWk/QKI_Qnc3jkM/s72-c/IMG_7572.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-172398845641349635</id><published>2011-05-13T11:26:00.000-07:00</published><updated>2011-05-13T12:20:11.837-07:00</updated><title type='text'>po angielsku - wspomnienie</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-19jGp1dNq8A/Tc2C9gdE9tI/AAAAAAAAAVc/kewk6nS2HqM/s1600/IMG_7486.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-19jGp1dNq8A/Tc2C9gdE9tI/AAAAAAAAAVc/kewk6nS2HqM/s400/IMG_7486.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5606281104341661394" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wróciłam z Anglii i Walii... Podróż była cudowna, najprawdziwszy babski wyjazd regeneracyjny. Wdzięczna jestem za wszystko, za możliwość wyrwania się z domu, pozostawienia dzieci pod dobrą opieką, za to, że Aga też mogła, mimo ogromnych trudności, ze mną wyjechać... i za pogodę, zupełnie nietypową angielską pogodę, z silnym słońcem, zdecydowanie błękitnym niebem, wiaterkiem i aurą wakacji. Gdy w Polsce straszył deszcz ze śniegiem, ja wylegiwałam się na trawie, smarowałam kremem z wysokim filtrem, jadłam lody i oglądałam delfiny w Morzu Irlandzkim!&lt;br /&gt;Tak, tak.&lt;br /&gt;Już sam lot jest przeżyciem (lubię samoloty), które mi nigdy nie powszednieje. Ciekawe jest porównywanie krajów i regionów z góry: układ pól, linie dróg, kolory. W Anglii sporo jaskrawożółtego rzepaku było widać, a gdy samolot zniżył lot, pokazały się nawet stadka koni na łąkach. Z góry wyglądały jak pieski albo ... miniaturowe ławeczki.&lt;br /&gt;Londyn w sobotni wieczór był spokojny i jakby opustoszały. Było to dzień po królewskim ślubie (&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Royal Wedding&lt;/span&gt;), na który szczęśliwie się nie załapałyśmy. Ja w ogóle w ostatniej chwili spostrzegłam się, że się taka impreza szykuje. Na szczęście koleżanka z pracy w krótkich i żołnierskich słowach wyjaśniła mi, kto z kim, bym w ewentualnej konwersacji na ten temat nie straciła wątku. Anglicy ponoć uwielbiają rozmowy o rodzinie królewskiej (nam się to nie sprawdziło, mieliśmy, szczęśliwie, ciekawsze tematy).&lt;br /&gt;Zatem chwila w spokojnym dziwnie mieście (czy wszyscy wyjechali w podróż poślubną?), a potem podróż do Oxfordu wygodnym autobusem, z kierowcą po prawej stronie. Do końca nie mogłam się przyzwyczaić do odmiennego ruchu, drętwiałam ze zgrozy,gdy widziałam kogoś nadjeżdżającego z przeciwka prawym pasem! I skręcanie W LEWO na rondzie!&lt;br /&gt;W ogóle uderzająca jest ilość takich drobnych spraw, w których Wyspy zachowują konsekwentną odrębność - nasze pospolite samochody mają tam inne nazwy, nie da się korzystać z prądu bez wtyczki-adaptera, drogi liczy się w milach, itp.  &lt;br /&gt;Do Oxfordu dotarłyśmy praktycznie już w nocy, spotkałyśmy się z Asią i resztą, wracającą z pubu. W Anglii czas przesunięty jest o godzinę, więc według naszych wewnętrznych zegarów położyłyśmy się tej nocy grubo po drugiej, by wstać niebawem, przed szóstą rano. Następnego dnia przypadał pierwszy maja, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;May Day&lt;/span&gt;, który w Oxfordzie świętuje się wyjątkowo uroczyście. Punkt szósta z Magdalen Tower rozlegają się łacińskie wersety hymnu śpiewanego przez chór. Ze wzruszeniem przypomniałam sobie kadry z filmu &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Cienista dolina&lt;/span&gt; o S.C.Lewisie, gdzie pojawił się wątek porannego śpiewu z wieży Magdalen College. &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=9dtWqL6FyLI"&gt;Tu&lt;/a&gt; filmik z you tuba, który znalazłam w sieci, ja sama próbowałam zrobić zdjęcia, ale prawie mnie zmiażdżono w tłumie, więc nie ryzykowałam. zaraz potem przetarła się nieco ścieżka i ruszyłyśmy w miasto oglądać rozmaitych &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Morris Dancers&lt;/span&gt;, tańczących po ulicach z dzwonkami przyszytymi do spodni,pałkami, pochodniami, itp.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-WyrBxRxlBvM/Tc15hiuDolI/AAAAAAAAAT8/5F0TNZjELyE/s1600/IMG_7391.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-WyrBxRxlBvM/Tc15hiuDolI/AAAAAAAAAT8/5F0TNZjELyE/s400/IMG_7391.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5606270728308761170" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(tańce i śpiewy na Magdalen Bridge)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-tiCJUsHsov4/Tc159u5JgHI/AAAAAAAAAUE/kIgaGT3_yVw/s1600/IMG_7393.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 267px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-tiCJUsHsov4/Tc159u5JgHI/AAAAAAAAAUE/kIgaGT3_yVw/s400/IMG_7393.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5606271212612845682" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(&lt;span style="font-style:italic;"&gt;bębnistka z kwiatami we włosach, dużo ludzi tak się ozdobiło&lt;/span&gt;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Służby porządkowe pilnowały mostu, na którym stłoczyła się większość studentów, w tym także i my: ponoć rokrocznie zdarzały się spontaniczne skoki do rzeki, zakończone rozmaitymi urazami cielesnymi, jako że tam dosyć płytko. Nawet most był zamknięty z tego powodu na parę lat, w tym roku znowu go otworzyli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-_fvL5yCv_E0/Tc16f6ftljI/AAAAAAAAAUM/-bx8JlxFrzs/s1600/IMG_7519%2B-%2BKopia.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 267px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-_fvL5yCv_E0/Tc16f6ftljI/AAAAAAAAAUM/-bx8JlxFrzs/s400/IMG_7519%2B-%2BKopia.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5606271799842936370" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(&lt;span style="font-style:italic;"&gt;widok z mostu na malownicze łódki&lt;/span&gt;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Atmosfera była radosna, my obie z Agą zachwycone, oszołomione porankiem, miastem, ludźmi. Obeszłyśmy sobie ulice, znalazłyśmy nawet katolicki kościół, jako że była niedziela. Pokrzepiłyśmy się też kontynentalnym śniadaniem w barze, przy okazji zobaczyłam ludzi,którzy jedli prawdziwy angielski &lt;span style="font-style:italic;"&gt;beakfast&lt;/span&gt;: jaja, bekon, kiełbasy, smażone pomidory. Może jako antidotum po intensywnie spędzonej nocy (niektórzy przed imprezą na moście pewnie się wcale nie kładli) takie coś działa?&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Po takim poranku, pełne zapału, zwiedzałyśmy sobie niespiesznie Oxford, same albo w towarzystwie Asi i jej synka. Dla mnie szczególnie ważnym tropem był ten literacki: w mieście tym mieszkali przez długie lata C.S. Lewis i J.R.R Tolkien. Odwiedziłyśmy pub, gdzie się spotykali:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-PM8k2IRjhmE/Tc17b2upv8I/AAAAAAAAAUU/oeFx4-t-L2Q/s1600/IMG_7401.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 267px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-PM8k2IRjhmE/Tc17b2upv8I/AAAAAAAAAUU/oeFx4-t-L2Q/s400/IMG_7401.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5606272829624008642" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;i wypiłyśmy tam piwo, chociaż ja to raczej piwna zwykle nie jestem. Najciekawsza i najbardziej niezwykła jednak okazała się nasza wędrówka następnego dnia do domu, w którym żył C.S. Lewis. Mieszkałyśmy, zresztą, bardzo blisko, więc zrobiłyśmy sobie spacer. To niezwykłe i piękne miejsce. Szczególnie wzruszające były dla mnie odwiedziny cmentarza przy St.Trinity Church, gdzie Lewis jest pochowany. Możecie mi uwierzyć, popłakałam się tam ze szczęścia i wzruszenia, sama nie wiem nawet dobrze, dlaczego. Tak niewiele jest takich pięknych chwil w życiu, jestem szczęśliwa, że to przeżyłam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-RgNiuLJOBpA/Tc19i5O3gEI/AAAAAAAAAUc/2NK6KcOcTMk/s1600/IMG_7492%2B-%2BKopia.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-RgNiuLJOBpA/Tc19i5O3gEI/AAAAAAAAAUc/2NK6KcOcTMk/s400/IMG_7492%2B-%2BKopia.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5606275149578338370" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(&lt;span style="font-style:italic;"&gt;cmentarz przy kościele św. Trójcy, gdzie pochowany jest C.S. Lewis&lt;/span&gt;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A dom Lewisa, cóż, stwierdziłyśmy, że w takim miejscu wcale nie dziwne, że napisał te swoje wszystkie książki, nie tylko przecież o Narnii, ale bardzo tam wszędzie było narnijsko. Za domem nawet jest coś, co nazywa się rezerwatem Lewisa: las, ścieżki, pagórki i jezioro: zupełnie bejecznie! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-PbCD_-ndEXQ/Tc1-QCOLI4I/AAAAAAAAAUk/T5MT_vI7Ptc/s1600/IMG_7512.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-PbCD_-ndEXQ/Tc1-QCOLI4I/AAAAAAAAAUk/T5MT_vI7Ptc/s400/IMG_7512.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5606275925085463426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-cCn7L6xejbA/Tc1-qgLhoZI/AAAAAAAAAUs/2yK_qROxxds/s1600/IMG_7510.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 267px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-cCn7L6xejbA/Tc1-qgLhoZI/AAAAAAAAAUs/2yK_qROxxds/s400/IMG_7510.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5606276379804017042" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(&lt;span style="font-style:italic;"&gt;biurko Autora, replika oryginału&lt;/span&gt;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-dJOHbgoZx54/Tc1_8BV8_pI/AAAAAAAAAU0/p8gIFJhSy_Y/s1600/IMG_7500.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-dJOHbgoZx54/Tc1_8BV8_pI/AAAAAAAAAU0/p8gIFJhSy_Y/s400/IMG_7500.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5606277780275527314" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(&lt;span style="font-style:italic;"&gt;pokój na dole&lt;/span&gt;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poza tym, obejrzałyśmy sobie jeszcze z grubsza różne świetności tego miasta, a więc np. Bibliotekę Bodlejańską i słynny Christ College (słynny teraz głównie, jak się okazało, z tego, że kręcono tam Harrego Pottera i bodajże "Złoty kompas"). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-YHnDe3H9ruU/Tc2AXzRwZjI/AAAAAAAAAU8/guep8gstJNE/s1600/IMG_7452.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 267px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-YHnDe3H9ruU/Tc2AXzRwZjI/AAAAAAAAAU8/guep8gstJNE/s400/IMG_7452.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5606278257536165426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Bodleian Library, dziedziniec&lt;/span&gt;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-wrBUjeHe800/Tc2A6oRT4sI/AAAAAAAAAVE/sQXydyioxTY/s1600/IMG_7462.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-wrBUjeHe800/Tc2A6oRT4sI/AAAAAAAAAVE/sQXydyioxTY/s400/IMG_7462.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5606278855876928194" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(&lt;span style="font-style:italic;"&gt;widok na Christ College&lt;/span&gt;) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-eWYKrw9t4Hw/Tc2BmmkH6qI/AAAAAAAAAVM/hIYtSBMtiag/s1600/IMG_7446%2B-%2BKopia.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 267px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-eWYKrw9t4Hw/Tc2BmmkH6qI/AAAAAAAAAVM/hIYtSBMtiag/s400/IMG_7446%2B-%2BKopia.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5606279611333208738" /&gt;&lt;/a&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(&lt;span style="font-style:italic;"&gt;kwitnące glicynie, ciekawe, że w Oxfordzie spotkałyśmy mnóstwo kwiatów i drzew, które pamiętam z Południa. Znaczy to, że zimy muszą być tam bardzo łagodne, by śródziemnomorskie gatunki mogły przeżyć&lt;/span&gt;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-9Gv9BKBUznE/Tc2Cn6mUftI/AAAAAAAAAVU/DORlqhN7NDE/s1600/IMG_7437%2B-%2BKopia.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-9Gv9BKBUznE/Tc2Cn6mUftI/AAAAAAAAAVU/DORlqhN7NDE/s400/IMG_7437%2B-%2BKopia.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5606280733402627794" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(&lt;span style="font-style:italic;"&gt;to ja, bardzo szczęśliwa&lt;/span&gt;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(chwilowo się żegnam, bo komputer się buntuje. Spróbuję wrócić jeszcze do tej podróży) :-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-172398845641349635?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/172398845641349635/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2011/05/po-angielsku-wspomnienie.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/172398845641349635'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/172398845641349635'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2011/05/po-angielsku-wspomnienie.html' title='po angielsku - wspomnienie'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-19jGp1dNq8A/Tc2C9gdE9tI/AAAAAAAAAVc/kewk6nS2HqM/s72-c/IMG_7486.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-7306710516820120793</id><published>2011-04-29T07:25:00.000-07:00</published><updated>2011-04-29T07:58:37.236-07:00</updated><title type='text'>módl się do świętego Jacka....</title><content type='html'>... przeprowadzka!!!&lt;br /&gt;na szczęście, nie naszego domu, tylko mojej biblioteki. Od czterech dni jestem, ku swojemu zaskoczeniu, pracownikiem fizycznym, pakuję kartony, podpisuję, zalepiam. Niby nic nie dźwigamy (od tego jest najemna siła robocza), ale nie wierzcie mi, dźwigamy często,chociaż nie te najcięższe. Święta naiwności, która łudziłaś się, że istnieją firmy przeprowadzkowe (i że można z tego zrobić użytek), że jednak ocalę swój kręgosłup! &lt;br /&gt;Jakby było mało atrakcji, mamy w domu coś  w rodzaju remontu. Robimy szafy wnękowe i trzeba było przeorganizować przestrzeń - rozwalić jedną ścianę, wyrwać futrynę, zagipsować, przenieść kilka kontaktów ryjąc w zbrojonym betonie. Więc bajzel ogólny w domu i w zagrodzie: z zakurzonej i chaotycznej pracy wracałam do zakurzonego i zafoliowanego mieszkania. Wczoraj z kurzem w oczach i w uszach jeszcze zaliczyliśmy z Tomkiem wieczorem koncert w ramach &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=W3nCG1LxRq4&amp;feature=share"&gt;Festiwalu Mazurków&lt;/a&gt; i czternastej rocznicy ślubu zarazem, chociaż na drugiej części imprezy walczyłam ze znużeniem i, co tu dużo mówić, ze snem. Oby nie okazało się to prorocze dla dalszej części naszego małżeństwa! Dzisiaj czeka mnie jeszcze tylko spakowanie Tomka i dzieci (jadą na wieś) i spakowanie siebie - wybieram się do Anglii. Jutro. Jedziemy z koleżanką i trochę zaczynam się denerwować, czy wszystko dobrze pójdzie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Błądziszkach mieliśmy bardzo dobre święta, z cudną pogodą. Pierwszy raz widziałam tę okolicę na wiosnę - ani śladu melancholii, za to dużo zieleni, wschodzą zboża tak, że te wszystkie pagórki, które latem są złociste, teraz były intensywnie szmaragdowe. I fiołki jeszcze w rozkwicie, bo tam trochę późniejsza wegetacja.Nasze dziewczynki znikały na całe godziny, bawiąc się na dworze. Jak dobrze czasem tak się wyrwać. Jak znajdę w tym bałaganie kabel, to wrzucę jakieś zdjęcia.&lt;br /&gt;:-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-7306710516820120793?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/7306710516820120793/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2011/04/modl-sie-do-swietego-jacka.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/7306710516820120793'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/7306710516820120793'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2011/04/modl-sie-do-swietego-jacka.html' title='módl się do świętego Jacka....'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-983507656909023367</id><published>2011-04-20T08:33:00.000-07:00</published><updated>2011-04-20T10:17:29.080-07:00</updated><title type='text'>...i po fiołkach</title><content type='html'>Mimo pięknej, wiosennej pogody walczę właśnie z jakimś choróbskiem, które podstępnie zaatakowało moje gardło. Po ciężkiej nocy ciężki dzień. Wczesnym popołudniem Tomek z dziećmi wyjechali do Błądziszek (ja dojadę w piątek po pracy), całe rano uwijałam się jak w ukropie piekąc sernik, pieczeń, pakując dziewczynki, piorąc i prasując. Takie tempo, zresztą, mam od tygodni, nie wiem, jak to się dzieje, ale czas ostatnio przyspieszył. W każdej niemal chwili ktoś coś do mnie mówił, czy to w domu, czy w pracy, a teraz nagle - cisza. I nic nie trzeba już robić, dzisiaj przynajmniej. Zresztą, i tak nie dałabym rady, ledwie się trzymam na nogach. Parzę więc sobie kolejne herbaty w lawendowym kubeczku od przyjaciółki i czytam...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-TgcVNeXIm20/Ta8RaJzoaBI/AAAAAAAAATM/gKtlv0aiRTY/s1600/d7724.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 165px; height: 222px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-TgcVNeXIm20/Ta8RaJzoaBI/AAAAAAAAATM/gKtlv0aiRTY/s400/d7724.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5597712002851563538" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książkę poleciła mi kierowniczka w pracy, jest to "Przestrzeń za szkłem" Simona Mawera, bardzo ciekawa. W myślach przeniosłam się do przedwojennej Czechosłowacji powoli ogarnianej przez szalejący hitleryzm, który dramatycznie odmienia losy bohaterów - Żyda i Austriaczki, a także ich rodziny i przyjaciół. Pięknym językiem napisane, powściągliwym i wyważonym. Dla mnie zawsze wzruszające są wtrącenia czeskie - przypominają mi moich czeskich przyjaciół i wiele pięknych chwil razem spędzonych. Trochę się przy tym nasłuchaliśmy języka i z Tomkiem nieraz się wygłupiamy udając, że mówimy po czesku, z tym, że jemu to lepiej wychodzi ,bo sporo musiał czytać w tzw oryginale. Do tego stopnia nawet, że gdy byliśmy na Ukrainie i ja wysilałam tam bez większej chwały swój rosyjski, Tomek odruchowo używał czeskiego. A że robił to z przekonaniem, działało.&lt;br /&gt;Ostatnio w ogóle kilka ciekawych rzeczy o Czechach czytałam, sporo się tego pojawiło, m.in wspaniały "Gottland" czy "Zrób sobie raj" Szczygła, "Pepiki" Mariusza Surosza, czy powieść o Emilu Zatopku "Długodystansowiec". Wszystkie godne polecenia, nie tylko dla czechofilów.&lt;br /&gt;A w niedzielę ostatnią, w ramach świętowania moich imienin, pojechaliśmy aż na daleką Białołękę na koncert Nohavicy i polskich artystów śpiewających jego piosenki. Pięknie było, chociaż Jaromir mógłby więcej zaśpiewać (ale i polskie wykonania to prawdziwy majstersztyk). Jak zwykle popłakałam się przy &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Cieszyńskiej&lt;/span&gt; (zaśpiewanej dwa razy, po polsku i po czesku). Na pewno znacie, ale na wszelki wypadek &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=7F8njkvbsj4"&gt;link&lt;/a&gt; po polsku i &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=A4gTZPvu5ms&amp;feature=related"&gt;drugi&lt;/a&gt; po czesku. "Przestrzeń za szkłem" jest trochę w takim klimacie właśnie.&lt;br /&gt;A tymczasem na świecie skończyła się właśnie moja ukochana fiołkowa pora, kwiatki już znikły z trawników. Co roku mam wrażenie, że nie zdążyłam się nimi nacieszyć, nawąchać, napatrzeć - to trwa tak krótko. Przy okazji snuję sobie refleksje na temat ulotności piękna i chęci zawłaszczenia go przez człowieka, a także ujarzmienia pragnień. Przypomina mi się, jak podszedł do tematu tytułowy bohater "Greka Zorby" Nikosa Kazantzakisa. Chodziło o owoce (brzoskwinie? pamięć zawodzi, dawno to czytałam), jego ulubione. I co zrobił Zorba, nienasycony Człowiek Południa? Najadł się pewnego razu, ale tak, że mu się na zawsze odechciało. Przejadł się, jednym słowem, przesycił i tym samym wyzwolił od nurtującego pragnienia. Cóż, chyba nie do końca podoba mi się takie rozwiązanie, chociaż sama również pewnej wiosny zjadłam kwiatki, piekąc według staroświeckiego przepisu fiołkowe bezy (pycha! i ten zapach!). Ale był to zupełnie niezwykły rok, mieszkaliśmy wtedy w Berlinie i na naszym zwykłym, szarym osiedlu fiołki szalenie obrodziły,jak okiem sięgnąć, fioletowa trawa, istny nalot dywanowy (przepraszam,zawsze mam militarystyczno-wojenne skojarzenia z Niemcami, wyłącznie, zresztą, w sferze języka, zupełnie mimowolnie. Tresura za pomocą czterech pancernych i kapitana Klosa w dzieciństwie zrobiła swoje).&lt;br /&gt;Jest jeszcze inne podejście, w dużym uproszeniu nazywam je perspektywą Człowieka Wschodu, a to za sprawą skojarzeń z japońskim świętem kwitnącej wiśni, gdy ogląda się drzewa, czy jesiennej kontemplacji czerwieni klonów. Chyba mi do tego bliżej, ale ten niedosyt! Może już tak musi być? W każdym razie na pewno odżegnuję się od tego, co (znów w dużym uproszczeniu) zrobiłby Człowiek Zachodu - wyhodował fiołki pod folią i udostępnił w całorocznej sprzedaży w supermarkecie. Wolę poczekać na następny rok. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-oSzAoJnlPKU/Ta8SEhL8X_I/AAAAAAAAATU/XDsktqFgM_Q/s1600/fio%25C5%2582ki.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 160px; height: 120px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-oSzAoJnlPKU/Ta8SEhL8X_I/AAAAAAAAATU/XDsktqFgM_Q/s400/fio%25C5%2582ki.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5597712730682056690" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(zdjęcie z sieci)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze na koniec - korzystając z tego, że nikt mnie nigdzie nie woła - wrzucam kilka fotografii ze wspólnego filcowania kulek. Kręciłyśmy je głównie rodzinnie, raz również w poszerzonym gronie kuzynek. Bardzo miły czas. A naszyjniki i kolczyki w sam raz na początek wiosny, póki nie jest jeszcze zbyt ciepło:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-EV0pMF1CpSM/Ta8S_vNbN0I/AAAAAAAAATc/2b1oi_Lp5F8/s1600/017.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-EV0pMF1CpSM/Ta8S_vNbN0I/AAAAAAAAATc/2b1oi_Lp5F8/s400/017.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5597713748058650434" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(naszyjnik wiosenny, podarunek urodzinowy dla przyjaciółki)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-__RQMithmmI/Ta8TTCg7jpI/AAAAAAAAATk/p5mBBNUuFE8/s1600/020.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-__RQMithmmI/Ta8TTCg7jpI/AAAAAAAAATk/p5mBBNUuFE8/s400/020.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5597714079658249874" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(wrzosy, fiołki i lawenda - naszyjnik dla mnie:-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-MCSZuYs16g0/Ta8TkWQvphI/AAAAAAAAATs/rmP5Iuaexu8/s1600/016.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-MCSZuYs16g0/Ta8TkWQvphI/AAAAAAAAATs/rmP5Iuaexu8/s400/016.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5597714377016845842" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(z tych kulek korale zrobiła sobie Hania)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-7sNuO-xX75g/Ta8Ty9EBo5I/AAAAAAAAAT0/SZJUfBIazJ0/s1600/021.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-7sNuO-xX75g/Ta8Ty9EBo5I/AAAAAAAAAT0/SZJUfBIazJ0/s400/021.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5597714627950650258" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(a jeżyka dostała w prezencie Dorotka)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-983507656909023367?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/983507656909023367/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2011/04/i-po-fiokach.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/983507656909023367'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/983507656909023367'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2011/04/i-po-fiokach.html' title='...i po fiołkach'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-TgcVNeXIm20/Ta8RaJzoaBI/AAAAAAAAATM/gKtlv0aiRTY/s72-c/d7724.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-1827186584418951016</id><published>2011-04-04T08:28:00.001-07:00</published><updated>2011-04-04T08:45:30.501-07:00</updated><title type='text'>wróbel gwoździ ci nie sprzeda...</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;... jak się nie da, to się nie da&lt;/span&gt; - to cytat z ulubionej w naszym domu książeczki dla dzieci "Wiórki wiewiórki" Łukasza Dębskiego. &lt;br /&gt;Dzisiaj trzy razy próbowałam odpowiedzieć na komentarze, które zostawili dla mnie Mili Czytelnicy. Bez skutku, nie dało się. W takich momentach jestem wściekła naprawdę. A że nie lubię robić rzeczy bez sensu i nadaremnie, to odpiszę tutaj, przechytrzę szwankującą technikę. &lt;br /&gt;...&lt;span style="font-style:italic;"&gt;lecz jak mawiał wuj z Jaworzna&lt;br /&gt;gdy się bardzo chce, to można!&lt;/span&gt;/&lt;br /&gt;(źródło cytatu: jw.)&lt;br /&gt;Aniu: sfotografuję zegar i zamieszczę, na razie się do niego powoli przyzwyczajam. Wygląda pięknie i mam nadzieję, że Ci się spodoba - w końcu doradzałaś mi wirtualnie przy zakupach. Okazało się jednak, że bicie ma całkiem konkretne, a że wisi na kartonowo-gipsowej ścianie przylegającej do naszej sypialni, pierwszą noc z zegarem spędziłam ze stoperami w uszach. Może się okazać, ze trzeba będzie w ogóle wyłączyć fonię (czy się da to zrobić?!), byłoby mi szkoda, w dzień to tak dostojnie brzmi!&lt;br /&gt;Donko: zapraszamy na wieś, może w jakiś czerwcowy weekend, na przykład. Wcale nie trzeba czekać, aż Jagódka urośnie. Racja, ognisko to piękna sprawa, żaden grill nie podskoczy. &lt;br /&gt;Jac: Teraz czytam absolutnie lekką i niezobowiązującą lekturę Alexandra McCall Smitha "Opowieści przy kawie", o życiu uczuciowym w pewnej szkockiej kamienicy (tego samego autora polecam znakomitą, lekką serię "Kobieca agencja detektywistyczna nr 1", wspaniały klimat Botswany i Afryki!). Za sobą mam Jeremiego Paxmana "Anglicy. Opis przypadku" - dała do myślenia, a przed sobą - "Toast za Przodków" Wojciecha Góreckiego, w związku z planowana podróżą wakacyjną do ... Gruzji. Murakami jest na mojej liście,ale, biedak, dosyć daleko.&lt;br /&gt;Pozdrowienia serdeczne&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-1827186584418951016?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/1827186584418951016/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2011/04/wrobel-gwozdzi-ci-nie-sprzeda.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/1827186584418951016'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/1827186584418951016'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2011/04/wrobel-gwozdzi-ci-nie-sprzeda.html' title='wróbel gwoździ ci nie sprzeda...'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-5810000245170587914</id><published>2011-04-03T07:23:00.000-07:00</published><updated>2011-04-03T07:35:21.561-07:00</updated><title type='text'>niedziela</title><content type='html'>Z lustra spogląda na mnie bladawa postać z podkrążonymi oczami - rezultat wczorajszego wyjazdu na urodziny znajomego na wsi i balowania do północy. A i tak odpadliśmy wcześnie, reszta się dopiero rozkręcała. Czekające w domu dzieci i kolejny dzień, któremu trzeba z godnością stawić czoła, nakłoniły nas jednak do odwrotu. Ale nic to - i tak było fajnie, dym z ogniska, nocne niebo wiosenne, ludzie, taniec - dobrze się oderwać od codzienności.&lt;br /&gt;A teraz próbuję się jakoś zrelaksować z książką w ręku i kubkiem herbaty. W domu nie ma nic słodkiego, uzależnieni od cukru domownicy krążyli jakiś czas po kuchni, drążąc temat, wreszcie, ponieważ nie zareagowałam typowo ("upiekę wam ciasto"), sami zabrali się do roboty, wszyscy czworo, a ja się byczę. Dobrze jest.&lt;br /&gt;Wczoraj zaś, kurierską pocztą dotarł wreszcie do domu mój prezent urodzinowy od Tomka - przedwojenny zegar ścienny w dębowej obudowie. Już wisi na ścianie, wydzwania godziny (niezbyt głośno - to akurat dobrze) i prezentuje się ślicznie!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-5810000245170587914?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/5810000245170587914/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2011/04/niedziela.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/5810000245170587914'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/5810000245170587914'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2011/04/niedziela.html' title='niedziela'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-4868876479564160445</id><published>2011-03-27T03:20:00.000-07:00</published><updated>2011-03-27T03:45:42.381-07:00</updated><title type='text'>w niedzielę</title><content type='html'>Skończył się szczęśliwie długi i ciężki tydzień. Mam za sobą wiele spotkań, znaczących rozmów, trudnych spraw. A przede mną tekst do napisania o sonatach skrzypcowych. Jestem już w połowie.&lt;br /&gt;A po głowie chodzi mi &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=rQfrDMmzV1I"&gt;piosenka&lt;/a&gt; Agi Zaryan, która dobrze ujmuje to, co czuję teraz. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Woman's work is never done&lt;/span&gt;. Tak...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla odmiany, żeby nam się nie znudziło, mamy chorą Janeczkę, wygląda to też na zapalenie gardła. Siedzę dziś sobie z chorą córeczką na sofie i słyszę:&lt;br /&gt;- &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Mamo, wiesz, ja to w sumie sama mogłabym sobie dzisiaj odprawić mszę. Mam książeczkę i tam jest taki &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;scenariusz&lt;/span&gt;!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Potem okazało się, że żartowała, na szczęście.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ilość światła w ostatnim miesiącu znacznie chyba przekroczyła średnią nasłonecznienia, jaka przypada na nasz kraj. Oby nie odbiło się to na kolejnych miesiącach! Czuję się niemal jak w Italii, choć wczorajszy śnieg nieco popsuł to wrażenie.&lt;br /&gt; O wiośnie nie da się zapomnieć jednak, chociażby dzięki rozmaitym akcjom w przedszkolu. Jedna z nich brzmiała: ubierz swoje dziecko w pierwszym dniu wiosny na zielono i żółto. Z zielonym jeszcze pół biedy, mamy takie ubrania, ale żółty, jako kolor wybitnie nietwarzowy w połączeniu z naszym słowiańskim blado-różowym typem karnacji, jest u nas w domu reprezentowany stopniu minimalnym. Z trudem odgrzebałam dla Hani jakąś koszulkę. A w środę z kolei Dorotka oświadczyła, że są urodziny Ferenca Liszta i w związku z tym w szkole kazano im "zaakcentować tę rocznicę" w stroju. Ręce mi trochę opadły, ale, na szczęście, córka sama miała pomysł i przebrała się za węgierską flagę. Potem przez długą chwilę zachodziłam w głowę, jak to było w tym roku z urodzinami Chopina? Za co się mieli przebrać i dlaczego tego nie pamiętam? I uświadomiłam sobie, że, na szczęście, były wtedy szkolne ferie. To uratowało nas chyba od przebierania dzieci za fortepiany.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-4868876479564160445?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/4868876479564160445/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2011/03/w-niedziele.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/4868876479564160445'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/4868876479564160445'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2011/03/w-niedziele.html' title='w niedzielę'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-172051300833426300</id><published>2011-03-22T13:49:00.000-07:00</published><updated>2011-03-22T13:51:11.721-07:00</updated><title type='text'>naprawdę..</title><content type='html'>..nie mam czasu na ten blog. Naprawdę nie daję rady. W chwilach większej mocy, może tak. Ale nie teraz.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-172051300833426300?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/172051300833426300/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2011/03/naprawde.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/172051300833426300'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/172051300833426300'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2011/03/naprawde.html' title='naprawdę..'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-5114182622403903890</id><published>2011-03-13T12:53:00.001-07:00</published><updated>2011-03-13T14:31:15.275-07:00</updated><title type='text'>przedwiosennie</title><content type='html'>Gałązki forsycji, które dostałam od Lilki, zakwitły punktualnie w moje urodziny (wczoraj). A dzisiaj pierwszy raz w tym roku wytaszczyłam z piwnicy rower i pojechałam na małą wycieczkę (samotną, bo Tomek został z chorą Dorotką).Naprawdę cieszy mnie ta wiosna.&lt;br /&gt;W ostatni piątek zaś wczuwałam się w inne zupełnie klimaty, jeszcze zimowe. Poszliśmy na koncert - &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Winterreise&lt;/span&gt; Schuberta, ale w zupełnie nietypowym wykonaniu: Nataša Mirković-De Ro (sopran) i Austriak Matthias Loibner (lira korbowa). Zamiast tradycyjnej obsady z tenorem i fortepianem.&lt;br /&gt;Schubert to jeden z moich ulubionych kompozytorów,chociaż od pieśni wolałam zwykle jego kameralistykę. Tym razem zdumiałam się i zaskoczyłam: było cudownie! Cóż to za wspaniały instrument, ta lira, jakie możliwości w kreowaniu nastroju! Loibner okazał się, zresztą, doskonałym wirtuozem, po prostu, robił, co chciał z Schubertem, a jednocześnie trzymał się pokornie nut. Niezwykłe, jakie możliwości kryje w sobie dobra muzyka i świetny wykonawca - otwierają się jakieś nowe, nie znane dotąd przestrzenie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-uRZ1r-4Nqhw/TX0kIxOlnOI/AAAAAAAAATE/50f-RwbYp4k/s1600/200px-Lira.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-uRZ1r-4Nqhw/TX0kIxOlnOI/AAAAAAAAATE/50f-RwbYp4k/s400/200px-Lira.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5583658846081359074" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(lira korbowa. zdjęcie z Wikipedii)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do tej pory słyszałam ten instrument głównie jako towarzyszenie smętnych i nastrojowych ludowych pieśni, a tu taka niespodzianka. W dodatku wykonawcy których słuchałam, zazwyczaj używali tylko burdonów, dodając co jakiś czas jakiś ornamentalny obiegnik, a na schubertowskim koncercie mieliśmy do czynienia z prawdziwym kunsztem, z niebywała biegłością i talentem.&lt;br /&gt;I głos tej Mirković, chwilami taki zwyczajny, jakby opowiadała historię, po prostu piękny.&lt;br /&gt;Co mnie jeszcze ujęło: bezpretensjonalność artystów, przyjazny stosunek do widowni, zaproszenie, by przesiąść się bliżej (byliśmy w doskonałym Studio im. Witolda Lutosławskiego, z przodu zaś było trochę wolnych miejsc). I było się jakby na prawdziwej, kameralnej &lt;span style="font-style:italic;"&gt;schubertiadzie&lt;/span&gt;, domowym spotkaniu z graniem, jak za czasów wiedeńskiego kompozytora. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=2KAJj5rGng4"&gt;TU&lt;/a&gt; link, można posłuchać jednej z pieśni. Śpiewał ją również Sting na tej zimowej płycie (&lt;span style="font-style:italic;"&gt;If on the winter's night&lt;/span&gt;), o której tu wspominałam zeszłej zimy, z towarzyszeniem akordeonu. I choć to zupełnie inna bajka, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że i akordeon zbudował tu nastrój przemawiający do wyobraźni (mojej) bardziej, niż fortepian. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;    &lt;br /&gt;Dobrze mieć blisko przy sobie taką muzykę, zwłaszcza, gdy smutno.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-5114182622403903890?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/5114182622403903890/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2011/03/przedwiosennie.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/5114182622403903890'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/5114182622403903890'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2011/03/przedwiosennie.html' title='przedwiosennie'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-uRZ1r-4Nqhw/TX0kIxOlnOI/AAAAAAAAATE/50f-RwbYp4k/s72-c/200px-Lira.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-7080340417749930913</id><published>2011-03-10T02:53:00.000-08:00</published><updated>2011-03-10T03:08:34.632-08:00</updated><title type='text'>Ja planuję, ty planujesz...</title><content type='html'>... jaki to czas?&lt;br /&gt;Stracony.&lt;br /&gt;Na niedzielną imprezkę poszedł tylko Tomek z dwiema młodszymi dziewczynkami. Ja zostałam z Dorotką, która zapadła nagle na ostre zapalenie gardła (od wczoraj włączyliśmy antybiotyk).&lt;br /&gt;O tej porze roku nie należy się za bardzo przywiązywać do planów. Zresztą, tak naprawdę, nigdy chyba nie jest dobrze to robić.&lt;br /&gt;Ale nic to. Idziemy dalej ku wiośnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wczoraj widziałam coś pięknego! Wstąpiłam przed pracą do punktu krawieckiego, by skrócić spodnie (tanio i solidnie, jak by ktoś chciał, dam namiar). Wchodzę, mała klitka, dwie panie pracują, jedna szyje, druga mierzy. I klientka. Spojrzałam i zamurowało mnie z wrażenia: jaka sukienka!!! Co za kolory! Z delikatnego, mięciutkiego sztruksu, czarna, ale z dołu, z góry i na rękawkach wykończona piękną fuksją i turkusem. Proste, ale jakże efektowne. Najpiękniejsze było jednak to, że miała ją na sobie mocno już starsza kobieta, zadbana, siwa pani. Zazwyczaj osoby w tym wieku nie sięgają po takie kolory i fasony, kryją się w szaroburych uniformach i niesmiertelnych garsonkach w słoniowym rozmiarze. Zagadnęłam panią, wyrażając swe uznanie i spontaniczny zachwyt - był piękny dzień i już wyobrażałam ją sobie, jak spaceruje wiosną po Ursynowie w tej pięknej sukience!. Podziękowała i nieśmiało wyjaśniła, że sukienkę przywiozła z Ameryki (wiedziałam! coś w niej nietutejszego było) dobre kilka lat temu. No, ale bała się założyć! Że nie pasuje, że za stara, że gdzie niby ma ją nosić, może tylko w domu? Gorąco wyraziłam swoją opinię: gdzie nosić? Absolutnie wszędzie! Sukienka jest boska! Piękne kolory, wcale nie wyzywająca. Kto powiedział, że starsze osoby mają się maskować na ulicy? Obie panie krawcowe poparły mnie i klientka wyglądała na bardziej przekonaną. Bardzo mi to poprawiło humor na resztę dnia, taki drobiazg, a jednak!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-7080340417749930913?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/7080340417749930913/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2011/03/ja-planuje-ty-planujesz.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/7080340417749930913'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/7080340417749930913'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2011/03/ja-planuje-ty-planujesz.html' title='Ja planuję, ty planujesz...'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-146250630319925284</id><published>2011-03-05T11:41:00.000-08:00</published><updated>2011-03-05T13:02:33.208-08:00</updated><title type='text'>Jakby wyłączyli światło (patrząc na niebo)</title><content type='html'>Swoją drogą, te dwa tygodnie przepięknego słońca, jakie mieliśmy do wczoraj, to prezent niezwykły. Doświetliłam się tak, jakbym była na Południu.&lt;br /&gt;A ciągle jestem tutaj, nie wiadomo, czy na zawsze, czy na trochę tylko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Karnawał wchodzi w fazę kulminacyjną. Na szczęście, jego szkolne wydanie mamy już za sobą i mówimy: nigdy więcej! Kosztowało nas to mnóstwo nerwów, a dziewczynki - wiele łez i rozczarowań.Zaczęło się w styczniu tak zwanym balem w szkole. Dla młodszych dzieci był to bal przebierańców,więc z Janeczką wspólnie przygotowaliśmy wymyślony przez nią strój. Pomysł był prosty - wcielić się w ulubioną bohaterkę książkową, Pipi Langstrumpf. Więc za duże buty, skarpety z różnych par, malowane piegi, zwariowana sukienka, no, i najważniejsze - podkręcane do góry warkocze. Aby się utrzymały w formie rogali, użyliśmy starych kabli, które Tomek pracowicie pozbawił izolacji i połączył w trójczłonowy stelaż. I wyszło ładnie, a przy okazji cała rodzina się zaangażowała.&lt;br /&gt;Okazało się to jednak naszym słabym punktem w oczach organizatorów. Bo premiowane były wyłącznie kupne kostiumy, jaskrawe, badziewne, efekciarskie. Moja córeczka została obśmiana, wytargana za warkocze i sponiewierana psychicznie. Radość i entuzjazm, z jakim przygotowywaliśmy strój, znikły bez śladu. Zamiast tego, gdy przyszłam odebrać dziecko, znalazłam ją zgnębioną, skuloną w kącie, pośród straszliwego łomotu (który bywa nazywany, jakże niesłusznie, muzyką). Na scenie podskakiwało kilka jaskrawo i bez gustu przebranych postaci, organizatorów zabawy, którzy wydzierali się do mikrofonu, a "cała sala" podskakiwała na ich komendę. I to się nazywa "bal", moi państwo, jakby ktoś nie wiedział. Do tego jeszcze kilka głupich pseudokonkursów, a wszystko w zabójczym hałasie, w otoczeniu straszliwej tandety.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Bal dla dzieci starszych wyglądał jeszcze gorzej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po powrocie do domu miałam dwie pognębione dziewczynki do reanimacji, które próbowałam pocieszać razem ze skonsternowaną i przestraszoną tym wszystkim Hanią. &lt;br /&gt;W pierwszej chwili odczułam to jako porażkę. Naszą porażkę - nie lubią nas, nie umiemy się bawić, jesteśmy kosmitami. Po chwili jednak zaczął rosnąć we mnie gniew. To nie ja jestem nienormalna, ani moje dzieci, że nam się to nie podoba, że mamy inne oczekiwania i wymagania! Nie chcemy rezygnować z zabawy, ale nie z takiej parodii, jaką serwują w szkołach (podejrzewam, ze ta sama ekipa jest wynajmowana w całym mieście, a wraz z nią - podobne). Wzięłam się w garść i postarałam się włożyć całą moc w zapewnienie dziewczynek, że są w porządku. Że to fajnie jest przygotować strój na bal w domu, całą rodziną! I zapewniłam je, że bywają inne, ciekawsze zabawy. Później, po zimowym wyjeździe na obóz z grupą, Dorotka przyznała mi rację. Można się inaczej bawić. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Swoją drogą, jak ma się rozerwać młodzież, jeśli ma w dzieciństwie takie wzorce? I żadnego, naprawdę żadnego inspirującego, oryginalnego i wartościowego przykładu? Od lat obserwujemy z niesmakiem, co się dzieje na zabawach w naszym skądinąd bardzo przyzwoitym przedszkolu. Mieszkamy niemal na jego dziedzińcu, więc słyszymy doskonale wszystkie imprezy plenerowe. Ba, słychać je zapewne nawet na stacji metra, bo normą jest nagłośnienie rujnujące komórki słuchowe i straszliwie prymitywne, przemielone na miazgę disco-polo-przedszkolo. Przygnębia mnie to, że całkiem sensowni ludzie, którzy organizują ciekawe zajęcia plastyczne i przedstawienia teatralne dla dzieci, w temacie "muzyka" doznają kompletnego zamroczenia. Widzę ich wszystkich w "Piekle muzyków" Hieronima Boscha i wizja ta przynosi mi pewną satysfakcję:-)&lt;br /&gt;Na szczęście, nie wszystko jeszcze tak wygląda. My z Tomkiem ostatnio wyskoczyliśmy na wieczór do Domu Tańca, a jutro idziemy całą rodziną na bal w "Stu pociechach", gdzie zagra Trio Prusinowskiego - mam nadzieję, że będziemy się dobrze bawić!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie mam żadnego zdjęcia Janeczki przebranej za Pipi, ale za to wrzucam kilka fotografii jeszcze z wakacji- Janeczka w oknie Willi Śmiesznotki w Vimmerby (Szwecja). Wracając z naszej norweskiej podróży zatrzymaliśmy się w parku poświęconym książkom Astrid Lindgren. Jańci najbardziej podobał się domek jej ulubionej bohaterki...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-sNzGpBRr5Fg/TXKb_RPl6MI/AAAAAAAAASU/ZxDqeC1uiVU/s1600/IMG_6802.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-sNzGpBRr5Fg/TXKb_RPl6MI/AAAAAAAAASU/ZxDqeC1uiVU/s400/IMG_6802.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5580694399528331458" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-76VMXtNQGN0/TXKduDqhb2I/AAAAAAAAASc/SEAf0kG6Zjo/s1600/IMG_6799.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-76VMXtNQGN0/TXKduDqhb2I/AAAAAAAAASc/SEAf0kG6Zjo/s400/IMG_6799.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5580696302848667490" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;a także dom Nilsa Paluszka:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-VNRv42KkWks/TXKd-qA92GI/AAAAAAAAASk/7KWf6Ds6l8w/s1600/IMG_6808.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-VNRv42KkWks/TXKd-qA92GI/AAAAAAAAASk/7KWf6Ds6l8w/s400/IMG_6808.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5580696588021258338" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-UI6g-0hKV9g/TXKeP2_gseI/AAAAAAAAASs/S1UzIJt1Cjg/s1600/IMG_6809.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 267px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-UI6g-0hKV9g/TXKeP2_gseI/AAAAAAAAASs/S1UzIJt1Cjg/s400/IMG_6809.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5580696883562590690" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(zauważyłam, że dzieci bardziej się cieszyły, gdy miały możliwość udawać, że są liliputami, niż wielkoludami...)&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A to Ulica Awanturników - mieszka tam Lotta, ulubienica Hani:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-poZfN2Ehfc8/TXKe3K4XhOI/AAAAAAAAAS0/R5iQgbBKUgc/s1600/IMG_6816.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-poZfN2Ehfc8/TXKe3K4XhOI/AAAAAAAAAS0/R5iQgbBKUgc/s400/IMG_6816.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5580697558916236514" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I mostek kamienny... "Do zobaczenia w Nangijali!"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-IpCIbnK7xZ0/TXKfVVjnJPI/AAAAAAAAAS8/Va4EcdxPx8s/s1600/IMG_6815.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-IpCIbnK7xZ0/TXKfVVjnJPI/AAAAAAAAAS8/Va4EcdxPx8s/s400/IMG_6815.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5580698077178045682" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-146250630319925284?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/146250630319925284/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2011/03/jaby-wyaczyli-swiato-patrzac-na-niebo.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/146250630319925284'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/146250630319925284'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2011/03/jaby-wyaczyli-swiato-patrzac-na-niebo.html' title='Jakby wyłączyli światło (patrząc na niebo)'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-sNzGpBRr5Fg/TXKb_RPl6MI/AAAAAAAAASU/ZxDqeC1uiVU/s72-c/IMG_6802.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-3240824630936023363</id><published>2011-02-23T08:22:00.000-08:00</published><updated>2011-02-24T00:14:35.686-08:00</updated><title type='text'>okruchy dnia</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-EWbpMjSqEhg/TWV7_SNKNUI/AAAAAAAAASM/TXgoKuK-HyI/s1600/047.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 267px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-EWbpMjSqEhg/TWV7_SNKNUI/AAAAAAAAASM/TXgoKuK-HyI/s400/047.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5577000040717235522" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiaj rano obudził mnie ptak śpiewający na drzewie za oknem. Przypomniał mi, jak to pięknie jest budzić się latem. Zaczynam czekać na wiosnę.&lt;br /&gt;A tymczasem byłam dzisiaj jeszcze z dziećmi na łyżwach. Przedtem postanowiłam dokupić jedną parę - Janeczce, bo nie miała, a szkoda tak ciągle płacić za wypożyczanie. Mając trzy córki i nie za dużo pieniędzy, najlepiej nabyć łyżwy z regulacją (4 rozmiary w jednym). Ale co tu zrobić, gdy dziecko uderza w szloch, dzielnie się powstrzymuje, ale jednak lecą łzy, bo przecież wymarzyła sobie takie ładne, "eleganckie, mamo", a nie toporne rozsuwane z białego plastiku. Już się prawie łamałam, w końcu wymyśliłam lepsze rozwiązanie i dałam Janci ładne łyżwy po Dorocie, a rozsuwane kupiłam najstarszej, której to zupełnie nie przeszkadza. Jak to dobrze, że dzieci są takie różne.&lt;br /&gt;Słońca takiego, jakie dzisiaj świeciło, nie mieliśmy, niestety, w czasie ferii. Dzisiaj wydaje mi się, że było strasznie szaro, bezśnieżnie, zupełnie bez tej energii, jaką czuję teraz w mroźnym, jasnym powietrzu. Ale i tak odpoczęliśmy. Byli przyjaciele, rozmowy, spacery, spanie do dziewiątej, książki, kominek. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Slow life&lt;/span&gt;, tego też nam było trzeba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-T8Dv46rNapQ/TWV7NoisP2I/AAAAAAAAAR0/u_LWRXUpsBk/s1600/014.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-T8Dv46rNapQ/TWV7NoisP2I/AAAAAAAAAR0/u_LWRXUpsBk/s400/014.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5576999187719667554" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-ciJ_KvJPhuE/TWV7ZH6atYI/AAAAAAAAAR8/B3scQzann-I/s1600/019.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-ciJ_KvJPhuE/TWV7ZH6atYI/AAAAAAAAAR8/B3scQzann-I/s400/019.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5576999385119241602" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-lBO7BqqTO00/TWV7q91UhHI/AAAAAAAAASE/FIvqi6ZFkcI/s1600/020.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-lBO7BqqTO00/TWV7q91UhHI/AAAAAAAAASE/FIvqi6ZFkcI/s400/020.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5576999691651155058" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;/melancholijne krajobrazy czeskich Jeseników/&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wśród książek, które zabrałam ze sobą, były &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Filary ziemi&lt;/span&gt; Kena Folletta. Pisarza kojarzyłam głównie z literaturą sensacyjną, ta książka zaś to coś zupełnie innego, rodzaj średniowieczne sagi, jak głosi notka na okładce. Ostatnio bardzo wielu czytelników to pożyczało i zachwalało, więc wzięłam. Okazało się, że w zeszłe lato nadawali w telewizji serial nakręcony na podstawie książki, stąd eskalacja zainteresowania. &lt;br /&gt;I nie pożałowałam - dawno mnie tak nie wciągnęła lektura. Wydawało mi się, że oto znowu trafiłam na powieść w stylu, jak dawniej pisywano. Wprost nie mogłam się oderwać, co wybitnie osłabiało moje towarzyskie walory. Pod koniec jednak zauważyłam, że moje zainteresowanie nieco osłabło, zamiast się spotęgować (kulminacyjny moment  następuje, jak należy, na ostatnich kartach powieści). Może zmęczyło mnie już to nagromadzenie nagłych i niespodziewanych odmian losu, pełne dramatycznych zwrotów akcji i napięcia. Gdy dojechałam do końca, odetchnęłam z ulgą - wreszcie spokój! Nie muszę już się martwić o głównych bohaterów. I pomyślałam, że jednak ta książka zadziałała na mnie jak powieść sensacyjna - wessała, a potem wypluła - nie pozostawiając wiele po sobie. Trochę tak jest z kryminałami, nawet tymi dobrymi, jakaś taka pustka po przeczytaniu.       &lt;br /&gt;Dorotka wróciła z obozu zadowolona, wśród nowych umiejętności, jakie sobie przyswoiła, jest m.in jazda na nartach i filcowanie na sucho. To ostatnie wpisuje się również w nurt moich ostatnich zainteresowań: upatrzyłam już sobie zestaw wełny czesankowej w różnych kolorach. Może jakieś wspólne, babskie spotkanie z tego wyniknie?...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-3240824630936023363?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/3240824630936023363/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2011/02/okruchy-dnia.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/3240824630936023363'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/3240824630936023363'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2011/02/okruchy-dnia.html' title='okruchy dnia'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-EWbpMjSqEhg/TWV7_SNKNUI/AAAAAAAAASM/TXgoKuK-HyI/s72-c/047.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-6728934180669339475</id><published>2011-02-08T10:34:00.000-08:00</published><updated>2011-02-08T11:07:44.745-08:00</updated><title type='text'>w domu</title><content type='html'>Zgłaszam się po dłuższej przerwie - jakoś mi było daleko do pisania tutaj. Ostatnie dni  minęły, zresztą, bardzo intensywnie. Tomek był przez tydzień we Wrocławiu, a w tym czasie, zgodnie z regułą, Janeczka zachorowała na zapalenie płuc. W dodatku, nie od razu się zorientowaliśmy, bo nie miała gorączki i tylko tak dziwnie pokasływała. Gdy którejś nocy obudziłam się i wysłuchawszy godzinnego przeszło rzężenia, zdecydowałam się na wizytę lekarską. &lt;br /&gt;Czyli szturm do przychodni o siódmej dwadzieścia bladym rankiem, pobranie numerka, potem galop z Dorotką do szkoły, powrót do domu, Hania do przedszkola, Janka do lekarza. I tak dalej, aż do momentu, gdy zdecydowałam się przestać walczyć w pojedynkę i wzięłam jednak zwolnienie z pracy (w tym celu znów ranna wizyta w przychodni, by pobrać numerek, sprint z Dorotką do szkoły...).&lt;br /&gt;Jednym słowem, przeistoczyłam się na ten czas w boginię logistyki i domowej organizacji. Aż do dnia, gdy wrócił Tomek, czy też dnia później, nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo jestem zmęczona i napięta. Zwolnienie z pracy trochę pomogło to wszystko ogarnąć. Dziwne jednak, jak trudno mi było w pierwszej chwili pozwolić sobie na - no właśnie, na co. Na luksus opieki na poważnie chorym dzieckiem? Zwariowałam chyba. Przyjrzawszy się sobie z uwagą, odkryłam syndromy, o których też wspominała czasem na blogu Karinka - jakaś taka nadgorliwość, pseudolojalność, przerost odpowiedzialności, czy co. Problem ewidentnie mój własny, do przepracowania, ale tło jest szersze. Niedawno świętowałam uroczyście rocznicę podjęcia pracy. Cały poprzedni rok minął mi bez dnia zwolnienia, ani na siebie, ani na dziecko. Może tak naprawdę ciągle niepewnie się czuję jako pracujący, "dorosły" człowiek, że atutów swoich upatruję w tym, że zawsze jestem w robocie?&lt;br /&gt;Jak to powiedziano jednej bliskiej mi osobie: pani mocną stroną jest to, że nie bierze pani zwolnień! Okropne! I co za dyskryminacja rodziców za tym się kryje. I kobiet w szczególności, bo to one głównie biorą zwolnienia na chore dzieci. Jakże mi brakuje poczucia takiej ogólnoludzkiej solidarności, która przyjmuje za normalne to, ze kobiety bywają w ciąży, a dzieci chorują, i je wspiera. &lt;br /&gt;Przy okazji dodam, że u mnie w pracy spotkałam się z pełną wyrozumiałością i spokojem. Odetchnęłam z ulgą. Po ty się poznaje dobre miejsce! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A w domu za to rozciągnęłam krótką kołdrę na dzieci, ze szczególnym uwzględnieniem Janusi. Starczyło też na zaniedbaną ostatnio dziedzinę kuchenną. W sobotę, na przykład, z pomocą dziewczyn upichciłam:&lt;br /&gt;- barszcz z uszkami&lt;br /&gt;- naleśniki z serem&lt;br /&gt;- kulki z mięsa milonego&lt;br /&gt;- babeczki z budyniem&lt;br /&gt;- murzynka&lt;br /&gt;- piszingera   &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z biblioteki przyniosłam Janeczce książeczki i masę audiobooków. Ośmioletnie chore dziecko w niczym nie przypomina chorego dwulatka, który nie śpi po nocy, leje się przez ręce, odmawia leków i płacze przez cały dzień. Janeczka spokojnie leży w łóżku, czyta dużo, słucha bajek, podciągnęła się też w szydełkowaniu (zawsze uważałam, że nie idąc do szkoły, można się nauczyć fajnych rzeczy). Ja trochę już się zresetowałam, jutro kontrolna wizyta u lekarza (znów sprint poranny do przychodni, ale jest już Tomek, na szczęście) i zobaczymy, co usłyszymy. Ciągle mam słabą nadzieję, ze uda się jednak pojechać na ferie :-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-6728934180669339475?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/6728934180669339475/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2011/02/w-domu.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/6728934180669339475'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/6728934180669339475'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2011/02/w-domu.html' title='w domu'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-5746424458936875679</id><published>2011-01-21T08:28:00.000-08:00</published><updated>2011-01-21T08:52:21.985-08:00</updated><title type='text'>zupełnie nie z Prowansji...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TTm36mZqENI/AAAAAAAAARo/VKeWTFjrBz8/s1600/013.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TTm36mZqENI/AAAAAAAAARo/VKeWTFjrBz8/s400/013.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5564681031961415890" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;... tylko z jakiegoś dziwnego miejsca, zimnego i pełnego mokrego śniegu. Chociaż, jak pada, to nawet ładnie jest.&lt;br /&gt;W takim miejscu trzeba doskonalić umiejętność znajdywania piękna.&lt;br /&gt;I tak zwanych drobnych przyjemności dnia codziennego. &lt;br /&gt;W ramach tego wybieramy się z T. dzisiaj na wino wieczorem. Południowoafrykańskie. A dzieci zostawimy na ten czas przy filmie w domu, na krótko, ale pierwszy raz bez opiekunki. Tak jeszcze się nie zdarzyło - czuję nadchodzący pewien przełom w organizacji życia rodzinnego.&lt;br /&gt;Nie musi to być zawsze wino. Ostatnio byliśmy na spontanicznej imprezie - &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Herbatce u Kapelusznika&lt;/span&gt; w Królewskich Łazienkach. Wokół szaro, zimno i mokro, a tu eleganckie filiżanki, imbryczki, termosy. I nieznane nam wcześniej towarzystwo w kapeluszach. Uwielbiam takie akcje!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TTm3q5TydpI/AAAAAAAAARg/gY8oELmJeVc/s1600/030.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 267px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TTm3q5TydpI/AAAAAAAAARg/gY8oELmJeVc/s400/030.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5564680762159167122" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(Janeczka na herbatce)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A wczoraj Hania skończyła sześć lat. Świętowaliśmy sobie miło te urodziny z babcią i dziadkiem, przy torcie, który kupiłam. Wreszcie zdecydowałam się nie kompromitować kolejny raz tortowym gniotem własnej produkcji, zawsze jakimś takim nadmiernie płaskim, rozjechanym i rozpaczliwym. O ile ciasta mi wychodzą bardzo dobrze, to torty - wcale. Poddałam się więc i wszyscy byli zadowoleni.&lt;br /&gt;A co słychać w edukacji moich dzieci?&lt;br /&gt;Zapytałam Janeczkę (znów podczas drogi do szkoły, wtedy tylko takie pytania przychodzą mi do głowy):&lt;br /&gt; - Co tam, córeczko, teraz macie w szkole? Jaki temat przerabiacie? Bo zimę już pewnie skończyliście?&lt;br /&gt; - Coś ty, mamo, zimę to już dawno. Teraz mamy kosmos! I przez pół dnia mieliśmy o jeżu. Ale tylko przez pół i koniec.&lt;br /&gt;...mimo wszystko dobrze, że chociaż tyle.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-5746424458936875679?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/5746424458936875679/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2011/01/zupenie-nie-z-prowansji.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/5746424458936875679'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/5746424458936875679'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2011/01/zupenie-nie-z-prowansji.html' title='zupełnie nie z Prowansji...'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TTm36mZqENI/AAAAAAAAARo/VKeWTFjrBz8/s72-c/013.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-7861424870733131166</id><published>2011-01-14T12:11:00.000-08:00</published><updated>2011-01-15T06:46:53.896-08:00</updated><title type='text'>dzisiaj trochę złośliwa jestem</title><content type='html'>Myślę sobie jeszcze o książce &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Dersu Uzała&lt;/span&gt;, o której wspominałam w poprzednim wpisie. Jaka to sztuka napisać dobrą książkę o podróży, o spotkaniu Innego. Arsenjew był naukowcem, nie pięknoduchem, nie był też turystą w dzisiejszym znaczeniu tego słowa. Jego postać jest przezroczysta, nie zasłania rzeczywistości, nie narzuca swojej słusznej wizji (ta skromność i szlachetność ducha została, moim zdaniem, dobrze oddana w filmie Kurosawy). Podróżnik czyni swoją powinność, podejmuje wyzwania, jakie stawia mu droga. Zadaje sobie pytania i potrafi się jeszcze dziwić.&lt;br /&gt;Bardzo lubię takie postacie, nie tylko w literaturze.&lt;br /&gt;Piszę to, świadoma zalewu rynku przez zupełnie inne książki. Eksponujące głównie &lt;span style="font-style:italic;"&gt;ego&lt;/span&gt; autorów, płytkie, pretensjonalne, powtarzające do znudzenia te same motywy. Pisał o jednej z nich Pan Lech:&lt;a href="http://polakdogorynogami.blox.pl/2011/01/Modl-sie-i-pracuj.html"&gt;TU&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://polakdogorynogami.blox.pl/2011/01/Dokonczenie-recenzji.html"&gt;TU&lt;/a&gt;, wspominała też o tym Ania w swoim &lt;a href="http://caramba.bloog.pl/id,328528075,title,CYTRYNOWE-KLIMATY,index.html?ticaid=6b99e"&gt;blogu&lt;/a&gt;, recenzując jednakże pozycje, które w tym nurcie uznała za ciekawe. Trafne spostrzeżenie dotyczące powtarzalności tematu: nieśmiertelny motyw zakupu ziemi i remontu domu. I rozziew między wcześniejszymi wyobrażeniami, a zastaną rzeczywistością. I do tego często motyw kasy, jaką dysponują przyjezdni (zazwyczaj nieprzyzwoicie, jak na nasze warunki, bogaci Amerykanie), nieświadomi nieraz nawet tego, jak bardzo ta kasa ich alienuje z rzeczywistości. Nie bronię nikomu ani drogich i egzotycznych wakacji, ani daczy w Prowansji, ale dlaczego, na Boga, zaraz pisać o tym książkę?  &lt;br /&gt;Śmieszne są zestawy tytułów, łudząco do siebie podobnych, jak również wysyp niemal identycznych okładek z sielskim obrazkiem. W bibliotece naszej mamy całą masę rozmaitych &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Toskanii&lt;/span&gt; (to miejsce bije rekordy popularności, drugie to Prowansja). Mamy więc &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tysiąc dni w Toskanii&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Winnica Toskanii&lt;/span&gt;,&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Mądrość Toskanii&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Toskania dzień po dniu&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Pod słońcem Toskanii&lt;/span&gt;, itd... &lt;br /&gt;Macie dosyć? Ja tak. &lt;br /&gt;Nie każdy jest drugim Herbertem, by napisać &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Labirynt nad morzem&lt;/span&gt;, jak słusznie zauważyła kiedyś moja koleżanka, ale niektórzy chyba mają co do siebie takie złudzenia. Bo co innego jest w lekkim reporterskim stylu opisywać, dajmy na to, nawet perypetie z remontem willi (wiadomo gdzie), to może być przyjemne i ciekawe. Sporo ludzi takie książki lubi i ma rozrywkę. Gorzej, gdy autor ma pretensje do oświecenia po zrozumieniu, że dla Włochów każdy kształt makaronu komponuje się z innym sosem. Zwłaszcza, jeśli wyczytujemy tę rewelację z kolejnej już pozycji.  &lt;br /&gt;Niedawno miałam w ręku książkę &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Mój Paryż&lt;/span&gt; Elisabeth Dudy. Aby postawić pieczątki, przekartkowałam początek - całą masę zdjęć. Nie Paryża, bynajmniej, chociaż owszem, Paryż tam TEŻ był, ale przede wszystkim, była AUTORKA. I to trochę oddaje klimat tego poczytnego nurtu.&lt;br /&gt;I dlatego tęskni mi się czasem za takim wędrowcem - opowiadaczem, takim, na przykład, Arsenjewem albo Nicolasem Bouvierem (nie wiem, czy znacie jego &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Dziennik z wysp Aran i z innych miejsc&lt;/span&gt; albo &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Oswajanie świata&lt;/span&gt;. Piękne książki).&lt;br /&gt;I chętnie poznałabym jeszcze więcej takich.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-7861424870733131166?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/7861424870733131166/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2011/01/dzisiaj-troche-zosliwa-jestem.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/7861424870733131166'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/7861424870733131166'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2011/01/dzisiaj-troche-zosliwa-jestem.html' title='dzisiaj trochę złośliwa jestem'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-2707404114232027679</id><published>2011-01-05T08:59:00.000-08:00</published><updated>2011-01-07T08:30:21.843-08:00</updated><title type='text'>noworocznie i trochę optymistyczniej</title><content type='html'>Już mi przeszło i jest lepiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaczęło się robić dobrze tak około sylwestra  - poświąteczny czas, kiedy dzieci nie chodziły do szkoły, wszystkim lepiej zrobił. My z Tomkiem pracowaliśmy, ale mniej, ja miałam całe trzy dni wolne w środku tygodnia. Do pracy chodziliśmy na zmianę, czuło się jakiś taki tryb ulgowy wszystkiego. Bez kombinowania, kto, kogo, i kiedy odprowadza - co za ulga! Tak mogłoby być już zawsze.&lt;br /&gt;Po trudnych świętach daliśmy sobie prawo do zawieszenia wielu rzeczy. Ledwo się mobilizowałam, żeby wyjść na sanki z dziećmi, o ile bardzo nie wiało. I siedzieliśmy w domu, czytaliśmy, w pokoju urządziłam dzieciom "stół artystyczny", rozkładając gazety, gdzie mogły malować wszelakimi technikami (wśród prezentów sporo było takich plastycznych). Ja dosiadałam się czasami ze swoimi literkami. Nie przejmowałam się za bardzo, że nagle znowu przestały mi ładnie wychodzić, po prostu, powoli pisałam sobie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciężki był powrót do szkoły, znowu wstawanie, gdy jeszcze jest ciemno. Wychodząc z domu pierwszego dnia niemal fizycznie poczułam, jak powoli ucieka ze mnie to ciepło nagromadzone przez kilka spokojnych dni, dni bez pośpiechu, a za to w miłym towarzystwie, z mnóstwem czekolady i wina. Wczorajszy wolny dzień był swoistym dopełnieniem i domknięciem tej idylli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sporo czytałam ostatnio, postaram się czasem coś zrelacjonować, jak będzie ku temu czas. Wiele też oglądaliśmy filmów - różnych starych na DVD - a przedwczoraj byliśmy w Teatrze Powszechnym, na "Złym" Tyrmanda. Bardzo byłam ciekawa, jak taką książkę można wystawić na scenie. Otóż, można, chociaż gdyby zabrakło efektów specjalnych, gdyby przedstawienie trochę bardziej zaaranżowane &lt;span style="font-style:italic;"&gt;in crudo&lt;/span&gt; było, to nie wiem, czy by się ostało w całości. Niektóre sceny - na pewno tak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W świątecznym czasie towarzyszył mi &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Dersu Uzała&lt;/span&gt; Arsenijewa, książka i film Kurosawy (który obejrzałam teraz pierwszy raz). Z ulgą wracałam co wieczór do spokojnej lektury, do opisów tajgi syberyjskiej i jej niezrównanego mieszkańca. Opowiadana historia dzieje się przed stu laty, a już wtedy (!) odchodził w zapomnienie jakiś świat, nieodwracalnie degradowano przyrodę i wyrywano jej ostatnich "dzikich". Strach pomyśleć, co się dzieje teraz. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Co będzie z nami, Dersu?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TSc-eAuzcaI/AAAAAAAAARQ/KS57ineiM_w/s1600/dersu.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 149px; height: 256px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TSc-eAuzcaI/AAAAAAAAARQ/KS57ineiM_w/s400/dersu.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5559480950325473698" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Film Kuorosawy obejrzeliśmy razem z Tomkiem, podobał się, chociaż inny od książki. Trochę też się trzeba przestawić, bo tempo zdecydowanie nie dzisiejsze. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TSc-qYbIpZI/AAAAAAAAARY/Pj9zH264pw8/s1600/dersu_uzala_003.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 380px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TSc-qYbIpZI/AAAAAAAAARY/Pj9zH264pw8/s400/dersu_uzala_003.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5559481162843858322" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A od teścia pod choinkę dostałam wisiorek na łańcuszku. Popatrzyłam, stare złoto, kunsztownie obrobione, wzory egzotyczne jakby, takie niedzisiejsze. Zgadłam prędko - przywieziony jeszcze przed laty z Afryki. Patrzę dalej - co oprawiono w to złoto. Jakby muszla? Kawałek rogu? Nie. &lt;br /&gt;To był PAZUR.&lt;br /&gt;Prawdopodobnie lwa.&lt;br /&gt;Prawdziwy.&lt;br /&gt;Aż mnie dreszcz przeszedł. I chociaż wisiorek całkiem ładny (bardzo delikatny, złoto subtelne), to jakoś nie mogę się przemóc, by nosić na szyi pazur wyrwany zwierzęciu. Nie, żebym była jakąś maniaczką, używałam przy robieniu biżuterii elementów z rogu czy nawet kości zwierzęcej, ale - tak czuję - ten pazur, to co innego.&lt;br /&gt;Dersu by to świetnie rozumiał.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-2707404114232027679?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/2707404114232027679/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2011/01/noworocznie-i-troche-optymistyczniej.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/2707404114232027679'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/2707404114232027679'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2011/01/noworocznie-i-troche-optymistyczniej.html' title='noworocznie i trochę optymistyczniej'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TSc-eAuzcaI/AAAAAAAAARQ/KS57ineiM_w/s72-c/dersu.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-3422048556921805986</id><published>2010-12-26T12:15:00.001-08:00</published><updated>2010-12-26T12:24:33.889-08:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>Boże Narodzenie.&lt;br /&gt;Tym razem jakoś mi ciężko, smutno, tyle rzeczy się nawarstwia, tyle różnych spraw wychodzi.  &lt;br /&gt;Mimo to, a może właśnie dlatego też - Dobrych Świąt dla wszystkich! Dobrego, owocnego spotkania z Narodzonym Jezusem!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-3422048556921805986?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/3422048556921805986/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/12/boze-narodzenie.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/3422048556921805986'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/3422048556921805986'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/12/boze-narodzenie.html' title=''/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-1146029599333233321</id><published>2010-12-19T12:54:00.000-08:00</published><updated>2010-12-19T13:24:08.519-08:00</updated><title type='text'>niewdzięczna pamięć</title><content type='html'>Właśnie skończyłam czytać smutną, bardzo przejmującą książkę, "Niewdzięczną pamięć" Bernlefa. To historia odchodzenia w śmierć starszego człowieka, śmierć poprzedzoną rozpadem pamięci i stopniowym zanikaniem tożsamości - chorobą Alzheimera. Lekarze opisują obrazowo przyczyny takiego stanu poprzez "rdzewienie" połączeń nerwowych. Postępy choroby są nieubłagane, chociaż mogą przebiegać w różnym tempie. U głównego bohatera powieści, Maartena, rozpad osobowości następuje bardzo szybko, wszystko dzieje się w przeciągu kilku dni zaledwie, zanim trafia do zakładu -szpitala.&lt;br /&gt;I gdzieś pojawia się myśl, może i dobrze. Może lepiej się tak nie męczyć. Kto wie, co za cierpienie może się skrywać za tym coraz większym chaosem, zagubieniem, degradacją osobowości aż do stanu niemal niemowlęcego. I jaki to ciężar dla bliskich, których całe życie nieraz podporządkowane jest wyłącznie pomocy chorej osobie, której nie można nieraz na chwilę nawet spuścić z oka. Czytałam niedawno, że niewiele jest w Polsce możliwości realnego wsparcia dla opiekunów "rdzewiejących", pomocy takiej, by mogli normalnie funkcjonować, chodzić do pracy, czy pozwolić sobie - nawet od wielkiego dzwonu - na chwilę wypoczynku, czy samotności. A jeśli taka pomoc jest, to najczęściej słono kosztuje.&lt;br /&gt;I znowu przychodzi mi na myśl Filipina, o której pisałam parę tygodni temu, której życie - po ludzku zredukowane i ogołocone ze wszystkiego - jest cenne w oczach Boga. &lt;br /&gt;Bardzo sugestywnie napisana książka, główny bohater pisze w pierwszej osobie, dając nam możliwość spojrzenia na świat z jego coraz bardziej zmienionej chorobą perspektywy. Pod koniec narracja co chwila się rwie, napięcie narasta, z trudem się domyślamy, co mogą znaczyć takie słowa, co tam się dzieje z tej naszej, normalnej strony, że on to tak widzi... Sporo niepokoju pozostało we mnie po tej lekturze. Może jestem bardzo podatna i zbyt żywo reaguję, ale książka dotknęła chyba u mnie bardzo istotnego lęku, jaki jest w człowieku. I znowu to pytanie: do którego momentu jestem - będę jeszcze - człowiekiem? -zawsze-? Czy ktoś mógłby mnie jeszcze taką - ogołoconą - kochać? Jak cienka jest ta granica, która oddziela od normalności?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Może czasem lepiej, że człowiek nie wie, co go czeka&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TQ5297iBo6I/AAAAAAAAARE/KJnc3uxz5fw/s1600/niewdzieczna_pamiec.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 156px; height: 206px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TQ5297iBo6I/AAAAAAAAARE/KJnc3uxz5fw/s400/niewdzieczna_pamiec.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5552506196918903714" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A dzisiaj dowiedziałam się od mamy, że wczoraj mój Tata źle się poczuł. Ma już 80 lat i wiele życia za sobą. Mimo choroby serca radzi sobie całkiem dzielnie, wczoraj jednak spadło mu ciśnienie do 50/20, brak wyczuwalnego tętna. Wyrównało się samo, zanim przyjechała karetka. Dzisiaj tata już żartuje, jak zwykle, na ten temat. Ale wiem przecież, że i On niedługo odejdzie. Jakoś nie mogę o tym przestać myśleć teraz.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-1146029599333233321?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/1146029599333233321/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/12/niewdzieczna-pamiec.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/1146029599333233321'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/1146029599333233321'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/12/niewdzieczna-pamiec.html' title='niewdzięczna pamięć'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TQ5297iBo6I/AAAAAAAAARE/KJnc3uxz5fw/s72-c/niewdzieczna_pamiec.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-3684267286883336851</id><published>2010-12-12T23:36:00.000-08:00</published><updated>2010-12-13T00:05:11.412-08:00</updated><title type='text'>grudniowo, poniedziałkowo</title><content type='html'>Nie zapadłam jednak w sen zimowy, chociaż nie daję tu od dawna znaku życia. Raczej biegnę, starając się nie tracić z oczu najważniejszych spraw.&lt;br /&gt;Na przemian mam okresy napiętej uwagi, intensywnego przeżywania każdej chwili i jakiegoś takiego otępienia kieratowego, kiedy najchętniej patrzyłabym sobie bezmyślnie na padający śnieg. Zmęczona trochę jestem i niedospana, weekend był intensywny i towarzyski.&lt;br /&gt;Na sobotnim dyżurze w bibliotece pojawiło się dużo osób, prawie cały komplet naszych Pań z Klasą - mądrych, pięknych, starszych kobiet, które ciągle dużo czytają dobrej literatury i ciekawie o niej opowiadają. Zjawiła się też Znana Pisarka po książki, które - na sygnale - specjalnie dla niej sprowadziła kierowniczka. I młoda dziewczyna, wolontariuszka z hospicjum chciała się zapisać do biblioteki. Ma pomysł, by czytać swoim pacjentom pogodne historie, obiecałam jej pomóc dobrać lektury w najbliższym tygodniu. Na razie poleciłam jej samej książkę "Rozmowy o śmierci i umieraniu" dr Elisabeth Kübler-Ross. To jedna z lepszych rzeczy, jakie znam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W zeszłym tygodniu byłam w weekend w zaśnieżonym i mroźnym Poznaniu, na warsztatach z kaligrafii. Przez dwa dni uczyłam się angielskiego pisma &lt;span style="font-style:italic;"&gt;copperplate&lt;/span&gt;. To trudny i wymagający typ kursywy, sporo trzeba się napracować, by efekt był zadawaląjący, jednak sprawiło mi to ogromną radość. Ćwiczy się powoli, stalówka skrzypi - bardzo medytacyjne zajęcie. Zauważyłam, że - jak z każdą rzeczą, gdy się dobrze przyjrzeć - bardzo wiele się można o sobie dowiedzieć w trakcie pisania. Zakrada się pośpiech, przymus efektu, brak wiary w siebie... wszystko widać! Zawsze interesowało mnie, jak pracują grafolodzy, dalej tego nie wiem, ale mogę teraz być trochę takim swoim prywatnym specjalista w tej branży, na własny użytek: pierwsza litera napisana i już bliżej mi do siebie :-) &lt;br /&gt;A &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=ulY35OazzhQ&amp;feature=related"&gt;tu&lt;/a&gt; filmik z you tube'a, dla ciekawych, jak to wygląda.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-3684267286883336851?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/3684267286883336851/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/12/grudniowo-poniedziakowo.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/3684267286883336851'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/3684267286883336851'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/12/grudniowo-poniedziakowo.html' title='grudniowo, poniedziałkowo'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-7932427410941372752</id><published>2010-11-29T09:51:00.000-08:00</published><updated>2010-11-29T10:07:25.761-08:00</updated><title type='text'>;-)</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TPPode10OmI/AAAAAAAAAQ8/JMAoLsjadRI/s1600/mountin2-550x366.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 266px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TPPode10OmI/AAAAAAAAAQ8/JMAoLsjadRI/s400/mountin2-550x366.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5545031159415847522" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-Mamo - zagaiła dzisiaj Janeczka, gdy odprowadzałam ją do szkoły. Szłyśmy przez coraz bardziej śnieżny krajobraz, a wielkie gawrony paradowały przed nami niczym pracownicy na zebraniu zarządu korporacji. - Mamo, powiedz, ty wolałabyś odlecieć, czy zapaść w sen zimowy?&lt;br /&gt;Zastanowiłam się i po chwili wybrałam opcję: odlecieć. Do ciepłych krajów. Tyle już razy czułam, jak mnie coś nosi. Podróż na Południe, tak.&lt;br /&gt;Ale zaraz potem przypomniałam sobie, jak tego ranka ciężko się wstawało, gdy za oknem jeszcze ciemno, a łóżko takie ciepłe i wygodne. I sen zimowy wydał mi się nagle o wiele bardziej nęcący.&lt;br /&gt;Ciekawe, czy tylko mnie tak? A jak Wy?&lt;br /&gt;Dochodziłyśmy już do szkoły (a śnieg padał i padał). &lt;br /&gt;-Chyba nam będą musieli w szkole dzisiaj zmienić temat - zauważyła Janeczka z miną osoby, która zna życie.&lt;br /&gt;- Jak to?&lt;br /&gt;- No, bo do tej pory to mieliśmy tylko o Polsce i o Polsce, a teraz to już chyba będą wreszcie musieli coś zrobić o zimie!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-7932427410941372752?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/7932427410941372752/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/11/blog-post.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/7932427410941372752'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/7932427410941372752'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/11/blog-post.html' title=';-)'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TPPode10OmI/AAAAAAAAAQ8/JMAoLsjadRI/s72-c/mountin2-550x366.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-235079180432091176</id><published>2010-11-27T11:52:00.000-08:00</published><updated>2010-11-27T12:41:32.721-08:00</updated><title type='text'>"Innego światła nie będzie"</title><content type='html'>Wrażenie obecności na planie czarno-białego filmu pogłębił spadły przed chwilą śnieg. Wszystkie trzy córki ucieszyły się na ten widok, ja sama też poddałam się tej odmienionej aurze. Jaśniej się zrobiło. To dobrze.&lt;br /&gt;Dowiedziałam się ostatnio kilku ciekawym faktów na temat pogody (głównie z ostatniego "Tygodnika"). Otóż Polska jest krajem o bardzo dużym zachmurzeniu - sięga ono 65 % (w Europie Zachodniej - 50 proc, we Włoszech - nawet 40), co oznacza, że przez ponad połowę roku mamy nad głową kurtynę z chmur. A w listopadzie, który właśnie teraz się powoli kończy, zachmurzenie może przekroczyć nawet 80%! Pół biedy, jak to są malowicze &lt;span style="font-style:italic;"&gt;cumulusy&lt;/span&gt;, czy figlarne &lt;span style="font-style:italic;"&gt;cirrusy&lt;/span&gt;. Najgorsza jest chmura typu &lt;span style="font-style:italic;"&gt;stratus&lt;/span&gt;, odpowiedzialna za szarość i ten przygnębiający "niski sufit" nad głową. Bo inne chmury to ja nawet bardzo lubię, tak samo, jak deszcz (byle nie w nadmiarze). &lt;br /&gt;W ciekawym artykule "Szarość podszyta szaleństwem" ("TP" nr 48, 28.11.br) Michał Olszewski opisuje naszą polską, szaro-pstrokatą, jakby wiecznie listopadową rzeczywistość. Wspomina postać fotografa angielskiego Marka Powera i jego zdjęcia, które przez wiele lat robił w Polsce. Uderzyły mnie fragmenty o świetle:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"(...)Na większości fotografii jest ono szare i beznamiętne. Niczego nie wyostrza, nie buduje kontrastów. Niczego nie ukrywa w dwuznacznym cieniu. Nie oferuje łatwych pocieszeń ani wymówek. Światło, w jakim znalazł upodobanie angielski artysta, nie narzuca się i zdumiewa swoją łagodnością, choć równocześnie jest bezwzględne, bo wyciąga na powierzchnię każdy szczegół. Nie przynosi żadnej nadziei, choć do nieczego też nie zniechęca.&lt;br /&gt;Co najważniejsze, szarość nie oznacza jednostajności - liczba półtonów, delikatnych kolorów, przebłysków i mgnień jest na tych fotografiach doprawdy zdumiewająca (...). Oto wasz atut - zdaje się podpowiadać Power - zrozumcie go i zaakceptujcie, bo przecież innego światła nie tu będzie. Pokochajcie to swoje nijakie światło"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale to jest trudne czasem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pamiętam jeszcze swoje wczesnomłodzieńcze doświadczenia z fotografią, a zwłaszcza samodzielne wywoływanie czarno-białych zdjęć (ciemnia w ciasnej łazience, koc zawieszony na drzwiach, praca w nocy - bo tylko wtedy jest szansa, że nikt z pięcioosobowej rodziny nie pójdzie zrobić siusiu i nie zepsuje wszystkiego niespodziewanym otwarciem drzwi). Najtrudniejsze do zrobienia były dla mnie zdjęcia z niskoczułych filmów na "miękkim" papierze , wychodziły mi nieraz niedoświetlone, pozbawione kontrastów. Ale za to jakie bogactwo tej szarości, jaka łagodność. Wtedy zupełnie nie umiałam tego docenić. Co innego - filmy "na każde warunki", słynne 27 DIN. Wszystko doświetlone, ale jakieś takie płaskie, jednoznaczne, dosłownie czarno-białe, z grubym ziarnem, łatwe aż do bólu.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Więc może jednak - pokochać? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chodzi mi to wszystko po głowie, gdy patrzę na te nasze różne pogody za oknem. A ostatnio nawet miałam dziwny sen. Śniło mi się, że na moim betonowym Ursynowie, szarym o tej porze roku do rozpaczy, znalazłam prawdziwe ... rzymskie ruiny. Patrzyłam na nie zadziwiona, że nikt jakoś tego wcześniej nie zauważył, to przecież jednak bardzo nobilituje nasz peerelowski krajobraz, więc nie jest tak źle... Pamiętam bardzo wyraźnie,jak to widziałam, pierwszy plan- - ruiny, cegła "rzymianka" gruba na dwa palce, żadnych wątpliwości, i jeszcze światło takie wakacyjne i złote od wieczornego słońca, a za tym drugi plan, jakby ktoś podkleił pod spód czarno-białe zdjęcie szarych bloków, szarość, bezlistność, kanciastość. &lt;br /&gt;Zderzenie tych dwóch planów - tak, właśnie zderzenie, mimo, że obraz był statyczny - wywarło na mnie ogromne wrażenie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-235079180432091176?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/235079180432091176/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/11/innego-swiata-nie-bedzie.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/235079180432091176'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/235079180432091176'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/11/innego-swiata-nie-bedzie.html' title='&quot;Innego światła nie będzie&quot;'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-6265879660771169083</id><published>2010-11-21T04:26:00.000-08:00</published><updated>2010-11-21T06:06:12.826-08:00</updated><title type='text'>... a u nas...</title><content type='html'>Dużo się dzieje ostatnio, Tomek zajęty do granic możliwości przy promocji książki - napisana i wydana specjalnie z okazji adwentu, powinna dotrzeć do odbiorców w przeciągu najbliższych dni. To pierwsza książeczka nowego &lt;a href="http://www.sykomora.pl/index.html"&gt;wydawnictwa&lt;/a&gt;, które mój mąż założył wraz z przyjacielem. Z pewną nieśmiałością - ale i z dumą - prezentuję ją na swoim blogu:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TOkXnIMwQkI/AAAAAAAAAQw/yGqSLSrUbOA/s1600/Wszyscy-na-Ciebie-czekamy_Wydawnictwo-Sykomora%252Cimages_product%252C31%252C978-83-931829-0-9.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 231px; height: 280px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TOkXnIMwQkI/AAAAAAAAAQw/yGqSLSrUbOA/s400/Wszyscy-na-Ciebie-czekamy_Wydawnictwo-Sykomora%252Cimages_product%252C31%252C978-83-931829-0-9.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5541986777439420994" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka pomyślana została jako pomoc dla rodziców i dzieci w przygotowaniu się do Bożego Narodzenia  - omawia postacie biblijne oczekujące na Mesjasza, tłumaczy symbole i istotę Święta. Myślę, że to dobra alternatywa dla kiczowatych i spłycających wszystko książeczek o "gwiazdce" i prezentach. Alternatywa być może także dla adwentowych kalendarzy ozdobionych mikołajami z czerwonym nosem, gdyż do książki dołączona jest plansza, na której można codziennie przez cały okres adwentu przylepiać omawiane postacie - na koniec wychodzi całkiem ładna szopka. Testowaliśmy wersję próbną z naszymi dziećmi w zeszły adwent i wyszło bardzo dobrze. Wieczorami zapalaliśmy świecę, czytaliśmy teksty (wtedy jeszcze z kartek), a dziewczynki na zmianę wycinały i wklejały figurki. Bardzo to im się podobało i dopominały się, byśmy nie zapomnieli o wieczornym spotkaniu.   &lt;br /&gt;I jest jeszcze płyta z pieśniami typowymi dla tego okresu liturgicznego, nie z kolędami, jakby mógł pomyśleć ktoś, kto odwiedza teraz sklepy i inne świątynie handlu, gdzie właśnie kolędami zachęca się nas do obfitych i nieprzemyślanych zakupów. Wszystko ma swój czas.&lt;br /&gt;W związku z książeczką zamieszanie u nas spore, Tomka praktycznie nie ma w domu. Może się niedługo sytuacja uspokoi, niedawno było już tak nerwowo, że nawet moje fioletowe rajstopy kojarzyły się wszystkim z adwentem. &lt;br /&gt;Książkę można kupić, jeśli ktoś byłby zainteresowany, m.in. &lt;a href="http://merlin.pl/Wszyscy-na-Ciebie-czekamy_Wydawnictwo-Sykomora/browse/product/1,829678.html"&gt;tutaj&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W pracy ostatnio przemieszczałyśmy cały księgozbiór w związku z paroma nowymi półkami; skomplikowana logistyka i ciężka fizyczna praca. Po pierwszym dniu czułam już to w mięśniach, poratował mnie wieczorny pilates, a ostatniego dnia doznałam nawet najprawdziwszego cielesnego urazu, kiedy to jedna z książek,na szczęście, dosyć cienka i niewielka, spadła mi na głowę. Mam do tej pory ślad na nosie, ale do odszkodowania za wypadek przy pracy chyba się jednak nie kwalifikuję :-(&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-6265879660771169083?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/6265879660771169083/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/11/u-nas.html#comment-form' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/6265879660771169083'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/6265879660771169083'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/11/u-nas.html' title='... a u nas...'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TOkXnIMwQkI/AAAAAAAAAQw/yGqSLSrUbOA/s72-c/Wszyscy-na-Ciebie-czekamy_Wydawnictwo-Sykomora%252Cimages_product%252C31%252C978-83-931829-0-9.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-1570139733864203262</id><published>2010-11-14T04:19:00.000-08:00</published><updated>2010-11-14T04:49:46.629-08:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TN_YXt3SoeI/AAAAAAAAAQQ/cmNKKrTzRRg/s1600/049.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TN_YXt3SoeI/AAAAAAAAAQQ/cmNKKrTzRRg/s400/049.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5539383968649093602" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejny i, mam nadzieję, ostatni w najbliższym czasie dzień, który spędzam jako słomiana wdowa. Tomek jest tym razem w Dreźnie, ledwo wrócił z Wenecji. Dobrze, że mogłam liczyć na pomoc rodziców i siostry, w piątek dzieci nie miały szkoły, a ja pracę, owszem, to samo w sobotę. Dzisiaj spokojnie, tylko po południu Dorotka ma próby swojego teatru, na które ją trzeba zaprowadzić i odprowadzić, ale to już mały pikuś, to w ogóle nic. Przypominam sobie teraz sytuacje, gdy dzieci były naprawdę małe, a Tomek wyjeżdżał, zazwyczaj zaraz po tym, jak zamknął drzwi, ktoś zaczynał chorować i to nie byle jak, na przykład na szkarlatynę. Raz zakupy zrobiła mi Ania, w ostatnim miesiącu ciąży bodajże, bo ja nie mogłam wyjść z domu, zostawiając maluchy z gorączką (i niemowlaka Hanię).&lt;br /&gt;A to kilka fotografii z Rzymu, tym razem nie robiłam dużo zdjęć, nanosiłam się tylko, bo aparat jest duży i ciężki. I wygląda się od razu obciachowo, jak turysta, co tym razem pokrywało się  z rzeczywistością, ale ja pamiętałam czasy, gdy nie byłam turystką w Rzymie i nie mogłam tego odżałować...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TN_arn7XIlI/AAAAAAAAAQo/qMgjKuibKbc/s1600/051.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TN_arn7XIlI/AAAAAAAAAQo/qMgjKuibKbc/s400/051.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5539386509676192338" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(witraż - platany nad Tybrem)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TN_WY5FD0JI/AAAAAAAAAPg/yNb3Yw13VUc/s1600/012.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TN_WY5FD0JI/AAAAAAAAAPg/yNb3Yw13VUc/s400/012.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5539381789816246418" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5539381527764400034" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(targ na Campo de' Fiori)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TN_W1HTXmcI/AAAAAAAAAPo/6a--jjDWb74/s1600/024.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 267px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TN_W1HTXmcI/AAAAAAAAAPo/6a--jjDWb74/s400/024.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5539382274670696898" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(zaułek przy via dei Coronari, tam za dnia zjedliśmy boskie wprost lody, nie da się opisać! zazwyczaj wybieram klasyczne smaki - np. ciemną czekoladę, amarenę, czy wanilię - tym razem skusiłam się na krem kardamonowy i szałwię. Odlot!)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TN_XD82FzzI/AAAAAAAAAPw/A5Qe2zBg0Jc/s1600/028.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 267px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TN_XD82FzzI/AAAAAAAAAPw/A5Qe2zBg0Jc/s400/028.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5539382529561579314" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(nocny spacer po mieście)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TN_XfXLd9SI/AAAAAAAAAP4/Gu3j7LUZqRE/s1600/034.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TN_XfXLd9SI/AAAAAAAAAP4/Gu3j7LUZqRE/s400/034.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5539383000487032098" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(plac przed Panteonem, widoczny egipski obelisk)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TN_XxETXOwI/AAAAAAAAAQA/0lgTAlgOdSA/s1600/039.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TN_XxETXOwI/AAAAAAAAAQA/0lgTAlgOdSA/s400/039.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5539383304657517314" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(dachy i poddasza...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TN_YHuv9cPI/AAAAAAAAAQI/-7j7_ctnEME/s1600/035.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TN_YHuv9cPI/AAAAAAAAAQI/-7j7_ctnEME/s400/035.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5539383694008873202" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(i okienka)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TN_YiYxNp4I/AAAAAAAAAQY/IPQHWvn5JEI/s1600/015.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TN_YiYxNp4I/AAAAAAAAAQY/IPQHWvn5JEI/s400/015.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5539384151965017986" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(okienka, c.d.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TN_YwCa8QlI/AAAAAAAAAQg/DME4vM4UqkM/s1600/045.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 267px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TN_YwCa8QlI/AAAAAAAAAQg/DME4vM4UqkM/s400/045.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5539384386484191826" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(trzeba umieć sobie radzić)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-1570139733864203262?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/1570139733864203262/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/11/kolejny-i-mam-nadzieje-ostatni-w.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/1570139733864203262'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/1570139733864203262'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/11/kolejny-i-mam-nadzieje-ostatni-w.html' title=''/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TN_YXt3SoeI/AAAAAAAAAQQ/cmNKKrTzRRg/s72-c/049.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-2275247569220428046</id><published>2010-11-07T12:51:00.000-08:00</published><updated>2010-11-07T13:27:08.222-08:00</updated><title type='text'>wróciłam...</title><content type='html'>... i jakbym wskoczyła do czarno-białego filmu. Po intensywności południa, słońca, zieleni, zapachów letnich i wakacyjnych.&lt;br /&gt;Rzym nie rozczarował, nigdy tego mi nie zrobił, ale trochę przytłoczył. Sporo chciałam dostać - spotkań, spacerów, spraw - a to ma swoją cenę. Ledwo żywa ze zmęczenia wczołgiwałam się wieczorami na łóżko, zasypiając jak kamień prawie od razu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To, co mnie najbardziej rozczuliło, to ludzie! Przyjaciele z Monte Mario, gdzie znowu było jak w domu. Ledwo wyszłam na ulicę, już spotykałam ludzi, z którymi nie widziałam się od dwóch lat, a oni mnie natychmiast poznawali. Emanuela na &lt;span style="font-style:italic;"&gt;mercato&lt;/span&gt;, u której kupowałam owoce, na przykład. Pamiętała, że przychodziłam z Hanią, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;con una bambina che cantava&lt;/span&gt;, i rzeczywiście, dopiero teraz sobie przypominam, że Hania wtedy śpiewała sobie często w wózku na spacerach. I tak co krok. Jednak to inny gatunek człowieka, ci ludzie z Południa. Jaki dyskurs na ulicy, co chwila rozmawiałam z kimś, ze sprzedawcami, z przechodniami. Mój włoski popłynął strumieniem, aż się zadziwiłam, bo chociaż ciągle coś tam się uczę, to raczej biernie, czytając albo słuchając.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zmęczył mnie tym razem hałas, tłok i korki, a na koniec poczułam się przytłoczona nawet tymi chcianymi-niechcianymi kontaktami z przypadkowymi ludźmi, już wracając do Polski, na lotnisku zdałam sobie sprawę, że przybieram na twarz ochronną zamrożoną maskę, gdy ktoś tam zbyt intensywnie mi się przyglądał, a nuż zacznie rozmowę, a ja już nie chcę, już potrzebuję się wycofać do środka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odzwyczaiłam się też już trochę, jak zauważyłam, od funkcjonowania w ruchu ulicznym, od tego, że żeby przejść na drugą stronę ruchliwej ulicy potrzeba, przede wszystkim, determinacji i siły charakteru ("masz trzy życia", mówiłam sobie za każdym razem).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mocne &lt;span style="font-style:italic;"&gt;espresso macchiato&lt;/span&gt; jedno za drugim, włoska kuchnia, ale najpierw - o zgrozo - w wydaniu germańskim, bo Tomek był na niemieckiej konferencji, sprytnie w Rzymie przez organizatorów zaplanowanej. Swoją drogą, ma dyplomacja niemiecka do dyspozycji piękną willę niedaleko od piramidy Gajusza Cestiusza, jak na państwo, które przegrało ostatnią wojnę, to całkiem nieźle z tego wybrnęli.&lt;br /&gt;Zwiedzać klasycznie, z przewodnikiem w ręku - tym razem nie zwiedzałam, sporo za to chodziłam, gubiąc się beznadziejnie, jak zwykle. Jakiś taki defekt mi towarzyszy, ponoć kobiecy bardzo, że nie mam, niestety, mapy w głowie. Za to mam za każdym razem niespodziankę, gdy docieram do zupełnie nieoczekiwanego celu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tomek został jeszcze we Włoszech, jest teraz w Wenecji, tak więc spędziłam weekend z dziećmi,samotnie bez męża. Okazało się, gdy wróciłam, że zostawione u moich rodziców dziewczynki właściwie wcale nie chodziły przez ten czas do szkoły i przedszkola, ponoć rozłożone bólem głowy. Podejrzewam, że przynajmniej jedna z nich ostro przysymulowała, a dwie pozostałe domagały się sprawiedliwości ( = identycznego potraktowania). Cóż, trudno, jakoś to przeżyjemy :-).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-2275247569220428046?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/2275247569220428046/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/11/wrociam.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/2275247569220428046'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/2275247569220428046'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/11/wrociam.html' title='wróciłam...'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-120632551822208820</id><published>2010-11-02T00:45:00.000-07:00</published><updated>2010-11-02T00:56:22.325-07:00</updated><title type='text'>"(...)Muszę i Rzym zobaczyć (...)"</title><content type='html'>Minęły trzy uroczo wolne dni, pobyliśmy sobie dobrze rodzinnie razem. Jestem zadowolona bardzo. Zdążyliśmy też na spokojnie (wreszcie)spakować rzeczy przed wyjazdem - krótkim tym razem - do Rzymu. Dzieci zostają z moimi rodzicami, tak wiem, że jestem szczęściarą :-)&lt;br /&gt;Z Wiecznym Miastem łączą mnie więzy szczególne, głównie za sprawą pierwszego dłuższego pobytu, kiedy miałam dwadzieścia lat i naiwne wyobrażenia o świecie. Taka szybka szkoła dorosłości, radzenia sobie samej w obcym mieście, z nikłą znajomością języka i realiów. Pamiętam, że gdy było mi szczególnie ciężko, ktoś mi powiedział, że będę kiedyś wspominać te trudne dni jako wspaniały, owocny czas. I tak jest rzeczywiście. Mój sentyment jest nieuleczalny.&lt;br /&gt;Przeglądam przewodniki, zastanawiam się, który zabrać, konstatuję, że widzieliśmy w Rzymie sporo, "prawie wszystko", co proponują książki, a jednocześnie tyle jeszcze zostało do zobaczenia! Tym razem czasu nie będzie dużo, raczej starczy tylko na spotkania ze znajomymi i sentymentalne spacery. Pogoda, za wyjątkiem dzisiejszego dnia (leje!) ma być ładna, za co jestm ogromnie wdzięczna. Chociaż deszczowy Rzym też lubię. &lt;br /&gt;Mam nadzieję, że i Kindze się poszczęści pod tym względem:-)&lt;br /&gt;no to do zobaczenia&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-120632551822208820?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/120632551822208820/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/11/musze-i-rzym-zobaczyc.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/120632551822208820'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/120632551822208820'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/11/musze-i-rzym-zobaczyc.html' title='&quot;(...)Muszę i Rzym zobaczyć (...)&quot;'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-8623435480616221377</id><published>2010-10-25T09:52:00.000-07:00</published><updated>2010-10-25T10:09:57.954-07:00</updated><title type='text'>Nie ogarniam tej kuwety...</title><content type='html'>... jak powiedział idąc przez pustynię jeden kot do drugiego. &lt;br /&gt;Nie nadążam.&lt;br /&gt;Siadłam teraz do komputera z bólem głowy i łamaniem w kościach, ciekawe, czy skończy się zachorowaniem czy, jak zwykle, rozejdzie się po człowieku. Żołądek ściśnięty od nieregularnych posiłków. Jednak nie wychodzi mi trójpolówka, o której kiedyś pisałam. W moim przypadku jest to raczej Syndrom Krótkiej Kołdry: staram się poradzić sobie we wszystkim, jednak cudów nie ma, zawsze się okazuje, że jeśli gdzieś coś krótką kołdrą przykryję, to z drugiej strony coś się odkrywa. Jeśli pół dnia spędzę w kuchni, gotując obiad, piekąc ciasto i przygotowując coś dobrego na kolację, zawalone są inne rzeczy, zaniedbane dzieci, znajomi. Gdy z kolei prasuję ogromną górę ubrań, to chodzę głodna, bo naprawdę nie umiem ogarnąć tego wszystkiego. Trochę też w tym jest i celowego działania, w tym przynajmniej sprawdza się trójpolówka: jest odmiana. Bo powtarzanie codziennie i niezmiennie tych samych prac, dreptanie po kawałku w miejscu - szalenie frustrujące.&lt;br /&gt;Dlatego jakże wdzięczna jestem Donce za sobotnią zupę, pełną warzyw i mięsa, gorącą, ze świeżym chlebem. To było miłe spotkanie, a kulki filcowe wielkości i koloru niedużych śliwek, które pierwszy raz samodzielnie wykonałam, przerobione zostały już na wielkie i wesołe kolczyki, dyndające radośnie na przekór wszystkiemu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-8623435480616221377?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/8623435480616221377/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/10/nie-ogarniam-tej-kuwety.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/8623435480616221377'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/8623435480616221377'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/10/nie-ogarniam-tej-kuwety.html' title='Nie ogarniam tej kuwety...'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-2577401003037362459</id><published>2010-10-13T03:42:00.000-07:00</published><updated>2010-10-13T04:32:38.821-07:00</updated><title type='text'>ciężar i dziura po pisarzu</title><content type='html'>Dzisiaj trochę marudzę: moja najstarsza córka, niewysoka i raczej szczupła, dźwiga do szkoły plecak, który waży prawie 10 kilogramów! Tyle ciężaru to, przede wszystkim, książki, do tego osprzęt plastyczny, zeszyty, śniadanie, picie. Zastanawiam się, czy ci wszyscy dumni twórcy podręczników, piejący na cześć nowoczesnej edukacji, przez chwilę chociaż pomyśleli o fizycznym aspekcie i policzalnym wymiarze swoich wytworów. O delikatnych kręgosłupach małych dzieci. Przepełnione szkoły nie mają możliwości "zaszafkować" książek, zresztą, co zrobić z pracami zadawanymi do domu? Ergo: trzeba dźwigać. Przyznam, że robi mi się słabo, jak znoszę i wnoszę dziewczynkom po schodach do metra oba plecaki. I tak dobrze, że resztę drogi ciągną to draństwo na kółkach. I jakie odbierają podświadomie i, przede wszystkim, cielesne, przesłanie na temat szkoły? Odpowiedź jasna. Ciężar nie do udźwignięcia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poza tym wszyscy zdrowi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z biblioteki w ciągu dwóch dni od ogłoszenia literackiego Nobla zniknął już nam cały Vargas Llosa, pożyczony przez tych, co go chcieli poznać, czy odświeżyć. Na przepełnionych do granic możliwości półkach w miejscu Llosy zieje sugestywna dziura - tak oto objawia się w praktyce wydarzenie kulturalne. Bardziej jednak podobało mi się to, co powiedział pewien smutny, zamyślony czytelnik, wypożyczając trzy powieści Amosa Oza:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tak bym chciał mu jakoś wynagrodzić ten brak Nobla&lt;/span&gt;, powiedział. Piękne.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-2577401003037362459?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/2577401003037362459/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/10/ciezar-i-dziura-po-pisarzu.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/2577401003037362459'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/2577401003037362459'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/10/ciezar-i-dziura-po-pisarzu.html' title='ciężar i dziura po pisarzu'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-8745863039815386130</id><published>2010-10-04T10:17:00.000-07:00</published><updated>2010-10-07T13:09:51.438-07:00</updated><title type='text'>wieczorem, we czwartek</title><content type='html'>W garnku bulgocą sobie apetycznie śliwki na powidła, za radą znajomej doprawione cynamonem, imbirem i odrobiną pieprzu. Więc jednak zrobię jesienne przetwory, może nawet rozkręcę się z tym dalej i spróbuję usmażyć konfitury z dyni (ponoć smaczne bardzo) i jabłka do szarlotek. Wrzesień miałam trudny i mozolny, wraz z jesienią przyszły siły i większa ochota do życia.W dodatku ta pogoda, cudna i szalona, słońce i wiatr, przypomina mi się jesień i zima w Rzymie, gdy wiała tramontana. Słonecznie, pięknie, a wichrzysko takie, że zmarznąć można było na sopel.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnio oglądaliśmy z T. świetny film, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Śniegowe ciastko&lt;/span&gt; w reżyserii Marca Evansa. To poruszająca historia Alexa, mężczyzny po traumatycznych przejściach, który dopiero co opuścił więzienie. Gdy pewnego słonecznego, zimowego ranka Alex  podwiózł samochodem autostopowiczkę Vivien, żadne z nich nie wiedziało, że to już ostania podróż dziewczyny. Zginęła na miejscu, gdy na samochód wpadła ciężarówka. Zdruzgotany Alex, o którym w tym momencie filmu jeszcze prawie nic nie wiemy, postanawia spotkać się z Lindą, matką dziewczyny. I wtedy zdarza się kilka rzeczy, które odmieniają jego życie.&lt;br /&gt;Linda jest autystykiem, od urodzenia żyje w swoim starannie uporządkowanym świecie.Potrafi ją strasznie wkurzyć i przerazić taki drobiazg, jak plama na podłodze albo śmieci do wyrzucenia - nie radzi sobie dobrze z rzeczywistością, jednocześnie jednak zdumiewająca jest jej siła akceptacji dla drugiego człowieka. Tak jakby cały czas tkwiła jeszcze na poziomie dziecka, które uczy się świata: tylko małym dzieciom łatwo przychodzi przyjęcie najróżniejszych rzeczy jako normalnych. &lt;br /&gt;(Tu mała dygresja na ten temat: Tonia, niania i opiekunka mojego dzieciństwa, cierpiała na rozległe żylaki. Jej nogi były oszpecone, niemal fioletowe. Dla mnie jednak były zupełnie zwyczajne, ani brzydkie, ani ładne, NORMALNE, nie do porównywania. Należały do kochanej osoby, to było najważniejsze).&lt;br /&gt;Jak się można domyślić, główny bohater dostaje sporo do myślenia pod wpływem tego spotkania.&lt;br /&gt; Najważniejsze w tym filmie było dla mnie to, co na małą skalę miałoby szansę stawać się na co dzień, gdyby tylko potrafić przyjąć człowieka takim, jakim jest. Tu myślę szczególnie o sobie, jak trudno mi nieraz zaakceptować, szczególnie w stosunku do najbliższych, że nie są po to, by zaspokoić moje potrzeby i realizować życiowe scenariusze mojego autorstwa. Banalna prawda, że otwarcie się na drugiego człowieka nadaje sens, ale jakże pięknie przedstawiona. Doskonała gra aktorów, świetne zdjęcia, dowcipne dialogi - bardzo ładny film.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TK4ndzZlYuI/AAAAAAAAAPA/XxEVLs62PpY/s1600/ciastko.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 390px; height: 260px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TK4ndzZlYuI/AAAAAAAAAPA/XxEVLs62PpY/s400/ciastko.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5525397185797382882" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Autyzm jako temat poruszany jest też w wielu książkach, nie tylko specjalistycznych. Ostatnio czytałam dwie. Jedna z nich to &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Drogi Gabrielu. List&lt;/span&gt;, autorem jest norweski dziennikarz Halfdan W.Freihow.Swoją książkę napisał w formie listu do autystycznego syna. W poruszającej narracji opowiada o swoim życiu z Gabrielem,o cierpieniach i radościach, o tym wszystkim, czego chłopiec nigdy nie odczuje, nigdy nie pojmie. Mimo że są sobie tak bliscy, żyją w odrębnych światach. &lt;br /&gt;Co mnie szczególnie porusza - i to niekoniecznie w taki katarktyczny, pozytywny sposób - to moja kompletna bezradność i jakaś taka nieadekwatność wobec świata widzianego z tamtej, autystycznej strony. &lt;br /&gt;Jak wspomina Freihow, autystyk nigdy nie zrozumie, co czujesz, co więcej, nigdy nie będzie rozumiał, dlaczego to miałoby być w ogóle ważne. To niepokoi i całkiem wywraca do góry nogami moją hierarchię wartości i cały etos w-czucia, współ-czucia, wy-czucia innych ludzi. A jednak pozbawiona tych właściwości osoba nie jest ani trochę zubożona w swoim człowieczeństwie, które sięga głębiej, dalej, niż świat emocji. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TK4n_tGGOwI/AAAAAAAAAPI/rGYWS-aeyrs/s1600/Freihow_DrogiGabrielu_500px.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 254px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TK4n_tGGOwI/AAAAAAAAAPI/rGYWS-aeyrs/s400/Freihow_DrogiGabrielu_500px.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5525397768220588802" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze dobitniej, tak, że już bardziej się nie da, wyraża tę prawdę inna książka, którą znalazłam przypadkiem podczas porządkowania regału w bibliotece (często wtedy wpadają w ręce prawdziwe perełki). To &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Filipina. Siła kruchego życia&lt;/span&gt; Sophie Chevillard-Lutz. W przeciwieństwie do poprzednio wspomnianych historii, ta opowiedziana przez autorkę jest świadectwem &lt;span style="font-style:italic;"&gt;in crudo&lt;/span&gt;, napisanym prostym językiem. Tytułowa Filipina to córka Sophie, urodzona z bardzo poważnym defektem czaszki, bez szans na życie. Ośmioletnia dziewczynka jednak wbrew prognozom i przewidywaniom żyje nadal, chociaż nie widzi, nie słyszy, z trudem przełyka, a jej rozwój umysłowy zatrzymał się na poziomie paromiesięcznego dziecka. Matka i ojciec odważnie walczą o każdy jej dzień; nie tylko o to, by zapewnić dziecku opiekę i miłość, lecz także o godność tak kruchego i biednego życia. I tu najbardziej poruszające odkrycie dla mnie: Filipina nie ma absolutnie NIC, czym by mogła sobie zasłużyć na miłość, na życie, na istnienie: jest ogołocona totalnie ze wszystkiego, co ceni się w człowieku. A jednak jest KOCHANA PRZEZ BOGA. Co więc jest istotą człowieczeństwa? A raczej, co nią nie jest? Nie rozumiem - i nigdy nie będę potrafiła - tajemnicy cierpienia tej dziewczynki i jej rodziców, ale ta prawda wali mnie jak obuchem w głowę, w serce: mogę nie mieć nic z tego, o co tak się rozpaczliwie i beznadziejnie staram całe życie, nie mieć nic, a jednak - być KOCHANĄ.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TK4oj27jRzI/AAAAAAAAAPQ/D0Kwxq6gd5Y/s1600/filipina.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 268px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TK4oj27jRzI/AAAAAAAAAPQ/D0Kwxq6gd5Y/s400/filipina.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5525398389336000306" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-8745863039815386130?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/8745863039815386130/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/10/wieczorem-we-czwartek.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/8745863039815386130'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/8745863039815386130'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/10/wieczorem-we-czwartek.html' title='wieczorem, we czwartek'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TK4ndzZlYuI/AAAAAAAAAPA/XxEVLs62PpY/s72-c/ciastko.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-7050451875013592709</id><published>2010-10-02T10:35:00.002-07:00</published><updated>2010-10-02T12:00:46.915-07:00</updated><title type='text'>Kolejna sobota, kiedy próbujemy nic nie robić :-)</title><content type='html'>... tyle, że ja już zaczęłam dyżury w pracy w tym dniu. Czytelników jednak było niewielu, nie wszyscy się jeszcze do naszych pracujących sobót na nowo przyzwyczaili.&lt;br /&gt;Patrzę na dzisiejszą datę i przypominam sobie, jak to trzy lata temu o tej porze zaczęłam pisać swój stary &lt;a href="http://nauboczu.bloog.pl/"&gt;blog&lt;/a&gt;. Byliśmy wtedy od miesiąca w Rzymie, właśnie założono nam internet (po długich mękach, trwało to miesiąc!) i pomyślałam, że może tak łatwiej będzie pozostać w kontakcie z przyjaciółmi i znajomymi. Dziwnie się czułam, umieszczając pierwszy wpis! Zamierzałam pisywać tylko przez rok, aż do powrotu do Polski, ale jakoś do tej pory nie mogę przestać, chociaż nie zaglądam tu często, jak widzicie.&lt;br /&gt;Niedawno Ania z &lt;a href="http://caramba.bloog.pl/"&gt;Caramby&lt;/a&gt; zaprosiła mnie do zabawy blogowej: mam napisać o dziesięciu rzeczach, które lubię. Ciąg dalszy zabawy trąci nieco tradycją tzw. łańcuszków św. Antoniego, a mianowicie: wytypuj dziesięć następnych osób i zaproś do zabawy.Z reguły podchodzę trochę nieufnie do tego typu rzeczy, ale postanowiłam (z opóźnieniem) o tym napisać i zaraz wytłumaczę, dlaczego.&lt;br /&gt;Przede wszystkim, Aniu, dziękuję za wyróżnienie! Ja sama czytam z przyjemnością wszystkie świetne blogi, które mam na zakładce z boku (część z nich, niestety, przestała być aktywna). Zaglądam też nieraz do fantastycznego miejsca, &lt;a href="http://placidasignora.com/"&gt;bloga&lt;/a&gt; pisanego przez włoską autorkę licznych książek i publikacji, Miti Vigliero. To mój niedościgły wzór, tak przy okazji, zwłaszcza niektóre posty na temat języka, powiedzonek, lektur, zwyczajów są fascynujące. Jest to blog pisany wyłącznie w języku Dantego, ale jeśli ktoś zna włoski, to bardzo polecam.&lt;br /&gt;A teraz &lt;span style="font-style:italic;"&gt;ad rem&lt;/span&gt; : Ostatnio sporo myślałam sobie o tym, jak ważne jest wiedzieć, co się naprawdę lubi. Zauważyłam, że wielu ludzi nawet nie dociera do tej części siebie, gdzie ukryte są prawdziwe i szczere upodobania. Przytłaczają ich obowiązki i powinności, często też nie do końca świadomie przyjmują cudze gusty i styl życia w obawie, by nie być odrzuconym czy uznanym za człowieka dziwnego. Dotyczy to nie tylko nastolatków, za wszelką cenę próbujących upodobnić się do grup rówieśniczych, ale także dorosłych ludzi. Spróbujcie być "innym" w korporacji! To naprawdę trudne, zwłaszcza, gdy się nie jest pewną siebie i swoich granic. Tymczasem kluczem, by odnaleźć się w tłumie, pierwszym krokiem, by poznać siebie, było dla mnie właśnie odkrycie, że są rzeczy, które lubię tylko ja. To jak odcisk palców, niepowtarzalna wizytówka i uposażenie, uśmiech mój do świata i świata do mnie. Bo przecież za tym, co mnie porusza i pociąga mogą się kryć zdolności i talenty, los i powołanie, jednym słowem. Zatrzymać się nad tym, przyjrzeć się temu, co mnie cieszy - to wielka sprawa i zadanie na każdy dzień.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A co lubię? &lt;br /&gt;1. Podróżować. Nie muszę daleko, chodzi mi o ten stan, kiedy jestem w ruchu, a wszystko w środku we mnie się uspokaja i wycisza&lt;br /&gt;2. Rozmowy z przyjaciółką długie i szczere, do późna w nocy (kiedy to ostatni raz było? Dawno, niestety)&lt;br /&gt;3. Patrzeć na jadące pociągi, zwłaszcza gdzieś daleko od miasta. Kocham małe stacje, wzruszają mnie tory wśród lasów i pól,lubię nawet zapach podkładów kolejowych. :-) &lt;br /&gt;4. Czytać. Bez tego trudno mi przeżyć dzień. &lt;br /&gt;5. Patrzeć na Tomka i dziewczynki, kiedy się cieszą czy bawią. Zwłaszcza widok uśmiechniętego, rozluźnionego męża jest wspaniały.&lt;br /&gt;6. Uczyć się języków obcych, mówić w nich płynnie i bez kłopotów (ach, to wciąż w sferze marzeń), uczyć innych...&lt;br /&gt;7. Odpuścić sobie czasem wszystko, pójść na wagary&lt;br /&gt;8. Patrzeć na gwiazdy i nagle zdać sobie sprawę, że jestem bardzo mała, a wszechświat wielki i nieskończony; poczuć wtedy taką dogłębną i przejmującą samotność - myślę, że taką, jak w chwili śmierci można czuć - i wtedy szukać obecności Boga &lt;br /&gt;9. Słuchać muzyki samotnie, grać czasem w samotności, czasem z kimś.&lt;br /&gt;10. Chodzić do kawiarni&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;... i jeszcze trochę by się zebrało tych rzeczy.&lt;br /&gt;Może Anulka,Karina i Kinga będą miały ochotę pociągnąć temat?&lt;br /&gt;(napiszę Wam zasady w komentarzu)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-7050451875013592709?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/7050451875013592709/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/10/kolejna-sobota-kiedy-probujemy-nic-nie.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/7050451875013592709'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/7050451875013592709'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/10/kolejna-sobota-kiedy-probujemy-nic-nie.html' title='Kolejna sobota, kiedy próbujemy nic nie robić :-)'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-9153869540413343382</id><published>2010-09-20T00:08:00.000-07:00</published><updated>2010-09-22T10:39:07.041-07:00</updated><title type='text'>bez tytułu</title><content type='html'>Wróciliśmy wczoraj (już nie wczoraj, znowu czas ucieka!)późno z małej wyprawy na południe Polski, gdzie spotykaliśmy się z dawno (albo nigdy) nie widzianą dalszą rodziną Tomka. Ja dojechałam do nich w sobotę, ominęła mnie zatem część wizyt, ale i tak było intensywnie. Twarze, domy, rozmowy, krajobrazy - co chwila coś innego. I, jak bywa przy takich okazjach, jedzenie. Wiadomo, czym jest taka rodzinna gościnność.&lt;br /&gt;Ze zdumieniem odkryłam, jak wielką rodzinę ma Tomek, jest wreszcie jakaś równowaga, jakaś przeciw-waga nawet do mojej wybujałej i rozrosłej familii. Czuję, że to jest w jakiś sposób bardzo istotne móc poznać dalszych krewnych, jakoś sytuuje to człowieka w szerszym kontekście, ubogaca, mimo, że przecież rozmowy, jakie można prowadzić z widzianymi pierwszy raz prawie obcymi ludźmi są nieraz czysto konwencjonalne (i bywa, że takie już pozostają). &lt;br /&gt;Dzieci nasze trochę w tym zamieszaniu się gubiły, a Hania powiedziała nawet w pewnej chwili:&lt;br /&gt;"Babciu, obiecałaś, że to już będzie ostatnia ciocia!!!"&lt;br /&gt;na szczęście, nie przy gospodarzach.&lt;br /&gt;Po powrocie dzieci padły za zmęczenia, a dzisiaj rano Hania poprosiła mnie, czy nie możemy sobie zrobić w następną sobotę takiego dnia, że zostaniemy w domu i wreszcie NIGDZIE NIE POJEDZIEMY I NIE PÓJDZIEMY? Jasne, powiedziałam, a co chciałabyś robić wtedy, córeczko? No, nic, powiedziała najpierw. A potem wymyśliła cały szereg takich zwykłych rzeczy - rysowanie, malowanie, lepienie, czytanie, zabawy z siostrami. A ja pomyślałam sobie, że to całkiem niegłupi pomysł i też bym chciała w następną sobotę po prostu nic nie robić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Więc już tylko wirtualny skok do Norwegii - opowieść skończyłam na wizycie u Michaela i Liv. Po całkiem miłym wieczorze z gospodarzami na tarasie, przy różanej poświacie zachodzącego słońca (na co zwróciła uwagę Aneta), nastąpił całkiem nieprzewidziany, dramatyczny zwrot akcji. Michael choruje ciężko na cukrzycę, gdy pojawiliśmy się u nich, miał powikłania i stan zapalny w stopie. Wyglądało to nieciekawie, a facet, co było widać, męczył się bardzo, najprostsze czynności sprawiały, że był wyczerpany. Mimo to z uśmiechem rozmawiał, bawił się z naszymi dziećmi, a nawet wybrał się z nami na nocną przejażdżkę samochodem po okolicy (to właśnie wtedy obejrzałam te bajecznie oświetlone domki, z lampeczkami w oknach). Rano, niestety, już go nie zobaczyliśmy. Zabrało go nocą pogotowie, gdyż stan zakażonej stopy był bardzo poważny. Jeszcze tego samego dnia został operowany i pozbawiony przez amputację jednego z palców u nogi. Jak potem po powrocie do domu z humorem zauważył, jest całkiem unikalnym facetem z trzema nerkami (jedną ma przeszczepioną od syna) i dziewięcioma palcami u nóg. &lt;br /&gt;Tak więc dzień upłynął nam nieco smutnie, w oczekiwaniu wiadomości ze szpitala w Lillehammer. W dodatku pogoda załamała się gwałtownie i mieliśmy niżową aurę z deszczem aż do wieczora (był to, nawiasem mówiąc, najgorszy pogodowo dzień podczas całej wyprawy). Siedzieliśmy więc sobie sami w domku, co nie było nawet takie złe po poprzedniej intensywności podróży. Deszcz padał, czytaliśmy, coś tam pichciliśmy w kuchni. Przygotowaliśmy też obiad dla Liv, rozerwanej między szkołę (pierwszy dzień pracy w nowym roku), a szpital, ale, biedna, nawet nie miała chwili, by usiąść tego dnia.  &lt;br /&gt;W okolicy nie było specjalnie nic spektakularnego do zwiedzania, żałowałam tylko spacerów po wzgórzach, na które sobie już zrobiłam apetyt podczas różanego wieczoru. W czasie wieczornej wycieczki zwróciłam uwagę na okoliczną ciekawostkę - furtkę do jednego z gospodarstw otaczały znacznych rozmiarów zagięte słupy. I zagadka, z czego są zrobione. Wyglądały na pierwszy rzut oka jakby z kamienia, omszone, szare, lecz okazało się, że są to ... żebra wieloryba! Dom należał do rodziny, która swego czasu trudniła się wielorybnictwem, stąd to oryginalnie zastosowane trofeum. Niestety, nie zdążyłam zrobić zdjęcia. Ciekawe, że w Norwegii do tej pory można polować na walenie. To pozwolenie jest, co prawda, mocno obwarowane rozmaitymi warunkami nałożonymi przez międzynarodowe organizacje ekologiczne. Sami Norwegowie nie mają jednak do tego procederu tak emocjonalnego stosunku, jak reszta świata, niektórzy wyrażali się nawet nieco ironicznie o walecznych ekologach. Cóż, wielorybnictwo mają już pewnie trochę we krwi. A biednych wielorybów szkoda nam było.&lt;br /&gt;W okolicy znajdowała się jeszcze jedna ciekawa pamiątka, tym razem historyczna: słup pielgrzymi, odmierzający drogę do średniowiecznego miejsca chrześcijańskiego kultu w Nidaros (dzisiaj Trondheim). We wspaniałej gotyckiej katedrze, która do dzisiaj zachował średniowieczną nazwę miasta Nidaros, mieści się grób św Olafa, króla panującego w XI wieku, który wprowadził w tym kraju chrześcijaństwo. Miejsce jego pochówku przyciągało od dawna rzesze ludzi, wędrujących setki kilometrów, by pomodlić się albo odpokutować grzechy (jak to było w "Krystynie, córce Lavransa"). Jak wcześniej wspominałam, po wprowadzeniu reformacji ruch pielgrzymi zanikł prawie całkiem, chociaż obecnie, mam wrażenie, przeżywa on swoją druga młodość, co w kraju tak zlaicyzowanym, jak Norwegia, budzi pewne zdumienie. Poznaliśmy jednak podczas naszej podróży kogoś, kto żywo uczestniczy w odkrywaniu starodawnych pielgrzymich szlaków i to bynajmniej nie z pobudek historycznych. Są nawet, jak się okazuje, stowarzyszenia i organizacje, które się tym zajmują. Dla naszej znajomej - agnostyczki - taka pielgrzymka jest podróżą ku poznaniu siebie samej, przekroczeniu siebie i wyjściu na przeciw Temu, co nieznane. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TJcTBgUNUeI/AAAAAAAAAOw/By7XPPtrqqs/s1600/IMG_6740.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 267px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TJcTBgUNUeI/AAAAAAAAAOw/By7XPPtrqqs/s400/IMG_6740.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5518900784941322722" /&gt;&lt;/a&gt;    &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A to jeszcze jeden &lt;span style="font-style:italic;"&gt;stavkirke&lt;/span&gt;, jaki widzieliśmy po drodze, w miejscowości Ringebu.Dostępny wewnątrz tylko do zwiedzania:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TJo6Ifi3Z8I/AAAAAAAAAO4/pIc_U-o_e7M/s1600/IMG_6714.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TJo6Ifi3Z8I/AAAAAAAAAO4/pIc_U-o_e7M/s400/IMG_6714.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5519788210877065154" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak oto powoli pożegnaliśmy się z Norwegią. Następnego dnia wyjechaliśmy do Szwecji, o czym, mam nadzieję, uda mi się jeszcze napomknąć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A dzisiaj, we wtorek, wybraliśmy się do sklepu z meblami, by zamówić kanapę. Od pewnego czasu nie mamy sofy, poprzednia dała głowę podczas zeszłorocznego remontu, kiedy położona została piękna dębowa podłoga i wydało nam się nagle, że stary ikeowski rupieć po prostu nie ma racji bytu w naszych nowych przestrzeniach! Rychło okazało się, że to wcale nie tak łatwo jest ot, pójść i kupić następną (która by się, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;nota bene&lt;/span&gt; nie rozsypała po paru latach. Więc nie mieliśmy sofy i nawet udawaliśmy, że się cieszymy odzyskaną przestrzenią i niezagraconym pokojem. Tylko kompletnie nie było miejsca w tym mieszkaniu, by odpocząć. Każdy polował na jedyny nasz fotel, reszta, której się nie powiodło, zadowolić się musiała krzesłami. Twardymi.&lt;br /&gt;... a tymczasem sofa jest mięciutka, Pani w sklepie była niezwykle miła, poczęstowała nas kawą i herbatą, dzieci czekoladkami i puściła nastrojową muzykę. Tomek zauważył, że gdy już wychodziliśmy, zabrzmiała drugi raz piosenka Paolo Conte "Sandwich man", która nam się spodobała przy pierwszym słuchaniu (zostało to zauważone i natychmiast wykorzystane, jak widać). I jak tu nie kupić sofy, trzeba by być twardzielem :-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object style="background-image:url(http://i1.ytimg.com/vi/8X8nmkrvtKU/hqdefault.jpg)"  width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/8X8nmkrvtKU?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/8X8nmkrvtKU?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL" width="425" height="344" allowScriptAccess="never" allowFullScreen="true" wmode="transparent" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-9153869540413343382?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/9153869540413343382/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/09/bez-tytuu.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/9153869540413343382'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/9153869540413343382'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/09/bez-tytuu.html' title='bez tytułu'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TJcTBgUNUeI/AAAAAAAAAOw/By7XPPtrqqs/s72-c/IMG_6740.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-8481108819017396930</id><published>2010-09-10T02:22:00.000-07:00</published><updated>2010-09-14T02:56:03.908-07:00</updated><title type='text'>na chwilkę wpadam...</title><content type='html'>Mam nadzieję, że jeszcze nie znudziły Was norweskie impresje. Jeszcze mam ochotę czasem coś powspominać, by nie uciekło. Tymczasem plan zajęć dzieci trochę się już ustabilizował, chociaż nie koniec ciągłym zmianom i niespodziankom, a opiekunka Zuzia jeszcze na wakacjach. Dzisiaj zostawiłam przeziębioną Janeczkę  domu, zamienimy się z Tomkiem pilnowaniem - on wróci i będzie pracował w domu (fajnie, że czasem tak można), ja pójdę do pracy.  &lt;br /&gt;Nawiasem mówiąc, w pracy mi ostatnio jakoś trudniej było wysiedzieć, co jakiś czas spoglądałam na zegar, ile jeszcze czasu zostało. Kiedy ruch jest niewielki, a dodatkowe zajęcia się akurat skończyły, zawieszam się w bezruchu, coś tam sobie podczytuję, przeglądam, ustawiam i porządkuję, ale senność i odrętwienie dominują. Może minie z czasem, można to w końcu zwalić na jesienną pogodę. Zobaczymy dalej, jak będzie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A to piszę już parę dni później, Tomek też się rozłożył koncertowo, dopiero dzisiaj trochę lepiej. Jesienna pogoda to sprawiła, ani chybi, dodać przeciążenie i nerwy początku roku szkolnego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A wracając do Norwegii....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatni nasz postój wypadł znowu w okolicy jeziora Mjǿsa, niedaleko Gjǿvik. W ten sposób zatoczyliśmy koło, czyli pętelkę. Zatrzymaliśmy się u ludzi, których poznaliśmy już przy okazji pobytu u Siri, na wspólnej kolacji z barankiem, u Liv i Michaela. Bardzo ciekawa para, on jest Żydem z nowojorskiego Bronxu, ona Norweżką. Mieszkają w prześlicznym domku na wzgórzu, Liv pracuje w szkole, a Michael jest psychoterapeutą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TIoBnT9FJHI/AAAAAAAAAOQ/O7Ug8kbcqOY/s1600/IMG_6735.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TIoBnT9FJHI/AAAAAAAAAOQ/O7Ug8kbcqOY/s400/IMG_6735.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5515222468551582834" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TI9GlpokyZI/AAAAAAAAAOo/PVw7VwW2uh8/s1600/IMG_6734.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TI9GlpokyZI/AAAAAAAAAOo/PVw7VwW2uh8/s400/IMG_6734.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5516705681197287826" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziewczynki cudnie bawiły się w ogrodzie. Gospodarze nasi zwykle mieli już odchowane dzieci, ale zawsze znalazły się jakieś stare zabawki, na przykład jak tutaj:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TIoC0T9XSVI/AAAAAAAAAOg/hiBmDvbpOEo/s1600/IMG_6726.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TIoC0T9XSVI/AAAAAAAAAOg/hiBmDvbpOEo/s400/IMG_6726.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5515223791402699090" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczorem na tarasie porozmawialiśmy sobie z nimi, zwłaszcza miło zajmował się nami Michael, opowiadając w bardzo klarownej amerykańskiej angielszczyźnie o ich życiu w Norwegii. Mieszkali już bowiem jako rodzina także w Stanach, w małym miasteczku jak z powieści, gdzie sąsiedzi spędzają razem mnóstwo czasu, wpadają do siebie bez ceregieli, a dzieci wychowują się razem, bawiąc na dworze. W porównaniu z taką idyllą norweskie obyczaje i północna rzeczywistość miejscowości, gdzie obecnie mieszkają, jest diametralnie różna. Norwegowie są mili, bardzo nawet, mówił Michael, ale mają tu swoje odwieczne kółka znajomych, swoje sprawy i nawet po latach trudno naprawdę wejść w ich środowisko.Z sąsiadami przez płot odwiedzili się w domach w ciągu kilkunastu lat zaledwie parę razy! Więc może jeszcze kiedyś wrócą do Ameryki, chociaż wcale nie jest pewne, co tam zastaną. &lt;br /&gt;Tu pomyślałam sobie, że owszem, specyfika miejsca i temperamentu gra dużą rolę przy powstawaniu takich różnic kulturowych, ale nieraz jest to kwestia szczęścia spotkania na swojej drodze wspaniałych ludzi, a to może zdarzyć się wszędzie. Wspominam z nostalgią Rzym, gdzie po kilku tygodniach bywaliśmy już w wielu domach i gdzie zostawiliśmy prawdziwych przyjaciół i fajnych znajomych, ale przecież nie da się tego powiedzieć o wszystkich Polakach, którzy mieszkali we Włoszech, wprost przeciwnie, powiedziałabym. Południowcy, wbrew temu, co się obiegowo sądzi o ich towarzyskich potrzebach, wcale nie są skłonni zapraszać za prędko do domu, o nie! W knajpie czy na mieście chętnie się umówią, ale to trochę inna sprawa, zwłaszcza, gdy są już w domu dzieci i nie da się biegać wieczorami po świecie, zaniedbując obrządek :-)&lt;br /&gt;  O Stanach też słyszałam mieszane opinie dotyczące ludzkich relacji, to chyba tak ogromny i zróżnicowany kraj, że nie da się generalizować. Ciekawa jestem opinii Ani J. na ten temat!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(i tu na razie Was zostawię, bo pędzę dalej)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-8481108819017396930?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/8481108819017396930/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/09/na-chwilke-wpadam.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/8481108819017396930'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/8481108819017396930'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/09/na-chwilke-wpadam.html' title='na chwilkę wpadam...'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TIoBnT9FJHI/AAAAAAAAAOQ/O7Ug8kbcqOY/s72-c/IMG_6735.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-1625081581604296349</id><published>2010-09-02T23:56:00.000-07:00</published><updated>2010-09-03T01:45:58.737-07:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TIC0eAk1JOI/AAAAAAAAAOI/mgD_AQSpspA/s1600/IMG_6653.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TIC0eAk1JOI/AAAAAAAAAOI/mgD_AQSpspA/s400/IMG_6653.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5512604371545040098" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak mi się ostatnio miło pisało tego bloga podróżniczego, że chyba jeszcze pociągnę dalej opowieść, zwłaszcza, że listopadowa pogoda w ostatnich dniach wraz z początkiem szkoły burzliwie przestawiły mnie na nowe-stare tory. Szkoła, logistyka odprowadzania dzieci, ranne wstawanie. Do tego wiele smutnych spraw, o których nie mogę publicznie pisać. Norwegia jest teraz pięknym pocieszeniem i wsparciem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka osób mnie pytało, czy mogłabym tam mieszkać, czy to jest w ogóle kraj do życia? Latem jest pięknie, śliczne światło, cała gama zieloności i błękitów. Trudniejsza zapewne sprawa zimą, kiedy zimno i ciemno przez długi czas. Czy da się do tego przyzwyczaić? Myśląc nad odpowiedzią, przypomniałam sobie, co myślałam o Polsce, spędzając dwie w życiu zimy na południu, we Włoszech. Patrzyłam na zieleń, która jest tam przez cały rok (a zimą jeszcze obfitsza dzięki deszczom), na błękit nad głową przez kilka razy w tygodniu co najmniej, do tego kolorowe domy, kwiaty na balkonach, pomarańcze na drzewach. I przypominałam sobie szary sufit chmur przez wiele miesięcy zimowych w Polsce, łyse drzewa i trawniki, szare bloki. Jak to można wytrzymać, pojawiało się pytanie.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bałabym się chyba tych ciemności i zimna przez ponad pół roku.&lt;br /&gt;Najgorzej jest w listopadzie, powiedzieli nam nasi znajomi, kiedy jeszcze nie ma śniegu, a już jest bardzo zimno, deszczowo i ciemno. Kiedy spadnie śnieg (a spada zawsze), robi się pięknie - jasno, czarodziejsko. Docenia się wtedy uroki domu, wszędzie, gdzie byliśmy, widziałam piece i kominki, przy których mieszkańcy Północy grzeją dusze. Przytulność jest niezwykle ważnym elementem w niegościnnej rzeczywistości skandynawskiej zimy, stąd te miłe, urocze wnętrza, miękkie sofy, dywaniki, świece. Zauważyłam, że często w oknach powieszone są małe lampki - blisko, przy samej szybie. Wieczorem wygląda to przepięknie, magicznie wprost - drewniane domki ze świecącymi z daleka oknami, oświetlone do tego lampionami w ogrodach. To pewnie stary zwyczaj z czasów, gdy nie było elektrycznego oświetlenia na ulicach - wieszało się w oknie światło, by nie zabłądzić. Zauważyłam też, że nikt tam na świetle nie oszczędza, nawet w lecie. W domach zapalano nam lampki na schodach do sypialni, które świeciły przez całą dobę; kiedy odruchowo wyłączyłam je rano, ktoś &lt;br /&gt;zapalał znowu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TICsV3akjWI/AAAAAAAAANI/WRjz2U9uPC4/s1600/IMG_6283.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 267px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TICsV3akjWI/AAAAAAAAANI/WRjz2U9uPC4/s400/IMG_6283.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5512595435554114914" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Anne, u której zatrzymaliśmy się ostatnio, przyznała, że przez całe lato ładuje akumulatory na zimę - przyjmuje mnóstwo gości, spotyka się z przyjaciółmi, podróżuje. Potem zimą zostaje już nieraz tylko praca, a potem kominek, książki i laptop. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Zimą to my tak po prostu siedzimy i patrzymy w ogień&lt;/span&gt;, powiedzieli nam znajomi Szwedzi. Miałam nieraz wrażenie, że ludzie, których spotykaliśmy, to trochę desperaci, poszukujący przyjaciół i ciepła ludzkiego, co sami, zresztą, przyznawali. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Koppang i gościnny dom Anny opuściliśmy po dwóch dniach, pogoda była cudowna. Wyruszyliśmy w góry, donajstarszego parku narodowego Norwegii - Rondane. Niektóre szczyty mają powyżej 2000 mnpm. I z miejsca zakochaliśmy się w tych górach, przestrzeni, kolorach. Świetne góry do chodzenia, mam nadzieję, że jeszcze tam wrócimy.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TICwJQNOt_I/AAAAAAAAANQ/A0mBl2yrRPM/s1600/IMG_6670.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TICwJQNOt_I/AAAAAAAAANQ/A0mBl2yrRPM/s400/IMG_6670.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5512599616917256178" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TICwmVuQinI/AAAAAAAAANY/tp8z93yUs3E/s1600/IMG_6660.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TICwmVuQinI/AAAAAAAAANY/tp8z93yUs3E/s400/IMG_6660.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5512600116614171250" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TICw6koIJvI/AAAAAAAAANg/pHlPTFuYgtQ/s1600/IMG_6693.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TICw6koIJvI/AAAAAAAAANg/pHlPTFuYgtQ/s400/IMG_6693.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5512600464212371186" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TICxO_qjzrI/AAAAAAAAANo/UZCo4R6PrqA/s1600/IMG_6674.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 267px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TICxO_qjzrI/AAAAAAAAANo/UZCo4R6PrqA/s400/IMG_6674.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5512600815067713202" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TICxlo_jCHI/AAAAAAAAANw/zioykO5uKWI/s1600/IMG_6669.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TICxlo_jCHI/AAAAAAAAANw/zioykO5uKWI/s400/IMG_6669.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5512601204118718578" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TICyOKUvpRI/AAAAAAAAAN4/ccPH3du7IwQ/s1600/IMG_6618.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TICyOKUvpRI/AAAAAAAAAN4/ccPH3du7IwQ/s400/IMG_6618.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5512601900260762898" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TICyZZlP2eI/AAAAAAAAAOA/ZlT7wnxK1A0/s1600/IMG_6709.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TICyZZlP2eI/AAAAAAAAAOA/ZlT7wnxK1A0/s400/IMG_6709.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5512602093335075298" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciekawa rzecz z drzewami, zauważyliśmy zupełny brak jodły, świerka i kosodrzewiny, za to znowu sporo skarłowaciałych brzóz. Na ziemi chrobotek reniferowy, nadający górom charakterystyczną barwę. W Rondane jest sporo dzikich reniferów, niestety, nie widzieliśmy ani jednego. Oprócz chrobotka zobaczyłam kobierce brzozy karłowatej i dzikie maki w różnych kolorach: czerwone, białe i żółte. Ciekawe, u nas maki dawno przekwitły, na północy wegetacja przebiega zupełnie inaczej. W sierpniu był sezon na czereśnie! Przez cały też czas mieliśmy pod dostatkiem malin i jagód, ku ogromnej radości dzieci.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-1625081581604296349?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/1625081581604296349/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/09/tak-mi-sie-ostatnio-mio-pisao-tego.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/1625081581604296349'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/1625081581604296349'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/09/tak-mi-sie-ostatnio-mio-pisao-tego.html' title=''/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TIC0eAk1JOI/AAAAAAAAAOI/mgD_AQSpspA/s72-c/IMG_6653.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-2071622568252001216</id><published>2010-08-28T03:49:00.000-07:00</published><updated>2010-08-28T05:02:49.403-07:00</updated><title type='text'>opowieści przerywanej dalszy ciąg</title><content type='html'>Następnego ranka powitała nas mgła i nawet przez chwilę pokropił deszczyk, zmuszając nas do szybkiego zwinięcia namiotu i skończenia śniadania. Krajobraz wyglądał zupełnie inaczej:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THjqWqb4EEI/AAAAAAAAALk/Ia8B-uJUjV0/s1600/IMG_6557.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THjqWqb4EEI/AAAAAAAAALk/Ia8B-uJUjV0/s400/IMG_6557.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5510411819157033026" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pojechaliśmy dalej, niepewni pogody i widoków, na szczęście przestało padać, a wjeżdżając prawie 1000 metrów na górę, przebiliśmy się przez warstwę mgieł i chmur. Znaleźliśmy się w parku narodowym, położonym na płaskowyżu wśród całkiem sporych szczytów, gdzie mieści się największy w Europie lodowiec - Jostedalsbreen. Co ciekawe, nie pochodzi on ponoć z czasów epoki lodowcowej - jakieś 5-8 tysięcy lat temu całkowicie stopniał, po czym utworzył się na nowo, osiągając apogeum w czasie tzw. małej epoki lodowcowej w Europie (XVII - XVIII wiek), kiedy to posuwające się jęzory lodowca zniszczyły położone w dolinach wioski. Co ciekawe, mimo ocieplenia klimatu, jęzory lodowcowe posuwają się systematycznie naprzód, a związane jest to z masą opadłego śniegu w ostatnim czasie.&lt;br /&gt;Zadziwiające jest, jak daleko można tam dotrzeć samochodem. Trochę tak, jakby u nas wjechać do Doliny Pięciu Stawów! Przy czym to, co widzieliśmy, jest zapewne zaledwie przedsionkiem  parku narodowego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THjtGAv0LcI/AAAAAAAAALs/ByZst8qoXSE/s1600/IMG_6566.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THjtGAv0LcI/AAAAAAAAALs/ByZst8qoXSE/s400/IMG_6566.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5510414831623351746" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(tunel przez góry)  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THjzDbJYfaI/AAAAAAAAAL0/rUTFIh1yR1I/s1600/IMG_6573.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THjzDbJYfaI/AAAAAAAAAL0/rUTFIh1yR1I/s400/IMG_6573.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5510421384240070050" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(samotna chatka)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THjzUNYwe6I/AAAAAAAAAL8/rzq1gPmg0v4/s1600/IMG_6571.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THjzUNYwe6I/AAAAAAAAAL8/rzq1gPmg0v4/s400/IMG_6571.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5510421672604236706" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(taniec mgieł na jeziorze)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THjzzEzzK4I/AAAAAAAAAME/5CmA6dCrb0k/s1600/IMG_6583.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THjzzEzzK4I/AAAAAAAAAME/5CmA6dCrb0k/s400/IMG_6583.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5510422202877684610" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THj0Ko1iGiI/AAAAAAAAAMM/zoSumikODf0/s1600/IMG_6585.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THj0Ko1iGiI/AAAAAAAAAMM/zoSumikODf0/s400/IMG_6585.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5510422607685622306" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(fragment lodowca)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THj0gq11lsI/AAAAAAAAAMU/xIzqLkfe2y8/s1600/IMG_6581.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THj0gq11lsI/AAAAAAAAAMU/xIzqLkfe2y8/s400/IMG_6581.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5510422986180892354" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THj0ujPW40I/AAAAAAAAAMc/pnCiO0MD74U/s1600/IMG_6590.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THj0ujPW40I/AAAAAAAAAMc/pnCiO0MD74U/s400/IMG_6590.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5510423224658617154" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;("wełniane" kwiaty)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zatrzymać się, obejrzeć sobie dokładnie widoki, pozbierać kamieni i zrobić zdjęcia - to można było wykonać tylko w niektórych miejscach, na specjalnych poszerzanych poboczach albo na drogach prowadzących w doliny. Poza tym obowiązywał bezwzględny zakaz zatrzymywania, trasa była dosyć niebezpieczna, bardzo stroma i pełna serpentyn. Pojechaliśmy nią dalej aż do miejsca, z którego było widać  fiord Geirangen.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THj2cqyM3kI/AAAAAAAAAMk/qu-kMBwsi1E/s1600/IMG_6575.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THj2cqyM3kI/AAAAAAAAAMk/qu-kMBwsi1E/s400/IMG_6575.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5510425116469419586" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak widzicie, mgła, ale było co oglądać. Mimo to z pewnym niedosytem zjechaliśmy z płaskowyżu i pomknęliśmy na wschód. Celem naszym było miasteczko Koppang. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;just a place in No-where&lt;/span&gt;, jak je nam określiła nasza następna gospodyni, Anne Grete. W rzeczywistości Koppang nie zasługuje na nazwę miasteczka, to taka sobie porządna wieś, jak na nasze polskie wyobrażenie, tyle, że z urzędem miasta i fantastyczną biblioteką, której Anne jest kierowniczką. Ha! Byłam bardzo szczęśliwa, mogąc spotkać gdzieś tam w świecie siostrę - bibliotekarkę.&lt;br /&gt;Zatrzymaliśmy się tam na trochę i tego właśnie było nam trzeba: chwilowego bezruchu, posiedzenia w domu, gotowania, gadania. Dzieci, zwłaszcza, z przyjemnością bawiły się w ogromnym ogrodzie, a potem w domu klockami lego, gdy pogoda się popsuła. Anne okazała się być fantastyczną osobą, jej dom zaś - bardzo przytulny, zresztą, zobaczcie:&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THj4Xuu5JBI/AAAAAAAAAMs/84OOPcEd4Is/s1600/IMG_6635.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THj4Xuu5JBI/AAAAAAAAAMs/84OOPcEd4Is/s400/IMG_6635.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5510427230653195282" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THj4lBTPq6I/AAAAAAAAAM0/DjTDFkgqhE4/s1600/IMG_6633.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THj4lBTPq6I/AAAAAAAAAM0/DjTDFkgqhE4/s400/IMG_6633.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5510427458975804322" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szczególnie miło wspominam dzisiaj chwilę, gdy obie stanęłyśmy przy regale pełnym książek w jej domu. Z radością i wzruszeniem rozpoznałam wiele z moich ulubionych, zaczęłyśmy o nich rozmawiać i okazało się, jak wiele nas łączy! Sympatyczna też była wizyta w bibliotece, bardzo ładnie urządzonej. Ile tam miejsca, jaka miła przestrzeń!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THj5g_26kkI/AAAAAAAAAM8/FcAPecn3P0w/s1600/IMG_6641.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THj5g_26kkI/AAAAAAAAAM8/FcAPecn3P0w/s400/IMG_6641.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5510428489380696642" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przypomniała mi się wtedy moja nieszczęsna placówka, gdzie nie ma już miejsca na nic - taki zatłoczony magazyn, po prostu. Pomyślałam sobie, że przestrzeń w bibliotece potrzebna jest nie tylko po to, by zmieścić książki (to jest minimum), ale by nadać im rangę, na jaką zasługują. Przestrzeń kryje w sobie możliwości i to powinien być przekaz każdej biblioteki. Jaki komunikat - podświadomie - odbierają czytelnicy, wchodząc do naszej zatłoczonej nieludzko klitki?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-2071622568252001216?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/2071622568252001216/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/08/opowiesci-przerywanej-dalszy-ciag.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/2071622568252001216'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/2071622568252001216'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/08/opowiesci-przerywanej-dalszy-ciag.html' title='opowieści przerywanej dalszy ciąg'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THjqWqb4EEI/AAAAAAAAALk/Ia8B-uJUjV0/s72-c/IMG_6557.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-2243174698026393113</id><published>2010-08-23T23:39:00.000-07:00</published><updated>2010-08-24T00:58:16.723-07:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THN7iUdWy0I/AAAAAAAAALc/Kx719scoyxo/s1600/IMG_6411.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THN7iUdWy0I/AAAAAAAAALc/Kx719scoyxo/s400/IMG_6411.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508882598741855042" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nad ranem spakowaliśmy się i ruszyliśmy na zachód, w stronę fiordów. Początkowo, planując podróż, mieliśmy zamiar bardziej spenetrować tę okolicę, zabrakło jednak gospodarzy, którzy akurat w tym czasie mogliby przyjąć aż pięć osób (tu dodam, ze dzięki organizacji Servas, do której należymy, nocowaliśmy w Skandynawii zawsze za darmo). Stwierdziłam jednak, że dokładniejsze przyjrzenie się środkowej części kraju i mało uczęszczanym ścieżkom daje obraz równie ciekawy, co standardowe turystyczne widoki. A kto wie, czy nie ciekawszy. Jednak fiordy chcieliśmy chociaż trochę zobaczyć. Jak mówi mój mąż, nie jest to takie trudne, gdy Sognefiorden, najdłuższy ze wszystkich, wcina się na długość 200 km w ląd, tnąc niemal Norwegię w poprzek. Trudno go ominąć. Na pierwszy rzut oka przypomina trochę zwykłe jeziora wśród gór, ale wyraźnie czuć już słonawy zapach morza!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THNtBKRjt5I/AAAAAAAAAKE/-M2g3hHXHBQ/s1600/IMG_6500.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THNtBKRjt5I/AAAAAAAAAKE/-M2g3hHXHBQ/s400/IMG_6500.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508866635909543826" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedną z ciekawych rzeczy, jakie można spotkać właśnie w środkowej Norwegii, są tzw. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;stavkirke&lt;/span&gt;, drewniane kościółki, pochodzące najczęściej z okresu wczesnego średniowiecza, z czasów przedreformacyjnych. To jedyne zabytki w pełnym tego słowa znaczeniu, na jakie trafiliśmy, ale za to unikalnej klasy. Przykład takiej architektury mamy i w Polsce, jest to Wang w Karpaczu, przewieziony z Norwegii jeszcze przez Niemców. Byliśmy w miejscowości Vang, z której go wywieziono - piękne miejsce. Stoi tam teraz zwykły, biały drewniany kościółek, jest też tabliczka informująca, że stary zabytek jest w Polsce... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THNu2dyBJtI/AAAAAAAAAKM/Hb21JTv4miA/s1600/IMG_6414.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THNu2dyBJtI/AAAAAAAAAKM/Hb21JTv4miA/s400/IMG_6414.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508868651190658770" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(Vang, nowy kościół)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THNvMMcfB9I/AAAAAAAAAKU/ESBcjzs2FP8/s1600/IMG_6413.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THNvMMcfB9I/AAAAAAAAAKU/ESBcjzs2FP8/s400/IMG_6413.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508869024494061522" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(Vang, okolice)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THNxkzbNyDI/AAAAAAAAAKs/3PnegNMXDz0/s1600/IMG_6417.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 267px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THNxkzbNyDI/AAAAAAAAAKs/3PnegNMXDz0/s400/IMG_6417.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508871646297835570" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(kamień runiczny, Vang)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Całkiem blisko zaś znaleźliśmy prawdziwe cudeńko, chyba najstarszy ze stavkirke w Norwegii, kościół z XII wieku w miejscowości Ǿye:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THNv3SygAFI/AAAAAAAAAKc/eb4DNl_Qx3U/s1600/IMG_6423.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THNv3SygAFI/AAAAAAAAAKc/eb4DNl_Qx3U/s400/IMG_6423.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508869764931387474" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THNxFcEUpaI/AAAAAAAAAKk/80rn4c7ko6w/s1600/IMG_6425.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 267px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THNxFcEUpaI/AAAAAAAAAKk/80rn4c7ko6w/s400/IMG_6425.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508871107451856290" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;  &lt;br /&gt;Tego samego dnia dojechaliśmy do Borgund, gdzie znajduje się inny kościół, chyba najbardziej typowy dla stavkirke.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THNzkKTD1CI/AAAAAAAAAK0/QhUUW2bol5E/s1600/IMG_6452.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THNzkKTD1CI/AAAAAAAAAK0/QhUUW2bol5E/s400/IMG_6452.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508873834281030690" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wewnątrz wydaje się być bardzo mały, nie ma prawie okien, pachnie oszałamiająco starym drewnem, taki jakby cedrowy zapach, chociaż, rzecz jasna, jako budulec posłużyło lokalne drzewo. Dachy wieńczą smoki, bardzo podobne, jak ktoś potem zauważył, do wietnamskich motywów zdobniczych (jaki ten świat mały i wielki zarazem!). Symbolika smoków, jakie można spotkać na starych koścołach w Norwegii nie została nigdy jednoznacznie wyjaśniona. Nie wiadomo, czy miały mieć funkcje obronne (w topice chrześcijańskiej to raczej przed smokami trzeba się bronić - patrz święty Jerzy, Michał Archanioł, itd). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THN0LfD4IZI/AAAAAAAAAK8/bp-w3M8sOms/s1600/IMG_6456.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 267px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THN0LfD4IZI/AAAAAAAAAK8/bp-w3M8sOms/s400/IMG_6456.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508874509869392274" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tu trzeba dodać jeszcze, że wszystkie &lt;span style="font-style:italic;"&gt;stavkirke&lt;/span&gt;, które oglądaliśmy po drodze, służą dzisiaj jako obiekty muzealne. Skandynawowie, z którymi rozmawialiśmy, sami określają się jako &lt;span style="font-style:italic;"&gt;niezbyt religijni&lt;/span&gt;, co oznacza, że w kościele pojawiają się rzadko albo wcale. O swojej wierze -czy też niewierze - nie mówią, to prywatna sprawa. Nie mogliśmy oprzeć się wrażeniu, że reformacja na tym terenie ma w miała spory udział w wytworzeniu takiej kultury. Zupełnie inaczej tętniło tu życie religijne w średniowieczu, w okresie pielgrzymek do Nidaros (dzisiejszy Trondheim), do grobu św. Olafa, w czasach "Krystyny, córki Lavransa".  &lt;br /&gt;(tu przypomina mi się znowu Tom Hodgkinson i jego "Jak być wolnym", gdzie pisze o "starej , wesołej Anglii" czasów przed reformacją, naprawdę, polecam, przeczytajcie!)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na nocleg dotarliśmy tego dnia w okolice Nordfiordu, nad jezioro Stryn. Nazwa jeziora pobudziła naszą ciekawość etymologiczną. Dowiedzieliśmy się mianowicie przy okazji ukraińskiego pobytu w Stryju, że źródłosłów nazwy miasta pochodzi od praindoeuropejskiego rdzenia "str", oznaczającego wodę, rzekę. Stąd nazwa rzeki Stryj (od której wzięło nazwę miasto), nasz "strumień", "struga", niemiecki "Strom", angielski "stream"...&lt;br /&gt;Miejsce na nocleg było takie, że lepszego nawet w bajce bym nie mogła się spodziewać. Nad rozległym, górskim jeziorem, z widokiem na lodowiec, obok strumień, brzozy, zielona, aksamitna trawa, nawet kamień w kształcie leżaka nad wodą! I byliśmy kompletnie sami, nie licząc milczącego towarzystwa licznych ryb w jeziorze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THN6E8cLIeI/AAAAAAAAALE/kDNW1y3p0Lg/s1600/IMG_6543.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THN6E8cLIeI/AAAAAAAAALE/kDNW1y3p0Lg/s400/IMG_6543.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508880994566611426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(tu rozbiliśmy namiot)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THN6rFDdcZI/AAAAAAAAALM/kG6NsY8COHw/s1600/IMG_6554.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THN6rFDdcZI/AAAAAAAAALM/kG6NsY8COHw/s400/IMG_6554.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508881649713901970" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(kamienny leżak)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THN7AuNJr1I/AAAAAAAAALU/H-R-r53jJOI/s1600/IMG_6541.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THN7AuNJr1I/AAAAAAAAALU/H-R-r53jJOI/s400/IMG_6541.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508882021537656658" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(Zdjęcia można obejrzeć w większym formacie, gdy się na nie kliknie)&lt;br /&gt;c.d.n.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-2243174698026393113?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/2243174698026393113/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/08/zdjecia-mozna-obejrzec-w-wiekszym.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/2243174698026393113'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/2243174698026393113'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/08/zdjecia-mozna-obejrzec-w-wiekszym.html' title=''/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THN7iUdWy0I/AAAAAAAAALc/Kx719scoyxo/s72-c/IMG_6411.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-7181041710432794681</id><published>2010-08-22T11:47:00.000-07:00</published><updated>2010-08-22T12:45:33.012-07:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THF9HhrYp6I/AAAAAAAAAJ0/TGezqa0HcE0/s1600/IMG_6255.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THF9HhrYp6I/AAAAAAAAAJ0/TGezqa0HcE0/s400/IMG_6255.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508321387503724450" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Następnego dnia opuściliśmy gościnną okolicę nad jeziorem. Pogoda była już bardziej krzepiąca, chociaż rześka. W sumie podczas całego pobytu ani razu nie zmarzliśmy, nie dokuczał też upał (co ważne, gdy się jedzie tyle samochodem), chociaż bywało całkiem ciepło. Doskonałe warunki na wędrowanie!&lt;br /&gt;Celem naszym było znowu Fagernes, lecz trasę wybraliśmy zdecydowanie okrężną. Najpierw Bjǿrnsenvegen, malowniczą drogą wijącą się doliną wśród gór, zawijającą przez przełęcze. Na jednej z nich zjedliśmy obiad. I dalej w górę, w dół, mijając po drodze takie widoczki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THFy-RiYl1I/AAAAAAAAAIs/_qXDQXssv8w/s1600/IMG_6302.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THFy-RiYl1I/AAAAAAAAAIs/_qXDQXssv8w/s400/IMG_6302.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508310233435903826" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THFzM4XXNjI/AAAAAAAAAI0/j19PxaGHx1c/s1600/IMG_6309.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THFzM4XXNjI/AAAAAAAAAI0/j19PxaGHx1c/s400/IMG_6309.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508310484376827442" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;i spływające majestatycznie z gór wielkie wodospady:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THFzgrzgKJI/AAAAAAAAAI8/iuuuLUYgWEM/s1600/IMG_6282.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 267px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THFzgrzgKJI/AAAAAAAAAI8/iuuuLUYgWEM/s400/IMG_6282.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508310824602577042" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dojechaliśmy tak do innej, niezwykłej drogi - Jotunheimenvegen, położonej na wysokości 1100 m szutrówki, z której można podziwiać niespotykane widoki. Odcinek przez góry jest płatny, w środku lasu stoi szlaban oraz automat, gdzie za pomocą karty kredytowej (tak, tak) można sobie opłacić wjazd... Ale warto, naprawdę. Zwłaszcza, że wrażenie głuszy, samotności i niesamowitości, na chwilę tylko zakłócone powiewem techniki, powraca z ogromną intensywnością. Jak tam pusto!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THF03aAc5EI/AAAAAAAAAJE/KXPf2EJIpI8/s1600/IMG_6339.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THF03aAc5EI/AAAAAAAAAJE/KXPf2EJIpI8/s400/IMG_6339.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508312314473669698" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THF1InGRNYI/AAAAAAAAAJM/Jl4XlVcwA60/s1600/IMG_6351.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THF1InGRNYI/AAAAAAAAAJM/Jl4XlVcwA60/s400/IMG_6351.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508312610045506946" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THF1ewXDltI/AAAAAAAAAJU/ZHC4ARUmD9o/s1600/IMG_6342.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THF1ewXDltI/AAAAAAAAAJU/ZHC4ARUmD9o/s400/IMG_6342.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508312990488958674" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THF1w8IVQOI/AAAAAAAAAJc/MPph-Rlum2o/s1600/IMG_6347.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THF1w8IVQOI/AAAAAAAAAJc/MPph-Rlum2o/s400/IMG_6347.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508313302886072546" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THF2KYiOJnI/AAAAAAAAAJk/RRn5aNyXJTM/s1600/IMG_6354.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THF2KYiOJnI/AAAAAAAAAJk/RRn5aNyXJTM/s400/IMG_6354.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508313740007581298" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do Fagernes dotarliśmy pod wieczór, stawiając się punktualnie na spotkanie z Bente, która miała być naszym kolejnym gospodarzem. Przed wyjazdem, gdy zasięgałam opinii i rad osób mających doświadczenie podróżowania po Skandynawii, słyszałam, jak ważne jest tam pilnowanie czasu i nie spóźnianie się. Nie ma się nawet za bardzo czym tłumaczyć - zazwyczaj dobre drogi, żadnych korków. Więc przyjechaliśmy równo o siedemnastej, ale... Bente nie było w domu. Czekaliśmy więc na podwórku, wysyłając sms-y i próbując dzwonić, ale telefon nie odpowiadał. Dziwne! Po półtorej godzinie Tomkowi puściły nerwy i zdecydowaliśmy się rozbić na pobliskim campingu nad jeziorem. Dzieciaki były zachwycone! Mieliśmy na tę okazję namioty, śpiwory, poszło więc szybko, a o 19 zadzwoniła Bente, już z domu. Właśnie wróciła. Bo przecież umówieni byliśmy na siódmą? Już na campingu? A jakie plany na jutro? Tomek, który oczekiwał jakiejś żywszej reakcji, zupełnie skonsternowany tym, że pomyłka i spóźnienie nie wywołały u naszej niedoszłej gospodyni cienia konsternacji, odpowiedział, że w takim razie nie skorzystamy z gościny i wyruszymy następnego dnia na zachód. Usłyszał uprzejme zapewnienie, że gdybyśmy jednak zmienili plany, to Bente czeka. Sprowokowało nas to potem do rozmowy na temat różnic kulturowych, a moje przypuszczenia okazały się słuszne, gdy jednak następnego dnia zdecydowaliśmy się poznać Bente i skorzystać z jej gościny. To, być może, typowy człowiek północy - opanowany, powściągliwy, grzeczny, ale nie narzucający się, nie wtrącający się w decyzje. Cudowna słowiańska wylewna gościnność jest raczej wyjątkiem w pejzażu Europy (zwłaszcza Zachodniej) i nie należy się tego spodziewać w Skandynawii. Co nie znaczy, że nie byliśmy tam goszczeni po królewsku - byliśmy! Ale pewne rzeczy wyglądają inaczej, niż u nas. Pamiętam, jak kiedyś nielitościwie kpiłam ze Szwajcarów, częstujących zawsze TYLKO RAZ małym kawałeczkiem ciasta. Jak nie chcesz, to już więcej nie zaproponują! Wtedy wydawało mi się to kuriozalnym przykładem skąpstwa, wychowana byłam w tradycji częstowania na siłę i jedzenia do oporu na przyjęciach u cioci, bo przecież nie wypada nie spróbować! Teraz inaczej to widzę. Skandynawska kultura, jak myślę, nie utuczy nikogo, kto się na to nie zgodzi. Jak mówi, że nie, to nie. W kraju, gdzie tak często jest zimno i warunki klimatyczne bywają ciężkie, nie traci się zbędnej energii na ceregiele. Jak się przyzwyczaić do takiej retoryki, ma to sens.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nocleg w namiocie okazał się atrakcją samą w sobie dla dziewcząt, nas poraziła laboratoryjna czystość w łazienkach i pomieszczeniach kuchennych, no, niebywałe, że tak można! Następny dzień był bardzo ciepły, udaliśmy się nad pobliskie jezioro Vaset, gdzie przez cały dzień zażywaliśmy słonecznych kąpieli - próby dłuższego zanurzania się w jeziorze zakończyły się niepowodzeniem, tak było lodowate. Za to słońca starczyło nam na długo. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THF8VdnWDQI/AAAAAAAAAJs/ehvKCyW5AdM/s1600/IMG_6378.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THF8VdnWDQI/AAAAAAAAAJs/ehvKCyW5AdM/s400/IMG_6378.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5508320527419575554" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(c.d.n.?)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-7181041710432794681?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/7181041710432794681/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/08/nastepnego-dnia-opuscilismy-goscinna.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/7181041710432794681'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/7181041710432794681'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/08/nastepnego-dnia-opuscilismy-goscinna.html' title=''/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THF9HhrYp6I/AAAAAAAAAJ0/TGezqa0HcE0/s72-c/IMG_6255.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-2460421514049269911</id><published>2010-08-21T11:58:00.000-07:00</published><updated>2010-08-21T13:39:44.495-07:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THA5L0eFFII/AAAAAAAAAIk/CAROOUFT420/s1600/IMG_6508.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THA5L0eFFII/AAAAAAAAAIk/CAROOUFT420/s400/IMG_6508.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5507965219500266626" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wróciliśmy już z Północy, wcale nie tak dalekiej, bo jednak osiągalnej. Nie dotarliśmy też specjalnie wysoko na mapie, nie to było, zresztą, naszym celem. Odwiedzaliśmy Norwegię i Szwecję tak bardziej od środka, w wielu znaczeniach tego wyrażenia.&lt;br /&gt;Przede wszystkim, omijaliśmy większe miasta. W przypadku Skandynawii wcale o to nie trudno, wystarczy nie pojawić się w stolicach i już jest się na prowincji. Poza tym, nocowaliśmy w domach, u ludzi, rozmawiając z nimi, jedząc razem, słuchając z nimi muzyki, patrząc, jak żyją. Dzięki temu już po kilku dniach mieliśmy lepsze wyobrażenie o tym, jak wygląda życie w krajach na północ od Bałtyku.&lt;br /&gt;Przed wypłynięciem z Gdyni zabawiliśmy jeszcze dwa dni w Polsce, pokazując dzieciom Gdańsk oraz główną, wyczekiwaną od dawna atrakcję: fokarium na Helu. Każda z naszych dziewczynek ma swoje totemiczne zwierzątko, foka zaś należy do Janeczki. Kolekcjonuje maskotki, rysunki, fotografie, książeczki, a nawet filmy z fokami. Helu więc nie dało się ominąć.&lt;br /&gt;Podróż statkiem podobała się dzieciom, Hania była zadziwiona, gdy po raz pierwszy zobaczyła statek od środka, starsze pamiętały jeszcze rejs do Barcelony, nie mniej jednak podniecenie się udzieliło wszystkim. Główną atrakcją było rozlokowanie się w kabinie, krótka bitwa o lepszą koję, potem szybka zgoda i wspólna zabawa. I tak było już do końca wyjazdu, ilekroć znajdowaliśmy się w nowym miejscu: głównym punktem programu była wizja lokalna kolejnej sypialni (lub czegoś, co ją zastępowało). Tuż przed wypłynięciem sprawdziliśmy prognozę pogody po drugiej stronie morza i tu przykra niespodzianka: leje codziennie. Przyznam, że mnie to trochę zdołowało, wizja zbliżającej się konfrontacji mojej Norwegii z marzeń z twardą rzeczywistością - niepogodą psującą plany wycieczkowe, znudzonymi dziećmi, oglądaniem widoków, które "byłyby piękne, gdyby było słońce"... W Skandynawii pogoda bywa kapryśna i bardziej deszczowa, niż u nas, zwłaszcza na terenach bliskich oceanu. Z napięciem więc wyglądałam następnego poranka, który przyniósł...&lt;br /&gt;Pierwszy dzień&lt;br /&gt;.... mgłę, ale bez deszczu. Potem nawet się wypogodziło. Dzień spędziliśmy pokonując 600 km w tempie niezmiennym 90km/h, bo co chwila radary, no i wszyscy tam jeżdżą bardzo przepisowo. Prawie cały dzień przez las, z rzadka pojawiały się pola. I domki, przepiękne, drewniane, dokładnie, jak na obrazkach (np. w prześlicznych książkach szwedzkich autorów dla dzieci, które wydają nasze "Zakamarki", nota bene, są to kopie szwedzkich wydań). Domki mają zazwyczaj ciemnoczerwone ściany i kontrastowo białe okiennice i drzwi, a nieraz i piękną, koronkową snycerkę na ganku. Sporo kwiatów, czyściutko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THA3kHTdEZI/AAAAAAAAAIM/pntIJBdBDgc/s1600/IMG_6128.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 267px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THA3kHTdEZI/AAAAAAAAAIM/pntIJBdBDgc/s400/IMG_6128.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5507963437849579922" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Na drogach mały ruch, nazwy miejscowości kojarzyły nam się głównie z meblami w Ikei. Pod wieczór świetna dotąd nawierzchnia zaczęła się psuć, okolica robiła się coraz bardziej dzika, leśna, górzysta i bezludna. Pod dom, w którym niemal w środku lasu mieszkała nasza pierwsza gospodyni, wjechaliśmy ledwie zipiąc na pierwszym biegu (jak oni tam wjeżdżają w zimie, gdy jest jeszcze bardziej stromo, ślisko i ciasno?). &lt;br /&gt;Przywitała nas Lovisa, kobieta w średnim wieku, o ciemnych, długich włosach, w zwiewnej spódnicy, zamotana w szale. Oprócz nas na leśnej farmie pojawiła się Sara ze Szwajcarii, wolontariuszka do pracy w ogrodzie. Przy okazji dowiedzieliśmy się i o takim sposobie podróżowania - woofers, którzy  odwiedzają farmy na całym świecie, pracują tam w zamian za wikt i spanie.&lt;br /&gt;Dom Lovisy, również czerwony i drewniany, okazał się mieć koło dwustu lat. Przez obecną właścicielkę został gruntownie wyremontowany, uroczo urządzony, standard miał jednak taki raczej "close to nature", z prysznicem wśród drzew. Ma to swój urok zwłaszcza latem, więc wtopiliśmy się w klimat, jedząc wyłącznie organiczne jedzenie, w tym lokalne sery, orkiszowe risotto z pokrzywami (pyszne!) i smażone na wybornym masełku rydze. Do tego knackebrot i nasz spadziowy miód, który tu wszystkim bardzo zasmakował. Atrakcją dla dzieci okazała się genialnie zawieszona huśtawka, spędzały na dworze mnóstwo czasu, ku mojej olbrzymiej radości.&lt;br /&gt;Kolejny dzień...&lt;br /&gt;Wycieczka nad jezioro drogą poprzez las. Jakie dziwne mchy, gęste, puszyste, zielone, białe, nawet czerwone. Pełno grzybów. Po drodze znajdujemy chatkę, którą zbudował sobie były właściciel domku Lovisy, nie chcąc na dobre rozstawać się z tym miejscem. To właściwie szałas, taki dosyć prymitywny, ale w środku są łóżka, półki, stół, jakieś sprzęty. I stoi to otwarte, jak się potem przekonaliśmy, społeczne zaufanie w Skandynawii jest o wiele wyższe, niż w Polsce.&lt;br /&gt;A nad jeziorem próbowaliśmy popływać, ale woda okazała się paraliżująco zimna. Pływaliśmy więc łódką i okazało się, że wiosłowanie strasznie się podoba dziewczynom.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THA4pOjenNI/AAAAAAAAAIc/AiTgiuqCPVc/s1600/IMG_6103.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THA4pOjenNI/AAAAAAAAAIc/AiTgiuqCPVc/s400/IMG_6103.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5507964625206811858" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od  domku Lovisy do norweskiej granicy było zaledwie klika kilometrów. Granicy, oczywista, nikt nie pilnuje, mimo że to koniec unijnej Europy. Tylko tabliczka z napisem NORGE, taka, na jakiej zwykle oznacza się miejscowości, informuje nas, że właśnie jesteśmy w Norwegii.&lt;br /&gt;A tam - zła droga,rozjechana nawierzchnia, dziury (ale po ukraińskich drogach nic już nas nie zdziwi!). Telepiemy się tak do głównych szlaków, gdzie już lepiej.&lt;br /&gt;Wszędzie czysto i porządnie, aż niemożliwe to prawie, jakby ktoś przed chwilą skosił wszystkie trawniki, pozamiatał, poukładał i umył. Nigdzie nie ma stert nie wiadomo czego, przykrytych folią, na przykład, jak na wielu naszych podwórkach. Drewniane domki dalej śliczne, ale kolory zdecydowanie bardziej urozmaicone, niektóre są całe białe, inne granatowe z białym, brązowe z czerwonym, różne też kombinacje zieleni i ochrowej żółci. W południe robimy piknik przy drodze - makaron z sosem na epigazie, tak będzie też przez resztę wyjazdu, gdy będziemy na trasie. Ceny wszystkiego w Norwegii są zaporowe, decydując się na tę podróż przyjęliśmy opcję bardziej harcerską, bo inaczej już po dwóch posiłkach w miejscowej gastronomii musielibyśmy wracać do domu. Chleb w sklepie, dla przykładu, kosztuje około 25 zł w przeliczeniu! Dobrze więc, ze upiekłam i zabrałam swój - starczyło na długo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THA4HRNunCI/AAAAAAAAAIU/ogYAIhebJvk/s1600/IMG_6225.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THA4HRNunCI/AAAAAAAAAIU/ogYAIhebJvk/s400/IMG_6225.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5507964041805339682" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczorem docieramy do Gjovik, małego miasteczka nad najdłuższym w tym kraju jeziorem Mjosa. Obiecywany w prognozach deszcz spadł właśnie dopiero wtedy. Znajdujemy dom Siri, która wita nas wylewnie. Jest energiczną, radosną osobą, pracuje na uniwersytecie nauczając pielęgniarstwa. i znów nie jesteśmy jedynymi gośćmi, tuż przed nami przybyła nietypowa para: Hindus i Hiszpanka, oboje w podróży po Europie( Hindus elokwentny i przyjacielski, Hiszpanka z nietypową angielską urodą i zupełnie typowym niskim głosem, który na nasze wyczucie mógłby należeć do mężczyzny). Więc zamiast spać w uroczym białym domku Siri jedziemy z nią do domu jej ojca, nad samo jezioro. Deszcz chwilowo się wyciszył, widać tęczę. Siadamy wspólnie do kolacji, na którą jemy zapiekankę z mięsa renifera. Przy okazji dowiadujemy się trochę ciekawostek o tych zwierzętach.  Trzeba na nie bardzo uważać na drogach, to prawdziwi królowie lasu - łagodni, ale zdecydowani i uparci. Nie zmieniają zdania, jak już raz wejdą na szosę, stąd wiele wypadków. Dlatego trzeba jechać wolno. Najtrudniej jest z pociągami, wciąż ginie pod nimi wiele reniferów i łosi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THA29vcDCJI/AAAAAAAAAIE/yDDDKFmjDes/s1600/IMG_6258.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THA29vcDCJI/AAAAAAAAAIE/yDDDKFmjDes/s400/IMG_6258.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5507962778608142482" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejny dzień to próba dla mnie. Leje beznadziejnie. W Norwegii jednak, jak potem zauważyliśmy, pogoda potrafi się diametralnie zmienić wiele razy w ciągu dnia, tak jak u nas w górach. Trudno też ją przewidzieć i najlepiej być przygotowanym na wszystko. W ciagu całego pobytu mieliśmy w sumie półtora dnia naprawdę silnego deszczu, poza tym, jak sądzę, poszczęściło nam się w sumie, choć bywało różnie.&lt;br /&gt;Na szczęście przed południem poprawia się na tyle, ze ruszamy do Fagernes, miasteczka w dolinie Valdres, którą mieliśmy okazję trochę poznać. Tam już piękne słońce,jezioro,góry. Zwiedzamy z dziećmi skansen, a potem siedzimy nad jeziorem.&lt;br /&gt;W Gjovik czeka nas prawdziwa uczta: tym razem poległ baranek i jemy jagnięcinę, Hindus przygotował jakieś jarskie danie (nazwy nie zapamiętałam), do tego chlebki pieczone przez Siri, domowa szarlotka i - o rozkoszy - domowej roboty lody cynamonowe, kręcone bez maszyny. Pytałam o przepis, ale to ponoć "z głowy". No, cóż, pomęczę jeszcze o to Siri, za dobre było, bym miała już nigdy więcej nie spróbować.  &lt;br /&gt; c.d.n (może się uda dalej napisać)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-2460421514049269911?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/2460421514049269911/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/08/wrocilismy-juz-z-ponocy-wcale-nie-tak.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/2460421514049269911'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/2460421514049269911'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/08/wrocilismy-juz-z-ponocy-wcale-nie-tak.html' title=''/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/THA5L0eFFII/AAAAAAAAAIk/CAROOUFT420/s72-c/IMG_6508.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-2251207606137318737</id><published>2010-07-30T13:34:00.000-07:00</published><updated>2010-07-30T13:57:24.031-07:00</updated><title type='text'>nadchodzi północ...</title><content type='html'>Do biblioteki przyszła dzisiaj czytelniczka w średnim wieku, energiczna, nieco zakręcona. Zapytała o książkę pod tytułem "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy?"&lt;br /&gt;Szukamy więc z koleżanką w komputerze. Znalazłyśmy kilka podobnych tytułów poradników, z których można dowiedzieć się, dlaczego mężczyźni:&lt;br /&gt;- kłamią&lt;br /&gt;- wolą milczeć&lt;br /&gt;- nigdy nie pamiętają&lt;br /&gt;- nie słuchają&lt;br /&gt;- pragną seksu (a kobiety - miłości)&lt;br /&gt;- odkładają przygotowania na ostatnią chwilę&lt;br /&gt;- nie potrafią robić dwóch rzeczy równocześnie&lt;br /&gt;jednak dlaczego kochają - i to zołzy - informacji brak. W końcu uściśliłyśmy tytuł (brzmi: dlaczego poślubiają zołzy) oraz stwierdziłyśmy, że go nie ma w naszej bibliotece. Czytelniczka była rozczarowana.&lt;br /&gt;- "Bo mój stary - stwierdziła - kocha mnie ciągle, a ja właśnie jestem zołzą. No to chciałabym wiedzieć w końcu, DLACZEGO on mnie tak kocha?"&lt;br /&gt;Odesłałyśmy ją więc po odpowiedź do placówki, w której książka była dostępna. Ciekawa jestem, czy wróci jeszcze i opowie nam o wrażeniach z lektury!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem już nastał późny wieczór po dniu spędzonym na pakowaniu i szykowaniu się do następnej podróży, tym razem na północ. Naszym celem - Norwegia i Szwecja, jedziemy z dziećmi, samochodem. Oby się wszystko udało, mam lekkiego stracha.&lt;br /&gt;A w ogóle to cieszę się bardzo, Norwegia od zawsze była moim marzeniem, tak odległym, nieśmiałym i niemożliwym do spełnienia, że dalej prawie nie mogę uwierzyć! &lt;br /&gt;Do zobaczenia po powrocie!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-2251207606137318737?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/2251207606137318737/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/07/nadchodzi-ponoc.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/2251207606137318737'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/2251207606137318737'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/07/nadchodzi-ponoc.html' title='nadchodzi północ...'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-994869992661819147</id><published>2010-07-20T11:16:00.000-07:00</published><updated>2010-07-20T13:06:01.028-07:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>Wrzucam kilka fotografii z gór. Nie po kolei, niech to będą na razie tylko takie migawki. Zmęczona dzisiaj jestem i nie opowiadam historii. Nawet dzieciom nie miałam siły poczytać wieczorem.&lt;br /&gt;Może jutro...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TEX8C9tz9HI/AAAAAAAAAGs/uuMYCZV_3W4/s1600/067.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TEX8C9tz9HI/AAAAAAAAAGs/uuMYCZV_3W4/s400/067.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5496076048132207730" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To mgliste wspomnienie z karpackiej Czarnohory. Ukraińcy nazywają te góry, po prostu, Karpatami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TEX_zXtgayI/AAAAAAAAAH0/55n42zIPCJk/s1600/131.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TEX_zXtgayI/AAAAAAAAAH0/55n42zIPCJk/s400/131.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5496080178278853410" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po takiej połoninie szliśmy... O ile nie padało, było przepieknie. Ale w deszcz też nie przeszkadzał, o dziwo, w oglądaniu widoków - pogoda była wyżowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TEX_mx0ZNNI/AAAAAAAAAHs/B46mboXJu78/s1600/101.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TEX_mx0ZNNI/AAAAAAAAAHs/B46mboXJu78/s400/101.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5496079961948763346" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczór w górach. Trochę kicz, ale prawdziwy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TEX_NhUdfKI/AAAAAAAAAHk/tO6Nh7jCkfw/s1600/132.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TEX_NhUdfKI/AAAAAAAAAHk/tO6Nh7jCkfw/s400/132.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5496079528023129250" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tu spaliśmy pewnego razu. Widok po obudzeniu piękny nie do opisania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TEX-nRJfGaI/AAAAAAAAAHc/ichU2MjO15I/s1600/149.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TEX-nRJfGaI/AAAAAAAAAHc/ichU2MjO15I/s400/149.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5496078870847101346" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Całkiem ładne 'jeziurecko" Brebenescuł pod szczytem o tajemniczej nazwie Gutin Tomnatyk.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TEX-Qx6uaFI/AAAAAAAAAHU/rC1ogdFoMcc/s1600/108.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TEX-Qx6uaFI/AAAAAAAAAHU/rC1ogdFoMcc/s400/108.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5496078484506568786" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Łąka o poranku - łąka, jakich dzisiaj już mało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TEX-AUuVvoI/AAAAAAAAAHM/WkCkIEcyqfE/s1600/124.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TEX-AUuVvoI/AAAAAAAAAHM/WkCkIEcyqfE/s400/124.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5496078201792085634" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po deszczu (i przed kolejnym)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TEX9cTZEhCI/AAAAAAAAAHE/QYvIsBe_WsI/s1600/136.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TEX9cTZEhCI/AAAAAAAAAHE/QYvIsBe_WsI/s400/136.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5496077582959150114" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Grań Czarnohory, w głębi szczyt Popa Iwana, na którym zmógł nas ulewny deszcz. Obserwatorium astronomiczne na szczycie, obecnie w kompletnej ruinie, zbudowali Polacy tuż przed drugą wojną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TEX8_Fe8rmI/AAAAAAAAAG8/U2iOO_vWR7s/s1600/151.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TEX8_Fe8rmI/AAAAAAAAAG8/U2iOO_vWR7s/s400/151.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5496077081009499746" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najwyższy szczyt Czarnohory, Howerla, 2050 m&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TEYBU-YIkyI/AAAAAAAAAH8/WCrXe9sewwI/s1600/160.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TEYBU-YIkyI/AAAAAAAAAH8/WCrXe9sewwI/s400/160.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5496081855105504034" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po zejściu z Howerli - w nagrodę taki trawers.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TEX8kVXqgMI/AAAAAAAAAG0/IpKJ8ckXYKs/s1600/109.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TEX8kVXqgMI/AAAAAAAAAG0/IpKJ8ckXYKs/s400/109.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5496076621417447618" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W drodze pojawiła się dziwna,jakby biała tęcza - łuk, który przesuwał się jakiś czas wraz z nami, jakby wskazywał drogę&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;c.d.n.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-994869992661819147?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/994869992661819147/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/07/wrzucam-kilka-fotografii-z-gor.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/994869992661819147'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/994869992661819147'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/07/wrzucam-kilka-fotografii-z-gor.html' title=''/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TEX8C9tz9HI/AAAAAAAAAGs/uuMYCZV_3W4/s72-c/067.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-4607889350251943904</id><published>2010-07-18T00:57:00.000-07:00</published><updated>2010-07-18T03:02:15.428-07:00</updated><title type='text'>Siesta</title><content type='html'>Niedziela, od dwóch dni odpoczywam i wałkonię się, na ile mi pozwala sytuacja. Tomek jest w górach z Dorotką, na obiecywanym od dawna inicjacyjnym wyjeździe (pomysł: zarazić dziecko bakcylem górskim), ja z Janeczką i Hanią zostałam w domu. Umilamy sobie życie, jak możemy: śniadanie w piżamach na balkonie, swobodny czas dla siebie, filmy z mediateki, mnóstwo owoców i lodów (ja testuję teraz sorbety Grycana, bardzo dobre. Przypomniało mi się tutaj, jakie śniadanie jada się nieraz na Sycylii o tej porze roku: sorbety, właśnie. Cytrynowe albo miętowe, na przykład).&lt;br /&gt;A w ogóle, to Italia zaprawiła mnie tak, że wcale nie czuję już tak bardzo tego upału, nawet się nim chwilami cieszę, bo jest w tym cała intensywność lata. I życia. Nie mówię tu o sytuacji wsiadania do samochodu, który stał przez pół dnia w słońcu, ale o takim sobie zwykłym spacerze na targ, do pracy, po wodę do źródełka. Będąc we Włoszech odkryłam, jak sobie z tym radzić (chociaż niekiedy sytuacja mnie przerastała, zwłaszcza w obliczu perspektywy, że nic się prawdopodobnie nie zmieni z temperaturą przez kolejne dwa miesiące).&lt;br /&gt;Otóż, jest to proste. Trzeba się z pogodą POGODZIĆ. Wyrzucić z głowy batalistyczne słownictwo typu walka z upałem, strategia ochronna, itp. Zaakceptować to, że jak jest gorąco, to człowiek się poci. Nie używać klimatyzacji, nie kąpać się co 5 minut (nie namawiam tu, oczywiście, by całkiem z tego zrezygnować:-)). Żyć z tym. Cieszyć się z przewiewnych sukienek, wymyślać pomysłowe napoje (posadziłam na balkonie miętę od przyjaciół, rośnie, skubana, aż miło. Wystarczy wrzucić parę listków do zimnej wody... dodać listki bazylii, sok z cytryny, kostki lodu...). Nawet muzyki słuchamy innej, szczególnie fajna okazała się płyta "Siesta" ze wspaniałą saksofonistką Aliną Mleczko (DUX).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TEK9K6N0IzI/AAAAAAAAAGc/DU2zYxp5SGY/s1600/siesta.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 250px; height: 220px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TEK9K6N0IzI/AAAAAAAAAGc/DU2zYxp5SGY/s400/siesta.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5495162490468967218" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I, co najważniejsze, w upale odkrywa się zapomnianą już sztukę zaniechania. 40 stopni w cieniu, o jakiej aktywności można wtedy myśleć? Sjesta to konieczność, chociaż nie każdy pewnie może sobie w naszym pracoholicznym społeczeństwie pozwolić wtedy na pełnowartościowy odpoczynek. Ale sama idea jest ważna: mniej robić, więcej marzyć, dumać. Uszanować swoje prawo do zaniechania, prawo ciała do odpoczynku i zwolnienia tempa. Upał jest tu doskonałym pretekstem.&lt;br /&gt;W powyższym utwierdziła mnie ostatnio lektura fantastycznych książek, bardzo polecam na wakacje i nie tylko: autor Tom Hodgkinson "Jak być leniwym" oraz (jeszcze lepsza) "Jak być wolnym". Przeczytaliśmy je z Tomkiem jednym tchem, pomrukując z rozkoszy. Zwłaszcza ja. Bo nagle zobaczyłam, jak ważne jest to, co zawsze intuicyjnie sobie ceniłam (także u siebie), a co współczesna kultura bezlitośnie piętnuje: próżnowanie, zamyślanie się, bezproduktywne (!) marzenia, zwolnienie tempa, spokój, czas na refleksję, unikanie (tak, tak, ponad trzysta godzin wagarów w trzeciej klasie liceum!!). Niektóre z tych rzeczy traktowałam jako swoje wstydliwe słabości, bądź luksusowe kaprysy. Tymczasem w odpowiedniej perspektywie można zobaczyć, jak chore jest przeciwieństwo takiej postawy, z czego ono kulturowo wynika i jak zniewala ludzi kultura obsesyjnej pracy jako wartości samej w sobie (dowartościującej pracującego), kultura "więcej" i "szybciej". Poradniki Hodgkinsona sa humorystyczne, napisane ciętym językiem i dają do myślenia. Nie mogę tez im zarzucić doktrynerstwa, bo autor - anarchista - z założenia promuje eklektyzm i skrojenie swojego życia na własną miarę, nie zaś na tę dyktowaną przez modę. Takie podejście do życia bardzo mi ostatnio odpowiada. :-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TELQnjtIkMI/AAAAAAAAAGk/AkEIMezuiD4/s1600/jakby%C4%87.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 148px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TELQnjtIkMI/AAAAAAAAAGk/AkEIMezuiD4/s400/jakby%C4%87.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5495183873363448002" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(a relacja z Czarnohory i Lwowa - wkrótce, mam nadzieję)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. Właśnie wróciłam z kościoła, była Ewangelia o Marii i Marcie - wypisz, wymaluj, to, o co chodzi!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-4607889350251943904?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/4607889350251943904/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/07/niedziela-od-dwoch-dni-odpoczywam-i.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/4607889350251943904'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/4607889350251943904'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/07/niedziela-od-dwoch-dni-odpoczywam-i.html' title='Siesta'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TEK9K6N0IzI/AAAAAAAAAGc/DU2zYxp5SGY/s72-c/siesta.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-6341118170393749546</id><published>2010-07-01T14:20:00.000-07:00</published><updated>2010-07-01T14:52:24.903-07:00</updated><title type='text'>przed wyjazdem, ledwo żywa, ale jeszcze pisze</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TC0MH_5GR5I/AAAAAAAAAGM/7RFugiBNUAE/s1600/042.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TC0MH_5GR5I/AAAAAAAAAGM/7RFugiBNUAE/s400/042.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5489056852384040850" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(Jancia i Hancia)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TC0L7DYUaVI/AAAAAAAAAGE/Tzpb7vhf6nI/s1600/014.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TC0L7DYUaVI/AAAAAAAAAGE/Tzpb7vhf6nI/s400/014.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5489056629981997394" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(a to zdjęcia z wycieczki do podłowickiego skansenu - zachwycił mnie wszechobecny niebieski kolor chałup, malowanych z zewnątrz i w środku, niebieskich kapliczek i stodół... I to nie byle jaki błękit nieśmiały, tylko piękny, intensywny kobalt, wpadający momentami w fiolet. Śliczne!)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TC0LpQNnpnI/AAAAAAAAAF8/39Aq7dxmFww/s1600/012.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 267px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TC0LpQNnpnI/AAAAAAAAAF8/39Aq7dxmFww/s400/012.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5489056324189136498" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TC0LKKeM68I/AAAAAAAAAF0/3t4VhIRtm_I/s1600/011.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TC0LKKeM68I/AAAAAAAAAF0/3t4VhIRtm_I/s400/011.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5489055790072130498" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TC0K0ZrZ2PI/AAAAAAAAAFs/uGGYCzytM8o/s1600/033.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TC0K0ZrZ2PI/AAAAAAAAAFs/uGGYCzytM8o/s400/033.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5489055416196913394" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczór przed wyjazdem, ledwie ruszam palcami po klawiaturze ze zmęczenia po maratonie szykowania się i pakowania. Zastanawialiśmy się właśnie z T., czy dałoby się jakoś sprawniej i mniej boleśnie organizować te podróże, ale szczera odpowiedź - chyba nie. Może prezenty dla dalekiej rodziny wcześniej kupić, uzupełnić garderobę wakacyjną dzieci w zeszłym tygodniu, zamiast dwa dni przed - i tyle. Cała reszta jest, po prostu, do przygotowania w ostatniej chwili. I póki nasze dziewczyny same się nie pakują, to tak będzie.&lt;br /&gt;Dorotka wybiera się na obóz,Janka i Hania zostają z moimi rodzicami, a my śmigamy na Ukrainę, w Czarnohorę i Świdowiec, jak się uda. Odkąd mamy dzieci, wyrwaliśmy się w góry kilka razy, ale zawsze na bardzo krótko, 2-3 dni, z nocowaniem w schroniskach. Teraz ma być jak to drzewiej bywało - długa droga, plecaki, namiot i obowiązkowe mycie głowy w strumieniu! Przynajmniej taką mam nadzieję.&lt;br /&gt;Cieszę się też, że swoją ukraińską rodzinę zobaczę. &lt;br /&gt;I zaczynam cieszyć się już na wakacje. W tym roku czeka mnie liczony w dniach urlop, trudno mi się przyzwyczaić, że to nie epoka się otwiera wolności i swobody, tylko te wysepki wolnego od pracy czasu wśród morza zajęć. Na szczęście, na tyle lubię moją pracę, że znoszę to całkiem dobrze.&lt;br /&gt;Zaskoczyło mnie tylko niemile, choć w sumie nie powinno (?) to, że teraz trzeba codziennie gotować obiady dla dzieci. W roku szkolnym jadają zwykle przynajmniej część w szkole i przedszkolu. A teraz właściwie cały dzień można spędzić przy garach, nie zdążę nieraz pozmywać po śniadaniu, a Janeczka już znowu głodna. Aby się ratować z tej opresji przypomniałam sobie moją jedną bardzo dzielną i pogodną znajomą, która, mając pięcioro dzieci, stosowała swoistą trójpolówkę: jednego dnia gotowanie (podstawowy obiad na 3 dni), drugiego niezbędne sprzątanie, a trzeciego prasowanie. CODZIENNIE TYLKO JEDNA Z TYCH RZECZY. To już brzmi lepiej.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-6341118170393749546?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/6341118170393749546/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/07/przed-wyjazdem-ledwo-zywa-ale-jeszcze.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/6341118170393749546'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/6341118170393749546'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/07/przed-wyjazdem-ledwo-zywa-ale-jeszcze.html' title='przed wyjazdem, ledwo żywa, ale jeszcze pisze'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TC0MH_5GR5I/AAAAAAAAAGM/7RFugiBNUAE/s72-c/042.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-5973678496030269889</id><published>2010-06-24T11:13:00.000-07:00</published><updated>2010-06-24T11:43:10.630-07:00</updated><title type='text'>zmęczenie materiału,  więc trochę marudzę</title><content type='html'>Ostatnio nie jestem w stanie podejść do komputera, mam odrzut. Może dlatego, że w pracy codziennie obsługuję ludzi przez kilka godzin przy monitorze, co jest męczące. A może, po prostu, jakaś zdrowsza część mnie powiedziała, dosyć. Żyj, kobieto, prawdziwie, a nie wirtualnie. I odpoczywaj prawdziwie.&lt;br /&gt;Trochę mi jednak dolega ten niepisany blog, mam jakieś takie dziwne kronikarskie poczucie przyzwoitości (...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rytm w naszym rodzinnym życiu od pewnego czasu wyznacza rok szkolny, który teraz się właśnie kończy. Atmosfera schyłkowa dała się odczuć szczególnie nieprzyjemnie w zeszłym tygodniu. Zmęczenie materiału dopadło nas wszystkich. Przez cały rok dzielnie odprowadzałam i przyprowadzałam dzieci, a w ostatnią środę stwierdziłam, że dłużej już tego nie zniosę, mam dość! Kończę pracę o 15 i do 17 odprowadzam i przyprowadzam, bez obiadu, dźwigając ciężkie plecaki, co chwila na kogoś lub z kimś czekając "tylko piętnaście minut". Lepiej już chyba ziemniaki kopać. Gdy dotarłam do domu, miałam okazję postać tam znowu 15 minut (bo co innego w tym czasie można zrobić) i dalej w kurs, kogoś skądś odbierać, robić zakupy, itp. Obłęd jakiś!&lt;br /&gt;Wszystko to jednak pachnie malizną w porównaniu z jedną bliską osobą, która ma ośmioro dzieci i, jak ostatnio wyliczyła, spędza na dowożeniu i zakupach codziennie 4 godziny w samochodzie.&lt;br /&gt; Ciało też daje znać, że zmęczone i słabsze, znienacka ząb do kanałowego leczenia się objawił. Na szczęście mam dobrego dentystę, który dba nie tylko o moje zdrowie, lecz także o stan portfela, biorąc stawki zadziwiająco niewysokie (tak, tak, to ten, o którym myślisz, Aniu). Jedyna to była pociecha, gdy wróciłam do domu z obolałą szczęką i z czymś w rodzaju botoksu w policzku.&lt;br /&gt;W bibliotece za to luźniej, dzisiaj deszcz wypłoszył większość starszych czytelników. Drogą selekcji odpadła też męska część wypożyczających, zapatrzonych w mundial. Mój mąż, swoją drogą, też sobie czasem ogląda w internecie, miło wyluzowany. Polska, jak wiadomo, nie występuje, więc nerwów człowiek nie straci, a nieraz i zabawi się nieźle. Albo zadziwi, jak przy dzisiejszym meczu, kiedy to Italia przegrała ze Słowacją. Swoją drogą, Włosi pewnie dopiero dzisiaj dowiedzieli się o istnieniu takiego kraju, jak Słowacja, do tej pory zapewne myśleli, że chodzi o Słowenię. Co się tam będzie działo wieczorem na ulicach, płacz i zgrzytanie zębów. Albo na Facebooku u włoskich znajomych! Mimo awersji komputerowej skuszę się i zajrzę :-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-5973678496030269889?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/5973678496030269889/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/06/zmeczenie-materiau-wiec-troche-marudze.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/5973678496030269889'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/5973678496030269889'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/06/zmeczenie-materiau-wiec-troche-marudze.html' title='zmęczenie materiału,  więc trochę marudzę'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-8756105807684055616</id><published>2010-06-10T13:21:00.000-07:00</published><updated>2010-06-10T14:03:37.366-07:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TBFS7wSXxXI/AAAAAAAAAFk/jxJsQTn2_oQ/s1600/007.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TBFS7wSXxXI/AAAAAAAAAFk/jxJsQTn2_oQ/s400/007.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5481253408014321010" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(deszcz za oknem)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wielka woda, jaka ostatnio nas gnębi, dotknęła również naszą bibliotekę. Nie moją placówkę, konkretnie (pracuję w czymś w rodzaju bunkra:-)), ale kilka innych na Ursynowie zostało zalanych podczas obu słynnych burz. Zwłaszcza w dwóch szkody są ogromne. Może nie ma co się zbytnio rozczulać nad książkami, gdy się popatrzy na zdjęcia z powodzi w Polsce, na zalane domy, uprawy, na te straszne zniszczenia i ludzką rozpacz? Ale i tego żal i smutno jest, chociaż to tylko książki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytelnikom moim też się jakoś nie szczęści w kwestii zalewania (szeroko pojętej...). Niedawno pojawiła się jedna pani, przynosząc książkę zalaną sokiem. Nie była to, zresztą, jej pierwsza tego typu przygoda, inny nasz egzemplarz biblioteczny zdołała swego czasu utopić w Bałtyku podczas podróży promem do Norwegii. Inny zaś pan, który oddał grubo po czasie książki w strasznym stanie, mętnie się tłumaczył, że właśnie był w Płocku, gdzie zaskoczyła go powódź, której ofiarą padły właśnie nasze egzemplarze. Osobiście podejrzewamy, że książki padły ofiarą raczej innego typu zalania się, ale zatrzymałyśmy ten pogląd dla siebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem tydzień bez Tomka upływa nam spokojnie,chociaż pracowicie. Z powodu wycieczki Dorotki musiałam wczoraj wstać o 5.30 rano, by odprowadzić ją do autokaru - pół nocy nie spałam, bojąc się, że się nie zbudzę na czas. Jak zwykle, gdy tak wcześnie wstanę, nie żałuję, poranki kryją w sobie tyle obietnic na nadchodzący dzień, jednak sam moment zrywania się po źle przespanej nocy jest dosyć przykry.&lt;br /&gt;Przy okazji doszłam do wniosku, że mam już całkiem duże dzieci. Kiedyś takie wyjazdy Tomkowe były wielkim wyzwaniem, zwłaszcza, gdy zostawałam sama z trójką maluchów, z których któreś prawie na pewno od razu chorowało. Ledwie dociągałam do wieczora, a i kombinować trzeba było ostro w takich przypadkach - nie mogłam przecież wyjść z chorymi na dwór, ktoś musiał mi zrobić zakupy, itp. Teraz to już luksus - dziewczyny same się myją, ścielą łóżka, robią lekcje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciesze się, że jest tak ciepło, wyciągnęłam już letnie ubrania i znajduję ogromną przyjemność w ich noszeniu. Czeka mnie jeszcze gruntowne przetasowanie ubrań dziecięcych, kto wie, o czym mówię, ten rozumie, dlaczego się wzdrygam na samą myśl i odkładam to ciągle na jutro.&lt;br /&gt;I jeszcze niedawno, raz, dwa, zmontowałam sobie nowe kolczyki z kulkami z kryształu górskiego i srebra, które prześlicznie załamują światło i blikują w słońcu. Taki prezent dla siebie na przywitanie lata.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-8756105807684055616?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/8756105807684055616/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/06/deszcz-za-oknem-wielka-woda-jaka.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/8756105807684055616'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/8756105807684055616'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/06/deszcz-za-oknem-wielka-woda-jaka.html' title=''/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TBFS7wSXxXI/AAAAAAAAAFk/jxJsQTn2_oQ/s72-c/007.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-3071302304290825172</id><published>2010-06-06T07:46:00.001-07:00</published><updated>2010-06-08T12:52:17.319-07:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TAv62ayEQoI/AAAAAAAAAFU/TkhJjwQDF10/s1600/032.JPG"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 267px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TAv62ayEQoI/AAAAAAAAAFU/TkhJjwQDF10/s400/032.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5479749184435536514" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Just a perfect day. &lt;/span&gt;Wczoraj. Ale nie byłoby tego wczoraj, gdyby nie poprzednie dni, kiedy mieliśmy czas, by sobie wyrzucić na chwilę z głów pracę i szkołę. I z wolną (by nie napisać, pustą) głową wyjechać sobie na wycieczkę.&lt;br /&gt;(Jakim błogosławieństwem okazuję się mieć cztery dni wolne pod rząd)&lt;br /&gt;Pamiętam, że gdy mieszkaliśmy w Rzymie i wyjeżdżaliśmy sobie na jeden dzień gdzieś w pobliże, myślałam wtedy, co będziemy robić w Warszawie, gdy już wrócimy? Dokąd wyjeżdżać? We Włoszech autostradą w trzy godziny można dotrzeć daleko, do Toskanii, do Sabaudii, do Abruzji. 20 kilometrów dzieliło nas od morza, góry otaczały miasto. Co chwila wyłania się urocze miasteczko na skale, starożytne ruiny, zatoka ze szmaragdową wodą, winnice na wzgórzach. To wszystko było tak piękne, że można było wybaczyć i zapomnieć o ruderach, blokowiskach, śmieciach, zdewastowanej przyrodzie - bo to także można zobaczyć w Italii. I gdy myśleliśmy o powrocie, chyba właśnie tych króciutkich wypadów było nam najbardziej szkoda, bo dokąd, myśleliśmy, można wypadać z Warszawy? &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Czyżby kolejny raz do Czerska? &lt;/span&gt;(pytanie retoryczne).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jednak i tutaj można praktykować małe wypady,tylko inna jest optyka, inne piękno. Banalnie napisać, że trudniejsze to piękno, mniej oczywiste, ale trochę tak jest. No, i radość przecież nie tylko w tym, co się widzi, ale w samej podróży, w ruchu, w zmianie. To bezcenne....&lt;br /&gt;I wczoraj pojechaliśmy sobie w stronę Pilicy, odwiedziliśmy kilka miasteczek, lasów i zagajników, jechaliśmy po słynnych polskich drogach. Całkiem ładnie, nieoczekiwanie malowniczo, jak na Mazowsze,które jest raczej monotonne i przewidywalne.Zobaczyliśmy, m.in, Inowłódz, gdzie w odremontowanej synagodze z początki XIX wieku urządzono sklep.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;a onblur="try  {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TAv5RoqhbdI/AAAAAAAAAFE/HrLeeqKrB3s/s1600/014.JPG"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 267px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TAv5RoqhbdI/AAAAAAAAAFE/HrLeeqKrB3s/s400/014.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5479747452995202514" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt; Szokująco to wygląda, gdyż po wejściu do środka nie ma się nawet cienia wątpliwości, do czego służyło kiedyś to pomieszczenie. Dowiedziałam się, że odremontowano je we wczesnych latach osiemdziesiątych na potrzeby biblioteki, po której już dzisiaj jednak ani śladu. Jakoś bibliotekę łatwiej bym zniosła w takim miejscu, sklep jest jak uderzenie w twarz. Pamiętam, co czułam, gdy  odwiedzałam kościoły w obwodzie kaliningradzkim, zamienione w magazyny. Można to było wytłumaczyć reżimem komunistycznym. Ale ten sklep? Dlaczego nikt nie protestuje?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TAv4uIdsUTI/AAAAAAAAAE8/E2zi4p_83bQ/s1600/018.JPG"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 267px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TAv4uIdsUTI/AAAAAAAAAE8/E2zi4p_83bQ/s400/018.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5479746843056034098" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Swoją drogą, to nie jedyny, bynajmniej, taki przypadek! Zazwyczaj jednak budynki synagog są w takim stanie, że nieraz trudno rozpoznać ich pierwotne przeznaczenie, można się tylko domyślać. Tu ślepy by poznał, na ścianach są nawet polichromie i napisy.&lt;br /&gt;Ech.&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TAv3VJ7qg0I/AAAAAAAAAEw/xXlKq3Kubzc/s1600/010.JPG"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 214px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TAv3VJ7qg0I/AAAAAAAAAEw/xXlKq3Kubzc/s320/010.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5479745314441823042" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Inowłódz kryje też inne ciekawe skarby. Dobrze powiedziane, że kryje, bo nie sądzę, by wiele osób miało możliwość kiedykolwiek się o nich dowiedzieć. Jakaś taka dziwna polska skromność, czy co ;-), nieumiejętność wykorzystania tego, co jest. Czyli -pięknego kościółka romańskiego z XII wieku (niestety, znacznie zniszczonego w pierwszej wojnie i częściowo zrekonstruowanego).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;a onblur="try  {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TAv5_4J43pI/AAAAAAAAAFM/pTzlgkMv49M/s1600/035.JPG"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 267px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TAv5_4J43pI/AAAAAAAAAFM/pTzlgkMv49M/s400/035.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5479748247427276434" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt; Z miejscem tym związana jest ciekawa legenda - kościół wzniesiono jako &lt;span style="font-style: italic;"&gt;votum&lt;/span&gt; dziękczynne ku czci św. Idziego, w podzięce za długo oczekiwane narodziny przyszłego króla, Bolesława Krzywoustego. Opowiada o tym kronika Galla Anonima, a śpiewa - ekscentrycznie - Ewa Demarczyk.&lt;br /&gt;&lt;object style="background-image:url(http://i4.ytimg.com/vi/7MvYeSq1H9o/hqdefault.jpg)"  width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/7MvYeSq1H9o&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/7MvYeSq1H9o&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1" width="425" height="344" allowScriptAccess="never" allowFullScreen="true" wmode="transparent" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miejscu temu nie brakuje ani malowniczej panoramy (widok ze skarpy na  meandry Pilicy), ani ciekawej opowieści. Szkoda, że nie dało się kościoła zobaczyć w środku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jadąc dalej tropem Tuwima (i Demarczyk) wpadliśmy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;na dzień do Tomaszowa, &lt;/span&gt;nie korciło Was nigdy, by, tropem tego wiersza, tak po prostu pojechać tam? Mnie tak, zawsze...&lt;br /&gt;I jeszcze tomaszowskie źródła słynne turkusowej barwy chcieliśmy zobaczyć, ale spotkało nas rozczarowanie - może z powodu przyboru wód bajkowy kolor ulotnił się, woda była mętna, zabarwiona jedynie na intensywną zieleń przez glony. Obejrzeliśmy więc pobliski skansen rzeczny, który okazał się bardziej muzeum pamiątek z drugiej wojny. Z niemałym trudem odciągnęliśmy dziewczynki od straganów z pamiątkami i pojechaliśmy dalej.&lt;br /&gt;Dotarliśmy do Sulejowa, dawnego cysterskiego opactwa, niestety, częściowo w ruinie. Żyje tam ponoć jeszcze dwóch starszych zakonników, którzy nie mają ani siły, ani środków, by zająć się obiektem (i prawdę mówiąc, nie jest to praca na ich siły i możliwości). Znowu, kolejny raz spotkaliśmy się z historią jak z zamku w Głogówku, o której wspominałam na poprzednim blogu - piękny, imponujący obiekt popadający w ruinę, brak dobrej woli, wyobraźni, elementarnego poczucia piękna i wartości u osób, które decydują o jego przyszłości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;a onblur="try  {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TAv7Q149PuI/AAAAAAAAAFc/85fl8LWOp3A/s1600/081.JPG"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 267px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TAv7Q149PuI/AAAAAAAAAFc/85fl8LWOp3A/s400/081.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5479749638388793058" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;Swoją drogą, niezwykłe jest to miejsce, wyobraźcie sobie średniowieczną architekturę rodem z Burgundii wpisaną w nasze łąki! Wnętrze kościoła trochę, jak się wyraził Tomek, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;spaćkane barokiem, &lt;/span&gt;ale poza tym wszędzie dominuje taka szlachetna prostota. Odpoczęliśmy sobie pięknie, nie ma to jak &lt;span style="font-style: italic;"&gt;klasztorny spokój. &lt;/span&gt;Dziewczynki biegały boso po trawie i kładły się brzuszkami do góry wśród stokrotek - prawdziwe wakacje.&lt;br /&gt;Dzisiaj za to prawie cały dzień w domu. Przede mną kolejny tydzień, tym razem bez Tomka, który dociera właśnie do Wrocławia (równocześnie z kulminacją fali wezbraniowej na Odrze), by tam spędzić czas w archiwum. Ja z notesem na biurku kombinuję już, jak tu sobie poradzić bez niego, z dziećmi, odprowadzaniem i pracą.&lt;br /&gt;PS. Od znajomych, którzy oglądali moje zdjęcia z wycieczki, dowiedziałam się o jeszcze innych Tuwimowych i Demarczykowych tropach - W Inowłodziu powstały &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Kwiaty polskie"&lt;/span&gt;, jest tam też karczma, w której, po imprezie, został napisany słynny &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Grand valse brillant&lt;/span&gt;...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-3071302304290825172?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/3071302304290825172/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/06/just-perfect-day.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/3071302304290825172'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/3071302304290825172'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/06/just-perfect-day.html' title=''/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/TAv62ayEQoI/AAAAAAAAAFU/TkhJjwQDF10/s72-c/032.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-6549334687299189193</id><published>2010-06-03T14:26:00.000-07:00</published><updated>2010-06-03T15:13:35.149-07:00</updated><title type='text'>książki, których nie przeczytam</title><content type='html'>&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;Tak się czasem zastanawiam, &lt;/span&gt;powiedziała niedawno w pracy moja kierowniczka - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;zastanawiam się, pani Agnieszko, jakie ja kiedyś będę czytać książki. Czy nie będzie ze mną tak, jak z niektórymi czytelnikami, którzy teraz wypożyczają miernotę. A przecież ja ich znam, wiem, co kiedyś czytali. I co będzie kiedyś ze mną?&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/span&gt;Ta uwaga, rzucona zupełnie mimochodem, dała mi do myślenia. Co ja kiedyś będę czytać? W tym moim pytaniu, tak naprawdę, do głosu dochodzi lęk przed starością i wszystkim trudnym, co ze sobą przynosi. Otępienie, zniechęcenie, rozgoryczenie? Tego można się bać. Lecz także mądrość, wyrozumiałość dla ludzi, bezinteresowny zachwyt światem? Może? Czy to jednak do końca będzie zależało ode mnie?&lt;br /&gt;Na razie widzę, że i ja już nie wszystko mogę teraz czytać. I oglądać. Nie jestem w stanie przetrawić okrucieństwa, zła, które pokazuje swą gębę znad ludzkich podłości. To mnie przerasta - przyjąć jeszcze więcej cierpienia, o którym mówią książki i filmy. Przyjąć, a potem dalej jeszcze żyć i wierzyć. Może to ja jestem zbyt słaba, a może świat nienormalny? Ale wystarczy mi nieopatrznie dokładnie przestudiować wiadomości ze świata w internecie, do tego dołożyć "mocny" film, czy książkę. I odchorowuję to potem przez wiele dni czując, że coś się we mnie zapada, coś zamiera.&lt;br /&gt;Dokładnie pamiętam chwilę, gdy przeżyłam coś takiego - świadomie - po raz pierwszy. Byłam wtedy w maturalnej klasie, przerabialiśmy literaturę wojenną. Dopiero początek. Ja miałam już za sobą &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dymy nad Birkenau&lt;/span&gt;, myślałam, że z resztą sobie poradzę. Poznawczo, z dystansu. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Opowiadania&lt;/span&gt; Borowskiego i &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Medaliony&lt;/span&gt; Nałkowskiej zostały mi do przeczytania w nocy. Dobrze, że krótkie, pomyślałam, i zaczęłam lekturę.&lt;br /&gt;I wtedy tej nocy podczas czytania nagle coś pękło we mnie, coś osiągnęło nasycenie, a potem nic już nie było takie, jak przedtem.&lt;br /&gt;Odkąd zostałam mamą moich córek, jest jeszcze trudniej. Jakbym bała się świata i za siebie i za nie.&lt;br /&gt;To, oczywiście, wypływa czasami, na co dzień bywam spokojna i pogodna, ale lęk gdzieś się czai i wiem o nim, omijam niektóre książki, nie mam odwagi obejrzeć pewnych filmów. I tak już pewnie będzie zawsze.&lt;br /&gt;Jak sobie z tym radzą ci, którzy naprawdę przeżyli piekło? Jak oni żyją dalej?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednym z tematów szczególnie trudnych jest cierpienie dzieci. 25 maja obchodzony był Dzień zaginionego dziecka, poświęcony sprawie dzieci uprowadzonych, zaginionych bez wieści, a także i tych, które same uciekły z domu. Pisałam kiedyś na poprzednim blogu o chwili, gdy nagle straciłam z oczu Hanię, gdy myślałam, że się zgubiła gdzieś. I nagle całe przyszłe życie przed oczami, gdy jej szukam rozpaczliwie, bez spoczynku, w rozpaczy, do końca. Nie wyobrażam sobie większego koszmaru.&lt;br /&gt;Traf chciał, że ostatnio trafiłam na film poruszający tę tematykę. Był to włoski obraz "Io non ho paura" ("nie boję się") Gabriele Salvatores. Przedstawiał historię chłopca z włoskiej Apulii, który, podczas zabawy odkrywa przypadkiem podziemną kryjówkę, a w niej - innego chłopca, nagiego, oślepłego z braku światła, przykutego łańcuchem do swego więzienia. Początkowo przerażony jest odkryciem, potem powoli próbuje nawiązać kontakt z nieznajomym, przynosi mu wodę, chleb. Utrzymuje swoje odkrycie w tajemnicy, co okazuje się zbawienne, gdyż w uprowadzenie więźnia - celem wymuszenia okupu - jest zamieszany ojciec bohatera.&lt;br /&gt;Wiem, jak film się kończy - dość dramatycznie - ale nie byłam, po prostu, nie byłam w stanie obejrzeć go do końca. Szkoda, bo był piękny, przejmująca była też muzyka, wykonana przez kwartet smyczkowy (Ezio Bosso i Ennio Moricone). Może jeszcze kiedyś będę miała lepszy czas, może jeszcze kiedyś będę mogła znowu czytać, oglądać.................................................................................&lt;br /&gt;Dlatego nie dziwię się, zupełnie nie dziwię, gdy przychodzą do biblioteki starsi ludzie, zmęczeni ludzie, smutni. I mówią: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;proszę mi wybrać coś pogodnego, prostego, łatwego. Coś, by nie myśleć. By wreszcie odpocząć.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-6549334687299189193?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/6549334687299189193/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/06/ksiazki-ktorych-nie-przeczytam.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/6549334687299189193'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/6549334687299189193'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/06/ksiazki-ktorych-nie-przeczytam.html' title='książki, których nie przeczytam'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-4514577020138486984</id><published>2010-05-30T10:04:00.000-07:00</published><updated>2010-05-30T10:27:48.265-07:00</updated><title type='text'>w niedzielę</title><content type='html'>Mija właśnie niedziela, dzień, który obiecaliśmy sobie z Tomkiem spędzić wyjątkowo bez żadnego planu, bez programu, bez zegarka. Wreszcie. Okazało się to nie do końca możliwe, Dorotka wybierała się do teatru, a tam jednak godziny obowiązują. Czekając na nią, odwiedziliśmy kolejne targi książki, tym razem na Mariensztacie. Coś tam nawet kupiłam (dla dzieci) i wdałam się w rozmowę z jednym panem z wydawnictwa Noir sur Blanc na temat rabatu dla naszej biblioteki. Poczułam się przy tym jak profesjonalny pracownik - nawet w niedzielę dbający o dobro firmy :-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Duchota w powietrzu narastała.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W domu młodsze dziewczynki urządziły przedstawienie teatralne. Fabuła rozpoczynała się następująco:&lt;br /&gt;"&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dawno temu żyła pewna królowa, której mąż wyjechał daleko. Kiedy już miał powrócić, królowa zastanawiała się, jaką mu przyjemność sprawić na powitanie. Myślała, myślała i myślała. I wymyśliła, że najlepiej będzie urodzić mu dziecko. Ale nie wiedziała, jak to zrobić. Poszła więc do wróżki ... &lt;/span&gt;(...)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wreszcie spadł deszcz i przyszła burza. Lżej w powietrzu i na duszy. Czytam sobie, Tomek z Dorotką układają puzzle z 500 kawałków (z polityczną mapą Europy), młodsze się kąpią. Od jutra znowu z planem, każdego ranka strategiczna narada, kto, kogo, kiedy i skąd odbiera, kto zakupy&lt;br /&gt;robi, itp. Za krótka ta niedziela.&lt;br /&gt;Mogę chwilę pomarudzić? (a jednak, Zygzo?)&lt;br /&gt;że chciałabym więcej takiego nic nie robienia&lt;br /&gt;żeby mózg mi przestał tak planować, i tak mu to nie wychodzi najlepiej :-)&lt;br /&gt;żebym tak się umiała uspokoić&lt;br /&gt;i zasnąć wieczorem szybciej, niż po dwóch godzinach&lt;br /&gt;(...)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-4514577020138486984?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/4514577020138486984/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/05/mija-wasnie-niedziela-dzien-ktory.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/4514577020138486984'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/4514577020138486984'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/05/mija-wasnie-niedziela-dzien-ktory.html' title='w niedzielę'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-4589286348832192610</id><published>2010-05-16T23:39:00.000-07:00</published><updated>2010-05-19T06:42:32.518-07:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>Nie piszę, nie odzywam się, milczę. Może więcej się zajmuję życiem, może ciągle jeszcze za mało czasu decyduję się poświęcić dla siebie.&lt;br /&gt;To nawet kwestia tak drobnej rzeczy, jak miejsca, w którym piszę. Laptop mój przytwierdzony jest do sieci zwojami poplątanych kabli (brrr...) w pokoju, który pełni również funkcję naszej sypialni. Pokój ten ma dwa wejścia, w tym jedne szerokie, podwójne drzwi. Te drzwi są całkiem fajne, trochę, jak w starej kamienicy, ale wszystko to razem pozbawia nasz pokój intymności, a komputer walnie się do tego przyczynia. Nieraz, gdy siadam tutaj, to mam wrażenie, że jestem na Dworcu Centralnym, zwłaszcza, gdy za plecami kursują nieustannie jacyś rodzinni ludzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale tak naprawdę, to tylko wymówka. Jasno mi to pokazuje pewna sprawa. Otóż już wielokrotnie i na różne sposoby przemyśliwałam palącą potrzebę pomocy w domu - kogoś, kto by mi raz na jakiś czas posprzątał, umył okna, czy wyprasował sterty. Bo ja, oczywiście, wszystkiemu podołam, dzielna matka polka, ale dużym kosztem. Mam tyle pomysłów, których nie realizuję, bo nie tylko nie ma kiedy, ale, co jest gorsze, rutyna i zmęczenie skutecznie zabijają je w zarodku.&lt;br /&gt;I już od dawna się zbierałam do tego, by kogoś zatrudnić, ale zawsze byłam na to zbyt dzielna - czytaj, moje poczucie własnej wartości zbyt mocno wiązało się z zaharowaniem się i udowadnianiem, że jednak dam radę. Kwestia pieniędzy, owszem, wchodziła w grę, ale tak naprawdę również była tylko pretekstem.&lt;br /&gt;Nie będę już dalej marudzić, jakoś staram się tego nie robić, więc napiszę tylko krótko, że nie ma jak dobre koleżanki! Zostałam zręcznie umówiona z panią sprzątającą, ani się spostrzegłam. Może to dobry początek, by zacząć dbać o siebie.&lt;br /&gt;....................     ......................     ..........................     ........................     ...........................   ...........................  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A w sobotę byłam na najprawdziwszym wyjeździe integracyjnym, zorganizowanym przez dyrekcję naszych bibliotek. Zawsze mi się takie imprezy kojarzyły ze zdemoralizowanym życiem wielkich korporacji, które znam z opowieści. Z pewną satysfakcją stwierdzam, że u nas nie miałam okazji się zdemoralizować, chociaż, gdybym się bardzo uparła... ale nie. Było całkiem kulturalnie (w końcu taka jest misja biblioteki), mogłam nareszcie zobaczyć ludzi z innych placówek (rozsianych po całej dzielnicy). Zadbano o strawę duchową (teatr) i materialną (kolacja u Piotra Bikonta). Deszcz łaskawie nie padał, więc i spacer się udał.&lt;br /&gt;Dużą radość sprawia mi teraz kontakt z dorosłymi ludźmi, bycie kimś z grona dorosłych. Po latach przebywania z dziećmi i w dziecięcych kontekstach - to duża zmiana, z której się nieustannie cieszę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odkryłam też, jak wielką radość daje mi spotykanie w pracy tylu starszych ludzi. Nie ukrywajmy, tacy najchętniej do nas przychodzą, zważywszy repertuar na półkach (lektury i literatura dziecięca z braku miejsca czekają w magazynie na przeprowadzkę i lepsze czasy). Zauważyłam, że niemal odruchowo bardziej teraz zauważam staruszków na ulicach, częściej im się przyglądam. Z naszymi czytelnikami lubię rozmawiać, odkrywam, jakie to wspaniałe nieraz są osoby. I ciągle żałuję gdzieś w środku, że nie pamiętam żadnego z moich dziadków (jeden umarł na długo przed moim urodzeniem, drugi jeszcze mnie ponoć trzymał na kolanach, ale ja już tego nie zapamiętałam).&lt;br /&gt;A z Janeczką czytamy teraz bardzo ładną książeczkę, o dziadku właśnie, Angeli Nanetti,&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Mój dziadek był drzewem czereśniowym"&lt;/span&gt;. Piękne, bardzo polecam!&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/S_PqRx5viAI/AAAAAAAAAEo/rAGxLPmuYO4/s1600/dziadek.jpg"&gt;&lt;img style="float: right; margin: 0pt 0pt 10px 10px; cursor: pointer; width: 140px; height: 209px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/S_PqRx5viAI/AAAAAAAAAEo/rAGxLPmuYO4/s320/dziadek.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5472975563359488002" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-4589286348832192610?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/4589286348832192610/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/05/nie-pisze-nie-odzywam-sie-milcze.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/4589286348832192610'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/4589286348832192610'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/05/nie-pisze-nie-odzywam-sie-milcze.html' title=''/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/S_PqRx5viAI/AAAAAAAAAEo/rAGxLPmuYO4/s72-c/dziadek.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-9046204395966440433</id><published>2010-05-07T08:18:00.000-07:00</published><updated>2010-05-07T12:29:43.024-07:00</updated><title type='text'>kasjerki żywot ciężki</title><content type='html'>Złapałam paskudne przeziębienie, co rzadko mi się zdarza. Dopadło mnie, gdy byłam w dołku, pozbawiona psychicznej odporności. Z dołka już wyszłam, lecz infekcja została.&lt;br /&gt;Mimo to, chodzę do pracy (syndrom niezastąpionej). W ramach akcji "coś miłego dla chorego" odpuściłam sobie sprzątanie i prasowanie (z niemiłą perspektywą, że poczeka to na mnie, jak wyzdrowieję). Wypijam litry zielonej herbaty z cytryną i świeżym imbirem, inhaluję się olejkiem lawendowym (odległe już chorwackie wspomnienie...). I nie przemęczam się. Deszcz wypłoszył większość czytelników, mamy teraz tak zwaną plażę, czyli pustki.&lt;br /&gt;Czasem z książek, które zwracają ludzie, wypadają dziwne rzeczy. Często są to zdjęcia, kwity, bilety, itp., pełniące funkcję zakładek. Nieraz są to notatki, listy zakupów, postanowień noworocznych, przepisy kulinarne... Wszystko to staramy się oddawać właścicielom, o ile da się szybko ustalić ich tożsamość. Przypomniała mi się teraz historia, którą znam od koleżanki z pracy. Znalazła w świeżo zwróconej książce grubą kopertę z pieniędzmi i nie była to, bynajmniej, łapówka. Ktoś zostawił całą miesięczną pensję, właśnie wyjętą z bankomatu, jak się potem okazało. Właściciela szybko zidentyfikowano i sprawa zakończyła się szczęśliwie.&lt;br /&gt;Pewnego razu, rozmawiając z czytelniczką, napomknęłam o tej historii. Zobaczyłam w jej oczach szok i niedowierzanie:&lt;br /&gt;- Jak to, oddała te pieniądze??&lt;br /&gt;- Oczywiście. A co mogła zrobić innego?&lt;br /&gt;- No, przecież znalazła! Znalazła! Mogła sobie wziąć! Ja - tu czytelniczka lekko się rozmarzyła - gdybym, na przykład, podniosła na ulicy portfel z pieniędzmi, to bym potraktowała to jako prezent dla mnie. Prezent od losu! - tu zaperzyła się znowu -  Bo ja mam ciężkie życie, proszę pani. Pracuję na kasie w [tu nazwa supermarketu]. Wie pani, jak mnie ludzie traktują?! Jak strasznie? Dzisiaj ufać już nie można nikomu. I na nikim polegać.&lt;br /&gt;Zatkało mnie z lekka. Owszem, udowadniała mi właśnie skutecznie, że na &lt;span style="font-style: italic;"&gt;niektórych &lt;/span&gt;ludziach nie można polegać na pewno. Próbowałam wytłumaczyć, na czym polega elementarna uczciwość (czułam się tak, jakbym wyjaśniała to dziecku), lecz, jak to często bywa w takich sytuacjach, im dłużej mówiłam, tym słabiej to brzmiało, na twarzy czytelniczki rozkwitał złośliwy uśmiech mściwej satysfakcji. Nie zna pani życia! Co za naiwność! Jeszcze się przekona, jacy są ludzie!&lt;br /&gt;Do czytelniczki dołączyła się jej córka, całkiem młoda jeszcze dziewczyna.  -  Ludzie są straszni! Wie pani!? Ja pracuję na infolinii w pizzerii, jakie chamy do nas dzwonią, wie pani?&lt;span style="font-style: italic;"&gt; &lt;/span&gt;Jak zlikwidowaliśmy rabat dla studentów, to czego ja się nie nasłuchałam! Jakich obelg! Studenci są najgorsi, zwłaszcza ci z UW. Co innego, prywatne uczelnie, tam jest kultura dopiero. Wiem, bo sama na takiej studiuję. Że co? Że generalizuję?? No, wie pani?!&lt;br /&gt;Takie sceny rzadko się u nas zdarzają, na szczęście. Obie panie odpuściły sobie po jakichś dziesięciu minutach i wyszły, zapewne przeświadczone, że dały dobrą lekcję naiwnej dziewczynie. Tak się nie znać na ludziach!&lt;br /&gt;Z drugiej strony jednak, gdy nieraz ukradkiem przyglądam się zmęczonym kasjerkom w dużych sklepach (do których ja sama chodzę najrzadziej, jak mogę), w jednakowych uniformach, unieruchomionych w tych okropnych boksach, miewałam nieznośne wrażenie, że łatwo może przyjść komuś potraktować je jak przedłużenie kasy fiskalnej. Sprawnej albo zepsutej. Banalnie zabrzmi, ale za tą kasą nieraz nie widać już człowieka, a już na pewno jego osobowości. Jednakowe 'dzień dobry' dla wszystkich (w Niemczech życzono nam zawsze jeszcze 'miłego weekendu'), takie same stroje ochronne (nieraz okropnie nietwarzowe). I do tego setki spieszących się, zdenerwowanych klientów, których zawodzi empatia, o ile ją przedtem w ogóle posiadali, a których trzeba sprawnie i szybko obsłużyć. Straszna dehumanizacja, czego efekty widać, jak choćby na powyższym przykładzie.&lt;br /&gt;Aby jednak nie zakończyć wpisu na tak pesymistycznej nucie - oto, co znalazłam w jednej z książek. Była to karteczka z następującym napisem;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;szedłem, szedłem, szedłem&lt;br /&gt;szedłem szedłem, szedłem&lt;br /&gt;i doszedłem!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Należy ufać, że konkluzja, do jakiej doszedł czytelnik, okazała się wiążąca dla jego życia.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-9046204395966440433?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/9046204395966440433/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/05/kasjerki-zywot-ciezki.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/9046204395966440433'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/9046204395966440433'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/05/kasjerki-zywot-ciezki.html' title='kasjerki żywot ciężki'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-5792540720094007495</id><published>2010-05-05T09:54:00.000-07:00</published><updated>2010-05-05T23:05:22.132-07:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/S-Gs_uULRcI/AAAAAAAAAEg/PuhRsB4gG9k/s1600/186.JPG"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 214px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/S-Gs_uULRcI/AAAAAAAAAEg/PuhRsB4gG9k/s320/186.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5467841633368884674" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Być może ktoś niezorientowany pomyślał, że ja ciągle jeszcze jestem w   Chorwacji, bo nic nie piszę na blogu. Otóż, nie, niestety. Byliśmy,   wróciliśmy. Musnęliśmy zaledwie bogactwo, jakie świat otwiera przed   człowiekiem podróżującym.&lt;br /&gt;Jakoś nie chce mi się silić tutaj na opis   miasta i całej naszej wyprawy. Można to wszystko odnaleźć w   przewodnikach i w sieci. Wrzuciłam różne nasze ładne zdjęcia na FB,   jeśli ktoś ma ochotę obejrzeć, a jeszcze nie widział, to zapraszam.&lt;br /&gt;Wspomnę   więc lapidarnie jedynie - było pięknie. To, co od razu nas uderzyło,  to  zapachy! Cała różnorodność krzewów &lt;span style="font-style: italic;"&gt;in   fiore, &lt;/span&gt;kwitły bzy, glicynie, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;pittosporum&lt;/span&gt; i wiele, wiele innych.   Mocna woń, jakby jaśminu, dominowała na ulicach, potem zorientowaliśmy   się, że to pachną kwiaty pomarańczy, niebywałe, wystarczyły dwa   niewielkie drzewka, by wyperfumować cały &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Stradun &lt;/span&gt;(główna ulica przecinająca stare miasto). To   bardzo szlachetny zapach, niezwykle poszukiwany w perfumiarstwie. Zajmowałam   się kiedyś trochę aromaterapią i wiem, że aby uzyskać 10 gramów olejku  z  kwiatów pomarańczy (zwanego też &lt;span style="font-style: italic;"&gt;neroli&lt;/span&gt;   - nie mylić z olejkami z owoców, czy liści), potrzeba kilku ton  płatków  kwiatów, wyobrażacie sobie! Podobne właściwości (i cenę) ma  chyba  jedynie olejek różany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try  {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/S-GrtpNMB8I/AAAAAAAAAEQ/qHP0ew2SGlc/s1600/207.JPG"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/S-GrtpNMB8I/AAAAAAAAAEQ/qHP0ew2SGlc/s320/207.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5467840223248123842" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;(Kwiat  pomarańczy)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try  {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/S-GrPBHUhjI/AAAAAAAAAEI/Ete2_GV9RzQ/s1600/152.JPG"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/S-GrPBHUhjI/AAAAAAAAAEI/Ete2_GV9RzQ/s320/152.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5467839697090020914" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Oprócz  tego pachniała jeszcze lawenda, którą w Chorwacji masowo się sprzedaje  turystom. Hvar znana jest nawet jako "lawendowa wyspa". Dubrownik też na  tym korzysta, stąd wszędzie pełno nasączanych poduszeczek, mydełek,  buteleczek; są lawendowe ciastka i nalewki. Na uliczkach stragany,  sprzedający leją biednym turystom olejek prosto na skórę, stąd  intensywność woni.&lt;br /&gt;Pachniało też, oczywiście, morze, chociaż to była  już raczej nuta serca w zapachu miasta. Wilgoć i sól w powietrzu. Do  tego czasem intensywny zapach świeżych ryb. No i rozmaitość cała woni z  restauracji, piekarni, kawiarni. Chodziłam jak odurzona tym wszystkim.&lt;br /&gt;I  jeszcze, jeszcze jeden. Zapach świeżego prania. Tak, jak w Italii, tak i  tutaj, prześcieradła, bluzeczki, majteczki suszą się na powietrzu, na  sznurach przewieszonych przez uliczki o szerokości nieledwie dwóch  metrów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/S-GsRqY49UI/AAAAAAAAAEY/6iNqqhQR-1E/s1600/060.JPG"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 214px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/S-GsRqY49UI/AAAAAAAAAEY/6iNqqhQR-1E/s320/060.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5467840842040931650" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;(Typowa uliczka prostopadła do głównej, biegnąca w górę - na dół po schodach)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No, i tak to było.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-5792540720094007495?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/5792540720094007495/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/05/byc-moze-ktos-niezorientowany-pomysla.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/5792540720094007495'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/5792540720094007495'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/05/byc-moze-ktos-niezorientowany-pomysla.html' title=''/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/S-Gs_uULRcI/AAAAAAAAAEg/PuhRsB4gG9k/s72-c/186.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-5412968611810023595</id><published>2010-04-22T01:15:00.000-07:00</published><updated>2010-04-22T01:41:08.700-07:00</updated><title type='text'>w cieniu wulkanu</title><content type='html'>Ostatnie chwile upływają nam nerwowo, czekamy na wieści o wulkanie w związku z jutrzejszym wylotem. Wulkan, jak to wulkan, nieprzewidywalny, już ponoć nie dymi, ale kłopot jest z logistyką lotów, czy jest odpowiednia ilość samolotów na lotnisku, itp.&lt;br /&gt;A dokąd lecimy? Do Dubrownika, na rocznicę ślubu. Naszą, co podkreślam, bo prawie wszyscy pytają, na czyją. Babci?&lt;br /&gt;A tu już trzynaście lat razem.&lt;br /&gt;Dziewczynki ze swojej strony robią wszystko, by nam te niepewne chwile przed wyjazdem jakoś urozmaicić. W niedzielę na spacerze dwie z trzech wpadły do stawu na Polach Mokotowskich, a przedtem jedna wsadziła sobie sprytnie palec między łańcuch od roweru, a koło, na którym jest on zamocowany. We wtorek Hania obudziła się z katarem do pasa i spuchniętymi powiekami. Zaaplikowałam w oba miejsca neomycynę i dzisiaj już jest dobrze. Za to pałeczkę przejęła Janeczka, która dzisiaj nie mogła otworzyć zaropiałego oka. I broniła się rękami i nogami przed jakąkolwiek interwencją mamy - lekarki amatorki (ale za to z intuicją:-)). Do jutra musi jej się poprawić, bo jak tu oddać takie kaprawe dziecko dziadkom (dziewczynki nie jadą z nami)? Dorotka  też coś ma na powiece, która cała jest czerwona, wygląda to trochę na tzw. jęczmień we wczesnej fazie. Tylko dlaczego wszystko naraz?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na fali islandzkiego wulkanu (pięknie się nazywa: Eyjafjallajokull) podczytuję sobie malutką książeczkę: "Poradnik ksenofoba. Islandczycy" Richarda Sale. Doczytałam się właśnie informacji z branży, a mianowicie, że w Islandii wydawanych jest najwięcej ksiażek na jednego mieszkańca, niż w jakimkolwiek innym kraju na świecie, i to książek nie bylejakich. Mają nawet takie powiedzenie: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;lepiej jest chodzić boso, niż bez ksiażek. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;Ciekawe, jednak, ile warta jest taka statystyka w obliczu faktu, że ich jest przecież tak mało! Czy je chociaż czytają, pytanie.&lt;br /&gt;A oto islandzki dowcip (najlepiej się poznaje inną kulturę poprzez ich stosunek do humoru!):&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kiedyś pewien mężczyzna podróżował po bezdrożach Islandii. Nagle jego samochód odmówił posłuszeństwa. Żaden z niego był mechanik, ale zrozpaczony podniósł maskę i gapił się w silnik. Kiedy tak kręcił głową ze złości, usłyszał za sobą głos: "to gaźnik". Gdy odwrócił głowę,. zobaczył stojącego za nim konia. Uciekł ze strachu, pędem przecinając stok pobliskiego wzgórza. Poniżej zobaczył gospodarstwo, pospieszył więc w tym kierunku. Załomotał w drzwi chałupy, a rolnik wpuścił go do środka. Kiedy opowiadał mu swoją historię, chłop siedział nieporuszony, a na koniec zapytał :"Jakiej był maści"? Zaskoczony pytaniem mężczyzna odpowiedział, że kasztan. "Ach tak - powiedział chłop - tego to nie słuchaj. On się nie zna na samochodach".&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Miłego dnia. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-5412968611810023595?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/5412968611810023595/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/04/w-cieniu-wulkanu.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/5412968611810023595'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/5412968611810023595'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/04/w-cieniu-wulkanu.html' title='w cieniu wulkanu'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-4779859208781496952</id><published>2010-04-19T12:10:00.000-07:00</published><updated>2010-04-19T12:33:38.104-07:00</updated><title type='text'>kara za przetrzymanie, nieładnie</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/S8yvU1MDZfI/AAAAAAAAAEA/BhjSYukNmG8/s1600/a45d9663cd5decb114dbf59ecf208bf3.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 99px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/S8yvU1MDZfI/AAAAAAAAAEA/BhjSYukNmG8/s320/a45d9663cd5decb114dbf59ecf208bf3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5461933220503447026" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;A u mnie wiosna, smutek powoli ustępuje, ale ciągle jest, to nie  flaga, którą można zdjąć z okna. Jakaś taka teraz jestem bardziej 'do  środka'.&lt;br /&gt;&lt;p&gt;Przeczytałam właśnie "Kapuściński non-fiction" Artura  Domosławskiego, grubą księgę o przeszło pół tysiącu stronach. Sporo o niej  słyszałam przedtem, cała przecież afera się przetoczyła, czy ją  publikować, czy to moralnie słuszne.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Moim zdaniem, słuszne,  jak najbardziej. I nie dlatego, że dyszę chęcią zdemaskowania ciemnych  wątków z przeszłości wielkiego pisarza i reportera. Przeciwnie, po  lekturze dochodzę do wniosku, że nic to jego sławie nie zaszkodzi, a za  to pomoże zrozumieć rozmaite wybory, pochylić się nad słabościami i  słabostkami. A co do przeszłości, o wiele lepiej jest strategicznie  teraz wszystko powiedzieć, zamiast skazywać ludzi na próżne domysły,  niezdrowo pobudzające wyobraźnię. Domosławski nie stroni od trudnych  pytań. Odpowiedzi jego nie są proste. Wielokrotnie, jak sam napisał,  "zakładał buty"Kapuścińskiego, rozpatrywał sprawę z wielu punktów  widzenia, przywołując konteksty polityczne, historyczne, kulturowe,by  lepiej go zrozumieć. Nie bał się jednak pozostawić kwestii otwartych,  niedopowiedzianych, zawieszonych, gdy nie było łatwej  odpowiedzi.Pracowitość i skrupulatność jej autora zasługuje na wielką  pochwałę.Ta książka nie stawia tezy, za to doskonale wpisuje się w nurt  pozycji zachęcających czytelnika do samodzielnego myślenia. Pięknie  napisana, poza tym, doskonale się czyta.&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div id="calendarHead"&gt;&lt;div id="calendarTop"&gt;&lt;div class="searchSite"&gt;A oto, co znalazłam dzisiaj na stronie Polskiego Radia:&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;h2&gt;&lt;p id="title"&gt;Kara za nieoddanie książek &lt;/p&gt;&lt;/h2&gt;                      &lt;span class="date"&gt;poniedziałek, 19 kwietnia 2010&lt;/span&gt;   &lt;p&gt;     &lt;b&gt;Pracownicy najstarszej biblioteki w Nowym Jorku odkryli ze  zdumieniem, że pierwszy prezydent USA Jerzy Waszyngton pożyczył stamtąd  dwie książki, których nigdy nie oddał. Jak zauważa portal BBC News, kara  za nieoddanie książek wyniosłaby dziś 300 tys. dolarów.&lt;/b&gt;   &lt;/p&gt;   &lt;div style="width: 167px;" class="fotoLeft"&gt;     &lt;img src="http://www.polskieradio.pl/_files/20080605195040/2010041909070517_200.jpg" /&gt;Jerzy  Waszyngton (źr. Wikipedia)&lt;/div&gt;   &lt;p&gt;W 1789 roku prezydent pożyczył z New York Society Library, wówczas  jedynej biblioteki na Manhattanie, dwie książki. Były to: rozprawa o  stosunkach międzynarodowych "Prawo narodów" oraz protokoły posiedzeń z  brytyjskiej Izby Gmin. Jerzy Waszyngton nie wpisał się do księgi  bibliotecznej, ale jak podaje BBC, jego współpracownik zapisał w niej,  że książki wypożyczył prezydent. Bibliotekarze odkryli ten zapis w  trakcie digitalizacji księgi.&lt;/p&gt;   &lt;p&gt;BBC wylicza, że kara za nieoddanie książek z narosłymi przez 220  lat odsetkami wyniosłaby dziś 300 tys. dolarów. Biblioteka oznajmiła, że  bardziej zależy jej na odzyskaniu dwóch tomów - te jednak najwyraźniej  przepadły bez wieści.&lt;/p&gt;   &lt;p&gt;W bilansie zasług Jerzego Waszyngtona dla Ameryki zaznaczyć trzeba  dwie małe straty - zauważa BBC.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;(Koniec cytatu)&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ładnie to tak, Prezydencie?&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-4779859208781496952?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/4779859208781496952/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/04/kara-za-przetrzymanie-nieadnie.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/4779859208781496952'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/4779859208781496952'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/04/kara-za-przetrzymanie-nieadnie.html' title='kara za przetrzymanie, nieładnie'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/S8yvU1MDZfI/AAAAAAAAAEA/BhjSYukNmG8/s72-c/a45d9663cd5decb114dbf59ecf208bf3.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-6092877023544682398</id><published>2010-04-16T02:54:00.000-07:00</published><updated>2010-04-16T03:20:14.279-07:00</updated><title type='text'>ja - rozsypana</title><content type='html'>Ciągle trudno mi sie pozbierać w obliczu tej katastrofy lotniczej. Różnie jest, nieraz kolejny dzień wydaje się być już prawie normalny, "tylko trochę' smutny. Po czym nagle sypię się zupełnie. Zaczynam płakać, tak, ze smutku. Drażnią mnie irracjonalnie moje dzieci, które hałaśliwie śmieją się w samochodzie. Dotknęło mnie to naprawdę głęboko, teraz to widzę. Jakiś stopień nasycenia nieszczęściem osiągnęłam. I mówię to ja, a co mogą powiedzieć np. żony czy mężowie tych, co odeszli, ich dzieci? Jeden z posłów miał ośmioro dzieci. Ojciec koleżanki Dorotki z równoległej klasy także zginął.&lt;br /&gt;Dobija mnie to zamieszanie wokół miejsca pogrzebu Prezydenta. Mam bloga i może nawet tu byłoby miejsce, by pisać o swoich poglądach w tej sprawie, ale właśnie nie, nie będę tego robić! Nie ja przynajmniej! Moją wrażliwość głęboko ranią spory w takiej chwili, krzyki nad trumnami, uważam, ze to nieludzkie. Że niektórzy powinni się zamknąć. Wstyd mi za tych ludzi. Niezależnie od tego, co sądzę. I polecam tym wszystkim, którzy teraz krzyczą, wiersz Herberta "Potęga smaku".&lt;br /&gt;Biblioteki też nie omijają emocje, ludzie przychodzą z różnym nastawieniem - niektórzy wyciszeni, inni nabuzowani. Nigdy jeszcze tyle osób z własnej inicjatywy nie uiściło kar za przetrzymanie książek ponad termin, zwykle trzeba im o tym przypominać. Wczoraj o mały włos nie było awantury między czytelnikami, którzy starli się w poglądach politycznych. Na szczęście jeden z adwersarzy, starszy pan, po prostu przestał się odzywać i kłótnia wyciszyła się samoistnie.&lt;br /&gt;Uspokajające głęboko są za to pewne domowe czynności i tu dziękuję bardzo Kasi, od której dostałam zakwas i już po raz trzeci piekę chleb. Z zakwasem jest prosto i pięknie, wystarczy tylko zamieszać, odstawić i upiec, chleb zawsze wychodzi wspaniały, smaczny, pachnący. Nie ma tego pracowitego zagniatania, jak przy drożdżowych wypiekach (co, swoją drogą, też jest relaksujące, ale nie zawsze ma się na to czas i ochotę). Wczoraj rano zamieszałam (i to właśnie jest takie uspokajające), a wieczorem upiekłam. Dzisiaj zjadamy...&lt;br /&gt;(Z chętnymi podzielę się zakwasem i przepisem.)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-6092877023544682398?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/6092877023544682398/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/04/ja-rozsypana.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/6092877023544682398'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/6092877023544682398'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/04/ja-rozsypana.html' title='ja - rozsypana'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-4407506482212883483</id><published>2010-04-10T03:45:00.000-07:00</published><updated>2010-04-10T03:54:40.608-07:00</updated><title type='text'>*</title><content type='html'>Dowiedziałam się właśnie od jednej z czytelniczek o tragedii. Jestem głęboko wstrząśnięta, poruszona, przerażona.&lt;br /&gt;Jaką głęboką i bolesną wymowę ma właśnie to miejsce i okoliczności. Boże, pociesz tych, którzy stracili swoich bliskich.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-4407506482212883483?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/4407506482212883483/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/04/blog-post.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/4407506482212883483'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/4407506482212883483'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/04/blog-post.html' title='*'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-8732434483407339761</id><published>2010-04-02T09:16:00.000-07:00</published><updated>2010-04-03T09:27:33.802-07:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>Wpadam tylko na chwilę. Święta już się zaczęły, a ja pracuję do końca  tygodnia, dobrze, że sobota wolna. Swoją drogą, zawsze mnie oburzało, że  dla największych Świąt w roku nie przewiduje się prawie żadnych wolnych  dni od pracy. To, co jest wolne, pachnie malizną :-) Nawet w szkołach  dziwnie mało tych dni. Tymczasem mam ogromną potrzebę wyciszenia,  skupienia, trudną do osiągnięcia w tych warunkach. Zwłaszcza, że czyha  na mnie pułapka atawistycznego sprzątania, które, tak naprawdę, dobrze  jest zrobić na spokojnie z okazji wiosny, a nie tuż przed świętami, na  ostatnich nogach. Swoją drogą, dobrze to u siebie widzę, że potrzeba  porządkowania tego, co na zewnątrz łączy się u mnie z głębokim  pragnieniem ładu wewnętrznego. I jest swego rodzaju zastępczym  działaniem, przynoszącym chwilową ulgę, ale nie dotykającym nawet tego  głębokiego pragnienia.&lt;br /&gt;Nieraz sobie też myślałam o tym, czym jest  poszukiwanie piękna w świecie, w ludziach, przedmiotach. Jaką głęboką  potrzebę wyraża, jak łatwo ją zagadać rzeczami i całą masą dodatkowych  problemów związanych z posiadaniem, zazdrością, itp.&lt;br /&gt;Czego, tak na  prawdę, szuka człowiek? Czy Kogo? I, nie znajdując, zapycha potem tę  pustkę całą masą zbędnych rzeczy i działań.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze jeden z moich  czytelników umiera. Na płuca. Nawet nie zdążyłam go poznać, odwiedza  nas jego żona. Pożycza dla męża dużo książek, ten pan już nie ma na nic  siły, leży pod tlenem, ale czyta dużo. Wczoraj więc wybierałam książki  dla umierającego człowieka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/S7drrV9KnZI/AAAAAAAAAD4/wNZ3GZfWXE4/s1600/PK581755.JPG"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 99px; height: 128px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/S7drrV9KnZI/AAAAAAAAAD4/wNZ3GZfWXE4/s320/PK581755.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5455947865954885010" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/S7drluiX2kI/AAAAAAAAADw/XEu3KL4d90g/s1600/PK581358.JPG"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 128px; height: 91px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/S7drluiX2kI/AAAAAAAAADw/XEu3KL4d90g/s320/PK581358.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5455947769474177602" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/S7drfOGH5XI/AAAAAAAAADo/KQNU5X-cbV4/s1600/PK581314.JPG"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 202px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/S7drfOGH5XI/AAAAAAAAADo/KQNU5X-cbV4/s320/PK581314.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5455947657686541682" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/S7drS40GcvI/AAAAAAAAADg/OPZK0LKvcV0/s1600/PK581216.JPG"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 128px; height: 76px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/S7drS40GcvI/AAAAAAAAADg/OPZK0LKvcV0/s320/PK581216.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5455947445815374578" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/S7dpp7KGNwI/AAAAAAAAADY/vmu8GkjS6QM/s1600/063.JPG"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 214px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/S7dpp7KGNwI/AAAAAAAAADY/vmu8GkjS6QM/s320/063.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5455945642558240514" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/S7dpdlwLqzI/AAAAAAAAADQ/joXH4Zzl0hA/s1600/067.JPG"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/S7dpdlwLqzI/AAAAAAAAADQ/joXH4Zzl0hA/s320/067.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5455945430653971250" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A w niedzielę byliśmy w Górze Kalwarii na misterium pasyjnym. Wskrzeszone po niemal dwustu latach, siłami ochotników - amatorów. Głęboko poruszające. Do Góry ściągnęły tłumy, pogubiliśmy się z Tomkiem, na szczęście, dzieci cały czas były z nami. Muzykę skomponował i wykonał Jacek Kowalski, bardzo ciekawy, niszowy artysta. Zdumiewający jest rozmach tego przedsięwzięcia, zaangażowanie artystów, stroje, dekoracje. Zwłaszcza, jeśli wziąć pod uwagę nasze przaśne polskie warunki. Przedstawienie doskonale wkomponowano w układ przestrzenny rynku i kościoła. Wielką siłą było wystawienie pasji na powietrzu, w realnym krajobrazie, wśród tłumów zwykłych ludzi. Przypomniało mi się, jak dwa lata temu spędzaliśmy święta w Albacete w Hiszpanii. Bogactwo świętowania, pochodów z bębnami i trąbami, ukwiecone figury, biczownicy boso i łańcuchach - to robiło wrażenie, chociaż cały czas wydawało się nam, że jest to głównie bogata, tradycyjna fasada, za którą nie kryje się specjalne bogactwo przeżyć i głębia. Ważne jednak było, ze wychodzi się na ulicę, że ludzie są razem, że się angażują. U nas tak mało jest okazji do tego typu wydarzeń. Na Południu, mam wrażenie, każda okazja jest do tego dobra. Poznaję trochę Hiszpanię z opowieści Ani i co pewien czas popadam w zadziwienie - jakby to był jakiś inny gatunek, niż człowiek polski. Podobnie rzecz się ma z Włochami, których wielu znam osobiście, ale mimo wszystko, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Hiszpanie to są tacy Włosi, ale jeszcze bardziej!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;(wpis ten popełniłam wczoraj wieczorem, dzisiaj wklejam zdjęcia, niektóre moje, inne z sieci. Niestety, niektóre wyszły za małe, ale nie mam czasu teraz z tym walczyć :-))&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-8732434483407339761?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/8732434483407339761/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/04/wpadam-tylko-na-chwile.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/8732434483407339761'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/8732434483407339761'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/04/wpadam-tylko-na-chwile.html' title=''/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/S7drrV9KnZI/AAAAAAAAAD4/wNZ3GZfWXE4/s72-c/PK581755.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-1114781732203203633</id><published>2010-03-24T07:04:00.000-07:00</published><updated>2010-03-24T14:36:58.203-07:00</updated><title type='text'>orient express</title><content type='html'>Przyspieszył mi czas. Odkąd pracuję, mam wrażenie, że wskoczyłam do rozpędzonego pociągu. Zawsze bardzo ceniłam brak pośpiechu i uważność. Teraz staram się tego nie zgubić, ale pociąg pędzi, pędzi bez litości. Paradoksalnie, mam teraz tyle fajnych książek do przeczytania, a nie bardzo wiadomo, kiedy. No, czasem, ale to naprawdę tylko czasem, w bibliotece. Między jednym czytelnikiem, a drugim, jeśli ruch jest umiarkowany, nie za duży, nie za mały. Taki, że nie da się wziąć za jakąś sensowną wewnętrzną pracę.&lt;br /&gt;Ale generalnie nie należy łączyć pracy bibliotekarza z czytaniem w bibliotece, to mit.&lt;br /&gt;Do bloga też zaglądam dużo rzadziej. Ciekawe, jak to robi np. Zygza, że pisze codziennie (właśnie, Zygzo, jak to robisz?). Czy to taki neoficki zapał, czy co.&lt;br /&gt;Niedawno pisałam Wam o kawie. Przyszła mi do głowy teraz jeszcze jedna smaczna opowiastka, tym razem o Neapolu. Otóż jest to prawdopodobnie jedyne miejsce, gdzie wciąż jeszcze można zamówić "caff&lt;span style=""&gt;è&lt;/span&gt;   sospeso". A na czym to polega? Posłuchajcie:&lt;br /&gt;Otóż, gdy szczęście nam sprzyja, kasa dopisuje i czujemy się fantastycznie, jednym słowem, gdy żyć się chce i śpiewać, idziemy wtedy do baru i kupujemy sobie kawę. Ale nie byle jaką, caff&lt;span style=""&gt;è&lt;/span&gt; sospeso, mianowicie. Płacimy jak za dwie, a dostajemy - jedną. I tu jest cały sekret. Bo ta druga, zapłacona, będzie czekała na kogoś, kto akurat tego dnia jest na dnie, bez kasy, nieszczęśliwy i zgnębiony życiem. W ten sposób okazujemy naszą wdzięczność i jednocześnie solidarność z tą mniej szczęśliwą częścią ludzkości, wiedząc jednocześnie, że gdy nas dopadnie mizeria życiowa, czyjeś "caff&lt;span style=""&gt;è&lt;/span&gt;   sospeso" postawi nas na nogi.&lt;br /&gt;Po chwili uczciwego namysłu stwierdzam, że aktualnie znajduję się w nastroju, by raczej komuś kawę postawić, niż z niej skorzystać. Z pełną świadomością, jednakże, że to tylko kwestia chwili. Mój rozpędzony pociąg może się równie dobrze okazać orient expressem, jak i zwykłą rzeźnią do Zagórza, jak za dawnych lat.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-1114781732203203633?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/1114781732203203633/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/03/orient-express.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/1114781732203203633'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/1114781732203203633'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/03/orient-express.html' title='orient express'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-3192487679932992617</id><published>2010-03-17T06:12:00.000-07:00</published><updated>2010-03-17T09:24:56.943-07:00</updated><title type='text'>po-urodzinowo</title><content type='html'>Po trwającym trzy dni urodzinowym &lt;span style="font-style: italic;"&gt;triduum &lt;/span&gt;powrót do normalnego życia. Dwie osiemnastki na karku, kto by pomyślał, że życie po trzydziestce jest takie ciekawe, coraz ciekawsze!&lt;br /&gt;Mam teraz zupełnie wyjątkowo kilka wolnych chwil dla siebie w pustym mieszkaniu, co się ostatnio rzadko zdarza, a co zawsze bardzo sobie ceniłam. Nie znaczy to, ze nie lubię być razem z moimi miłymi, ale bardzo potrzebuję takiej samotności. Zauważyłam, że gdy długo jestem takiej okoliczności pozbawiona, nie potrafię się tak naprawdę zregenerować i wrócić do ludzi. I moja obecność wtedy jest tylko częściowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wczoraj w bibliotece:&lt;br /&gt;- "Słucham pana"  - mówię do kolejnego czytelnika czekającego w kolejce.&lt;br /&gt;- "O, jak to dobrze" - on na to  - że ktoś mnie jeszcze słucha! Dziękuję".&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-3192487679932992617?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/3192487679932992617/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/03/po-urodzinowo.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/3192487679932992617'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/3192487679932992617'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/03/po-urodzinowo.html' title='po-urodzinowo'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-6011338431881027435</id><published>2010-03-09T10:48:00.000-08:00</published><updated>2010-03-09T11:31:54.321-08:00</updated><title type='text'>wtapiam się</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/S5ahQBlIXyI/AAAAAAAAACQ/eM_76hPG1L0/s1600-h/david+rieff.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 197px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/S5ahQBlIXyI/AAAAAAAAACQ/eM_76hPG1L0/s320/david+rieff.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5446718096025345826" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Kilka dni temu jeden z moich czytelników, starszy pan, powiedział mi:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-Muszę  panią serdecznie przeprosić. Pani jest nowym pracownikiem, widzieliśmy  się tu już kilka razy, a ja jeszcze nie przywitałem się z panią. Błąd  karygodny, proszę o wybaczenie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja na to, że ależ ależ nic  nie szkodzi naprawdę nic&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;a pan:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-Bo pani się tutaj tak  doskonale WTAPIA W TŁO!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No, i masz, co zrobić z takim  komplementem? Może zainwestować w rudą farbę do włosów i szal w  wyrazistym kolorze (każda okazja dobra), żeby się tak jakoś z tego tła  wyróżnić jednak? Tu dodam dla tych, co w bibliotekach nie bywają, że  teraz już od dawna nie obkłada się książek w szary papier, lecz w  przezroczystą folię. więc, na pociechę, nie wtapiam się w szare tło,  tylko w kolorowe.&lt;br /&gt;A potem pomyślałam sobie, że w końcu co złego jest w  tym wtapianiu? Kiedy myśli się o sobie jak o centrum wszechświata, to  może zaskoczyć w pierwszej chwili myśl, że nikt inny nie podziela tej  perspektywy. David Rieff w swojej książce poświęconej Susan Sontag ("W  morzu śmierci. Wspomnienie syna") opisał szok, jakiego doświadczył na  widok napisu z reklamy w nowojorskim metrze. Napis głosił:&lt;br /&gt;DO  ZWYCZAJNEGO FACETA - TY NIM JESTEŚ!&lt;br /&gt;W tym rzecz, właśnie. Czasem  trudno uwierzyć, że się jest, po prostu, zwyczajnym człowiekiem i tak  już zostanie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-6011338431881027435?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/6011338431881027435/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/03/wtapiam-sie.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/6011338431881027435'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/6011338431881027435'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/03/wtapiam-sie.html' title='wtapiam się'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/S5ahQBlIXyI/AAAAAAAAACQ/eM_76hPG1L0/s72-c/david+rieff.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-6990266691296650963</id><published>2010-02-27T11:14:00.000-08:00</published><updated>2010-02-27T12:30:36.767-08:00</updated><title type='text'>po miesiącu...</title><content type='html'>Minął mi dzisiaj właśnie pierwszy miesiąc pracy. Jestem zadowolona, ale zmęczona też trochę. Chociaż, trzeba przyznać, to, czego nie lubiłam, czyli odprowadzanie i przyprowadzanie dzieci, w dużej mierze spadło ze mnie na inne osoby. Dziadków, Tomka i opiekunki. Na szczęście, dzieciom podoba się to całkiem.&lt;br /&gt;Powoli znika mi już z twarzy taki sztuczny, nerwowy uśmiech, zbyt uprzejmy i nienaturalny,w  który odruchowo zbroiłam się na początku w pracy w bibliotece. Głos swój też słyszę już zwyczajny. I lubię rozmawiać z ludźmi, którzy do nas przychodzą po książki. Nie zawsze jednak jest sielankowo, chociaż raczej wszyscy są mili. Zdarzyły mi się jednak spotkanie na granicy nieuprzejmości (pani z pretensjami), na szczęście, dobrze się to skończyło. Nie zapomnę też jednej wizyty: ojciec, starszy już pan, przyszedł oddać książki za córkę. Moim obowiązkiem jest zaktualizować dane osób, które przychodzą do nas po raz pierwszy w roku kalendarzowym. Więc pytam:&lt;br /&gt;- Przepraszam, czy u córki coś się zmieniło, to znaczy, czy adres i telefon nadal ten sam?...&lt;br /&gt;- Córka nie żyje - odpowiedział głucho ten pan. I nie dodał nic więcej. Z ciężkim sercem odkładałam potem na półki książki, jakie przeczytała jego córka, młodziutka jeszcze dziewczyna. Dwie filozoficzne i "Patrząc" Czapskiego. Na co patrzy ona teraz, myślałam sobie.&lt;br /&gt;.....................................................................................................................................................................&lt;br /&gt;Czyli przyzwyczajam się już, to dobrze. Czasem jeszcze mam kłopoty, żeby coś komuś znaleźć na półce, czy polecić, łapię się na tym, że nie znam sporej części żelaznego repertuaru niektórych moich czytelników. Ale ćwiczenie czyni mistrza. Niedługo będę mogła nosić w pracy np. taką &lt;a href="http://chce.to/content/b3niup/big.222193.78B78088-D687-40F2-BC46-07B097936C55.jpg"&gt;&lt;span style="text-decoration: underline;"&gt;koszulkę&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;Kiedy wychodzę z biblioteki,  przez chwilę widzę na ulicy tłumy Czytelników. Dopiero po chwili zamieniają się w zwyczajnych ludzi. I ja wracam do siebie, kimkolwiek jestem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-6990266691296650963?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/6990266691296650963/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/02/po-miesiacu.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/6990266691296650963'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/6990266691296650963'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/02/po-miesiacu.html' title='po miesiącu...'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-6177798402429431787</id><published>2010-02-21T13:08:00.000-08:00</published><updated>2010-02-21T14:12:50.960-08:00</updated><title type='text'>o kawie, przed zaśnięciem</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/S4GvISYKMaI/AAAAAAAAACA/KPTxi6zxP6o/s1600-h/067.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/S4GvISYKMaI/AAAAAAAAACA/KPTxi6zxP6o/s320/067.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5440822381747253666" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Obiecałam, zachęcona przez Anią i Anulkę, napisać coś o kawie, jaką my z Tomkiem lubimy, te "złote reguły" dotyczące przyrządzania. Trochę mi głupio odgrywać wielkiego konesera, bo nie czuję się takim, ale z całą pewnością umiem docenić dobrą kawę. I chętnie podzielę się z Wami kilkoma moimi spostrzeżeniami na ten temat:&lt;br /&gt;Po pierwsze: dobra wiadomość. Picie smacznej kawy nie musi łączyć się ani z wielkimi wydatkami, ani ze snobizmem tym bardziej. Powiedziałabym nawet, im dalej od nowobogackich klimatów, tym lepiej! We Włoszech, gdzie (moim zdaniem) "rozumieją" dobrą kawę i podają ją najlepiej na świecie, jest to napój dla wszystkich, dostępny za mniej niż euro. I nie trzeba tam chodzić do nie wiadomo jakiego baru - w każdym niemal skosztujecie dobrego napoju (no, być może, z małymi wyjątkami).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/S4Gu_pVa01I/AAAAAAAAAB4/hwbJvnO4tQw/s1600-h/066.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/S4Gu_pVa01I/AAAAAAAAAB4/hwbJvnO4tQw/s320/066.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5440822233290953554" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Po drugie: wybieramy kawę taką, jaka nam najbardziej odpowiada, zwracamy uwagę na stopień upalenia ziarna, który również wpływa na smak. Odradzam tylko mieszanki typu Tchibo, itp. Do klasycznego espresso nadają się jedynie kawy typu arabica. Najlepiej kupować ziarnistą i mielić codziennie rano. Czujecie ten zapach? Wspaniały na początek dnia!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/S4Guy7hU9EI/AAAAAAAAABw/5T2lxSAT5D4/s1600-h/068.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/S4Guy7hU9EI/AAAAAAAAABw/5T2lxSAT5D4/s320/068.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5440822014834439234" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Po trzecie: my przyrządzamy kawę we włoskiej kafetierze. Bardziej nam taka odpowiada, niż z osławionych ekspresów ciśnieniowych. Urządzenie jest proste: rodzaj dzbanka, zawierającego zbiorniczek na wodę, z którego w temperaturze ok 90 -96 stopni woda pod ciśnieniem przechodzi przez metalowe sitko z kawą i skrapla się w zbiorniczku na górze już jako zaparzony napój. Tu mała uwaga: najlepiej nie kupować pierwszego lepszego dzbanka chińskiej produkcji: ważna jest również jakość stali. Ze złej kafetiery kawa będzie miała posmak kiepskiego metalu! My osobiście nie lubimy dzbanków aluminiowych i kupiliśmy sobie szlachetnie połyskujący stalowy... Ale miliony Włochów mają zwykłe, aluminiowe kafetierki. Ważne: użyć dobrej wody, kawę zmielić średnio (kafetiera poradzi sobie jednak również z bardzo drobnym, jak i grubym proszkiem), nie ubijać na sitku, podgrzewać na małym ogniu. Nie myć nigdy kafetiery detergentem! Im starsza, im więcej kaw przygotowała, tym lepsza!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/S4GuohboFVI/AAAAAAAAABo/AQkKN_E1Aoc/s1600-h/069.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/S4GuohboFVI/AAAAAAAAABo/AQkKN_E1Aoc/s320/069.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5440821836032513362" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;I już. Reszta zależy od gustów i upodobań. Czy z mlekiem, w jakiej filiżance, to już niech sobie każdy decyduje. My rano pijemy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;latte, &lt;/span&gt;czyli z mlekiem, a po obiedzie, jesli się juz tak nam zdarzy, to tylko małe espresso. Mocne za to.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tu ciekawostka rodzinna: o ile mój mąż nie jest typem domowego estety, zwracającego nadmierną wagę na szczegóły, to w kwestii filiżanek do espresso wyraził kiedyś zdecydowanie swoje preferencje. Miały być takie, jak w barze włoskim, czyli małe, o kształcie tulipana, z grubego fajansu, białe lub kremowe. kropka. żadne inne.&lt;br /&gt;Więc swego czasu, gdy mieszkaliśmy w Rzymie, poświęciłam wiele godzin na szukanie takich filiżanek. I nic! Albo we wzorek, albo kształt nie ten, czy grubość nie taka ... Barmani nie dawali się zmiękczyć opowieściami o żądnym filiżanek mężu i pozostawali niewzruszeni w kwestii ewentualnej sprzedaży. Przyznam, ze po głowie zaczęły mi już chodzić niecne myśli. A może tak zwędzić raz filiżankę i zostawić napiwek pod serwetką? Na szczęście, problem sam się rozwiązał - znajome Polki prowadziły bar, który kiedyś, zanim zaczęły go dzierżawić, miał inną nazwę, po której zostały właśnie... filiżanki z logo. PRAWIE takie, jak chciał Tomek. Więc zakupiliśmy za tzw. grosze bezcenne pudełko. I teraz z nich najczęściej właśnie pijemy poobiednie espresso.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/S4Gtrv5Ut1I/AAAAAAAAABg/RC9n8BHzQRY/s1600-h/SV108649.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/S4Gtrv5Ut1I/AAAAAAAAABg/RC9n8BHzQRY/s320/SV108649.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5440820791943149394" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-6177798402429431787?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/6177798402429431787/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/02/o-kawie-przed-zasnieciem.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/6177798402429431787'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/6177798402429431787'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/02/o-kawie-przed-zasnieciem.html' title='o kawie, przed zaśnięciem'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/S4GvISYKMaI/AAAAAAAAACA/KPTxi6zxP6o/s72-c/067.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-1533063029772274986</id><published>2010-02-13T13:32:00.000-08:00</published><updated>2010-02-13T13:53:30.657-08:00</updated><title type='text'>takie tam</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/S3cerovhEYI/AAAAAAAAABQ/sooq50KyUhk/s1600-h/196.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/S3cerovhEYI/AAAAAAAAABQ/sooq50KyUhk/s320/196.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5437848810093089154" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jakby tak się zastanowić i policzyć, to wyszłoby, ze stanowczo dużo jem czekolady, naprawdę, to już chyba uzależnienie, codziennie pochłaniam ogromne ilości. Dzisiaj, oprócz słodyczy, które Jancia przywiozła od babci z Kazimierza, a było tego trochę, wykończyłam ciasto czekoladowe i upiekłam pierwszy raz w życiu browniesa, bo miałam ochotę właśnie na coś takiego. Nie wiem, czy wyszło tak, jak powinno, z płynnym czekoladowym środkiem, bo do tegoż środka jeszcze nie doszłam, ale jutro już będę to wiedziała na pewno. Może to stres związany z nową jeszcze sytuacją, praca, i tak dalej, że ja tak z tą czekoladą. Ale, nie oszukujmy się, stan taki trwa dłużej, niż te dwa tygodnie.&lt;br /&gt;Może wiosna coś zmieni i będę miała ochotę na same zdrowe rzeczy: warzywka i kaszę, na przykład.&lt;br /&gt;Pamiętam, jak zazwyczaj, gdy miałam dużo stresu, to odruchowo  jadłam takie miękkie, bułowate jedzenie, mdławe, zapychające. Bezpieczne jak przytulanka z dzieciństwa. Gdy nerwowy czas mijał, zaczynałam czuć smaki, zajadałam się sałatkami, próbowałam nowych rzeczy.&lt;br /&gt;Więc może ta czekolada mi potrzebna jest na teraz.&lt;br /&gt;Od znajomych z facebooka dowiedziałam się, że w Rzymie spadł śnieg! Dzieci lepią śnieżki i bałwanki, które znały dotąd tylko z opowieści. Ciekawe, jak to teraz tam wygląda, pamiętam, że wtedy w lutym to już mimozy kwitły i wiosna była prawdziwa.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-1533063029772274986?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/1533063029772274986/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/02/takie-tam.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/1533063029772274986'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/1533063029772274986'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/02/takie-tam.html' title='takie tam'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/S3cerovhEYI/AAAAAAAAABQ/sooq50KyUhk/s72-c/196.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-2444844408380669603</id><published>2010-02-10T11:31:00.000-08:00</published><updated>2010-02-13T13:55:03.437-08:00</updated><title type='text'>tydzień później</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/S3MOWO5qxOI/AAAAAAAAABI/q1yK5hUbJEA/s1600-h/174.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 214px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/S3MOWO5qxOI/AAAAAAAAABI/q1yK5hUbJEA/s320/174.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5436704950286206178" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/S3MNsSHSQqI/AAAAAAAAABA/SvNMPd667qY/s1600-h/192.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/S3MNsSHSQqI/AAAAAAAAABA/SvNMPd667qY/s320/192.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5436704229594120866" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Minął już chyba tydzień od ostatniego tutaj wpisu, dni nabrały tempa. Moi mili już wrócili, zadowoleni, wyślizgawkowani na łyżwach, wyzjeżdżani na sankach, a nawet przez chwilę na nartach. Z odblaskiem dalekiej północy w oczach i lekkim zapaleniem oskrzeli (Hania).&lt;br /&gt;Teraz Dorotka spędza całe dnie ze swoją grupą, Janeczka wczasuje się z babcią w Kazimierzu, a Hania choruje w domu. Ja chodzę pilnie do pracy, powolutku mi to powszednieje, chociaż ciągle jeszcze się uczę różnych rzeczy. Mój organizm reaguje teraz zmęczeniem na nowe wrażenia i szaleństwa zeszłego tygodnia. Gdy wieczorem wracam, ścina mnie z nóg. Ten tydzień jeszcze jest ulgowy, bo nie ma szkoły, a Tomek zajęć na uniwersytecie, ale wolę nie myśleć o następnym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/S3MMOB8Y0aI/AAAAAAAAAA4/MYi-jQJcOnA/s1600-h/194.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/S3MMOB8Y0aI/AAAAAAAAAA4/MYi-jQJcOnA/s320/194.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5436702610345742754" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Różni ludzie przychodzą do biblioteki. Najwięcej jest miłych i starszych, ale nie brakuje też młodych osób i to takich, których na ulicy bym nie podejrzewała o kontakt z drukiem. Wzruszają mnie zwłaszcza młodzieńcy o wyglądzie żulowatym, którzy sobie samodzielnie coś z regałów dobierają. Czasem podpytuję czytelników, czy im się podobała książka i wtedy nawiązuje się rozmowa. Ile emocji przy tym, bo mają nieraz własne pomysły na to, jak powieść się powinna skończyć, albo kto z kim na koniec ożenić, czy kto kogo zabić.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-2444844408380669603?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/2444844408380669603/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/02/tydzien-pozniej.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/2444844408380669603'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/2444844408380669603'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/02/tydzien-pozniej.html' title='tydzień później'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/S3MOWO5qxOI/AAAAAAAAABI/q1yK5hUbJEA/s72-c/174.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-7235663270056054467</id><published>2010-02-02T11:58:00.000-08:00</published><updated>2010-02-02T12:12:40.422-08:00</updated><title type='text'>będąc młodą bibliotekarką....</title><content type='html'>.....no, może już nie tak młodą,nie przesadzajmy z tą młodością, ale bibliotekarką zdecydowanie - tak. Od wczoraj, w państwowej placówce, na całkiem dobrych warunkach. Napisałam tak trochę enigmatycznie, bo dotarło do mnie, że jestem, w skromnym, ale jednak, zakresie - osobą publiczną. Opiszę wszystko i co, potem ktoś się domyśli, że ja, to ja. Bóg wie, co z tego wyniknie. Więc będę trochę te informacje szyfrować :-)&lt;br /&gt;Na razie jest bardzo przyjemnie. Ileż miłych dreszczy emocji na widok książek na półkach, które mam ochotę przeczytać, albo chociaż zobaczyć! Zawsze to lubiłam w tej pracy (jeśli chodzi o biblioteki, to jest moja trzecia placówka). Czytelnicy grzeczni (dzisiaj byli...). I w ogóle, chyba z powodu ferii, niewielu ich przyszło, więc stresu niepotrzebnego nowemu pracownikowi oszczędzili. Jutro mam dzień wolny, uwaga, zupełnie wolny, bo rodzina ciągle na feriach.&lt;br /&gt;Więc do jutra, mam nadzieję!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-7235663270056054467?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/7235663270056054467/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/02/bedac-moda-bibliotekarka.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/7235663270056054467'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/7235663270056054467'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/02/bedac-moda-bibliotekarka.html' title='będąc młodą bibliotekarką....'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-1517935673344858652</id><published>2010-01-31T23:42:00.000-08:00</published><updated>2010-02-01T00:10:34.591-08:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>Co więc robiłam wczoraj, gdy już pojechali rano, grzecznie i punktualnie, jak zawsze?;-)&lt;br /&gt;Od razu tęskniłam i smutno mi było trochę.To patrzenie z okna, jak idą, machają...  Zdarzało się, że ja brałam dzieci i wyjeżdżałam, że Tomka nie było nawet dwa tygodnie, ale żeby oni sobie pojechali na ferie beze mnie, to nowość.&lt;br /&gt;Potem siedziałam sobie w ciszy. Nie wytrzymałam długo i włączyłam płytę, wiecie, jaką. Następnie nieco kompulsywnie posprzątałam pozostawiony po śniadaniu poranny rozgardiasz. Próbowałam czytać ambitną książkę, ale nie udało mi się skupić. Skończyło się na lekturze lutowych "Charakterów".&lt;br /&gt;A potem zadzwoniłam do siostry i umówiłam się na popołudnie. Spotkałyśmy się w kawiarni na Próżnej, w bardzo sympatycznym miejscu, koło wiekowych kamienic, straszących pustymi oczodołami okien. Jeszcze jakieś dziesięć lat temu mieszkali tam nasi znajomi, teraz pustostan przeznaczony - nie wiadomo - do rozbiórki? Do remontu? Oby to drugie, po naszej stronie Wisły tak mało jest starych, nastrojowych kamienic. A ulica Próżna to fenomen, jakość sama w sobie.&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.cafeprozna.pl/"&gt;Kawiarnia&lt;/a&gt;, do której poszłyśmy, doskonale nadaje się na długie rozmowy. Dopiero telefon rodziców, u których Kasia zostawiła swoją córeczkę, wyciągnął nas stamtąd.&lt;br /&gt;I wtedy zrobiłam coś, co z zasady robię bardzo rzadko, a już na pewno nigdy w niedzielę: dałam się wyciągnąć siostrze do Galerii Mokotów, gdzie przez parę godzin (sic!) mierzyłyśmy w sklepach ciuchy. Atmosfera tego miejsca o późnej porze trąciła chwilami surrealizmem.  Snujące się między witrynami  &lt;span style="font-style: italic;"&gt;fashion victims &lt;/span&gt;z lekkim obłędem w oczach, z torbami wyładowanymi po brzegi. Brak poczucia czasu  - nie ma zegarów, nie ma okien, pora może być jakakolwiek... I mała Marianna, która przez cały ten czas nie nudziła się, tylko zatopiona w myślach wędrowała między wieszakami, gubiąc się co chwila. Albo przynosząc mamie co różowsze sztuki odzieży ze słowami: "mamusiu, zobacz, śliczne..."&lt;br /&gt;Uchwyciłyśmy szczęśliwie moment przesytu i zmęczenia, którego lekceważyć nie wolno i  wróciłyśmy do domu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-1517935673344858652?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/1517935673344858652/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/01/co-wiec-robiam-wczoraj-gdy-juz.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/1517935673344858652'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/1517935673344858652'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/01/co-wiec-robiam-wczoraj-gdy-juz.html' title=''/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-7041309905362064490</id><published>2010-01-30T11:36:00.000-08:00</published><updated>2010-01-30T13:13:54.227-08:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>Dzisiaj cały dzień upłynął mi pod hasłem: "robię, więc jestem". Przygotowania do wyjazdu Tomka i dziewcząt na Suwalszczyznę trwają. Spakowałam dziewczyny, upiekłam im coś na drogę, pojechałam z Dorotką kupić łyżwy. Oj, jak mi szkoda, że nie jadę z nimi. Zwłaszcza tego nieba na Puszczą Romnicką pełnego gwiazd, jakich nie zobaczy się nad miastem. I przesiadywania w nagrzanej bani (a potem kąpieli w przerębli). Ma być znowu zimno, wraca mróz, tam to dopiero będzie, bo to przecież znany równik zimna, jak nam z dumą oświadczył kiedyś ktoś miejscowy.&lt;br /&gt;Jakbyście i Wy chcieli pojechać do Bronków, to podam adres:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.domecha.pl"&gt;www.domecha.pl&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dalej słucham tego Stinga (kupionego Tomkowi na imieniny, ale używam głównie ja). Już wiem, dlaczego tak mi się podoba - bo trochę nietypowy jest. Adaptacje muzyki Bacha, Purcella, Praetoriusa i Schuberta zawiera (&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Winterreise!&lt;/span&gt;), a także tradycyjnych, szkockich chyba melodii. I te skrzypeczki! Powiało północą.&lt;br /&gt;Co ja będę robić, jak oni pojadą? Tego jeszcze nie było - bez Tomka i dzieci. I do pracy. Odezwę się tutaj na pewno.&lt;a href="http://www,domecha.pl/"&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-7041309905362064490?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/7041309905362064490/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/01/dzisiaj-cay-dzien-upyna-mi-pod-hasem.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/7041309905362064490'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/7041309905362064490'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/01/dzisiaj-cay-dzien-upyna-mi-pod-hasem.html' title=''/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3493978214036460781.post-1801007838047324678</id><published>2010-01-28T02:31:00.000-08:00</published><updated>2010-01-28T02:47:40.192-08:00</updated><title type='text'>jestem tutaj!</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Śnieg pada sobie dzisiaj już od kilku godzin, siedzę w domu z chorą Dorotką jak w norce śnieżnej. Słuchamy bardzo nastrojowej i dokładnie na temat płyty Stinga &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"If on the winter's night". &lt;/span&gt;Ciekawe, skąd ten tytuł, muszę poszukać. Była taka powieść zwariowana Italo Calvino pt &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Jeśli zimową nocą podróżny", &lt;/span&gt;ale czy Sting to czytał, raczej wątpię.&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/gFAleFnbRgw&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/gFAleFnbRgw&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Opuściłam tamten blog głównie, jak pisałam, z powodu reklam, ale i trochę też z innych przyczyn. Już dosyć długo mi się go pisało, przyzwyczaiłam do siebie czytelników i powoli, nieświadomie, zaczęłam popadać w pewną manierę. Stylistyczną, ale i nie tylko, bo chociaż zawsze starałam się unikać sztucznej autokreacji, siłą rzeczy byłam tam  już wykreowana przez siebie, statyczna. Więc może w nowym miejscu przez chwilę będzie inaczej, bardziej świeżo? Zbiega się to również z pójściem do pracy, w moim przypadku nie jest to żaden "powrót do pracy", bo, jak wiecie może, wracać nie miałam dokąd. A i mentalnie ruch ten jest całkowitą zmianą życiorysu, oczekiwaną od jakiegoś czasu z niecierpliwością, ale i też z lękiem.&lt;span style="font-style: italic;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3493978214036460781-1801007838047324678?l=nauboczu.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://nauboczu.blogspot.com/feeds/1801007838047324678/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/01/jestem-tutaj.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/1801007838047324678'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3493978214036460781/posts/default/1801007838047324678'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://nauboczu.blogspot.com/2010/01/jestem-tutaj.html' title='jestem tutaj!'/><author><name>agnieszka</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/_FYjktarmQD4/Sv_O57swpQI/AAAAAAAAAAM/Rcjjr_G1TJE/S220/IMG_3632.JPG'/></author><thr:total>5</thr:total></entry></feed>
